Papierowy JazzPRESS
Felieton Słowo

Andy Warhol i jazz?

Obrazek tytułowy

[Pokaz mody, night club Tunnel, NYC, 1987 rok] Fot. Jonnie Miles

Pomimo wielu ograniczeń związanych z sytuacją pandemiczną tegoroczne wakacje udało mi się spędzić dosyć aktywnie. Aktywności obejmowały rzecz jasna także wydarzenia kulturalne i muzyczne. Należała do nich przede wszystkim jubileuszowa, trzydziesta edycja festiwalu Neue Musik Rümlingen w Szwajcarii (o moich wrażeniach z tego festiwalu sprzed dwóch lat pisałem w JazzPRESSie 10/2018). Do Rümlingen i zaobserwowanej tam pokoleniowej zmiany warty wrócę jednak innym razem, a teraz nawiążę do innej wakacyjnej lokalizacji. Medzilaborce to małe miasto powiatowe we wschodniej Słowacji. Nie chciałbym sprawiać przykrości mieszkańcom i sympatykom tego miejsca, ale na pierwszy rzut oka to typowa słowacka prowincja. Typowa… z jednym wyjątkiem – w miasteczku stoi duży, w odniesieniu do wielkości miejscowości wręcz monumentalny, kolorowy (choć już nieco podniszczony) budynek. To Andy Warhol Museum of Modern Art. Skąd taki pomysł na lokalizację muzeum sztuki nowoczesnej? Z pobliskiej wsi Miková pochodzili rodzice artysty.

Pierwsze skojarzenie łączące Warhola z muzyką to oczywiście The Velvet Underground – związek znacznie silniejszy niż tylko słynna okładka z bananem. Inna równie kanoniczna okładka zaprojektowana przez artystę to Sticky FingersStonesów. Ale mało kto wie o związkach Andy’ego Warhola z jazzem. Nie znalazłem nic na ten temat w słowackim muzeum. Po powrocie sięgnąłem do czytanej kiedyś obszernej biografii artysty autorstwa Victora Bockrisa. Tam znalazłem w zasadzie tylko jeden drobny epizod, który przytoczę na zakończenie tego materiału. Tym bardziej warto przypomnieć parę faktów z życia Warhola, które łączą się z takimi nazwiskami jak Basie, Monk czy Shaw.

Z jednej strony Warhol jako przedstawiciel nowojorskiej elity kulturalnej i bywalec kultowych miejsc, takich jak kluby Max’s Kansas City czy The Dom, na pewno miał styczność z największymi jazzmanami. Z drugiej – Warhol i jego otoczenie hołdowali raczej spojrzeniu na muzykę głoszonemu przez Danny’ego Fieldsa: „precz z tyranią jazzu”, niech żyją hałas, głośność, performance, taniec, polityka i seks. Związki z jazzem, o których chcę napisać, miały jednak miejsce znacznie wcześniej, kiedy Warhol nie był jeszcze królem pop-artu.

Zaraz po ukończeniu uczelni artystycznej w Pittsburghu, skąd pochodził, Warhol przeniósł się do Nowego Jorku. Wiele źródeł mówi o zleceniach, jakie artysta wykonywał w tamtym czasie dla agencji reklamowych i kobiecych magazynów. To one przyniosły mu rozgłos i pierwsze pieniądze. Jednak mało kto wie, że wśród tych pierwszych nowojorskich „prac dorywczych” było także projektowanie okładek płytowych. Był rok 1949, a więc czas, kiedy płyta długogrająca była jeszcze nowością na rynku. Warhol w poszukiwaniu zleceń dzwonił m.in. do dużych wytwórni płytowych, oferując im swoje usługi jako grafik. Prawdopodobnie pierwszym zleceniem, które zaoferowała mu Columbia Records, było zilustrowanie okładki płytyA Program of Mexican Music (1949). Jego rysunki przedstawiające bębniarzy i tancerzy już wtedy zapowiadały pewne charakterystyczne cechy jego późniejszej twórczości – postacie zostały skopiowane z XVI-wiecznych szkiców Azteków, a wykorzystywana technika łączyła rysunek kreską z pełnymi plamami.

R-11549383-1518312298-2071.jpeg.jpg

Kolejna okładka zwiastowała inną charakterystyczną dla Warhola manierę – była portretem gwiazdy „przerysowanym” z fotografii. Portret Counta Basiego znalazł się na zbiorze utworów artysty nagranych w latach 1948-1950 i wydanych przez RCA Victor. Rysunek oparty na fotografii znalazł się też na okładce debiutanckiego albumu gitarzysty Kenny'ego Burrella z 1956 roku.

e40755ec-6e51-45ef-b151-01131b1090df.jpg

W kolejnym roku na okładce albumu The Congregations Johnny’ego Griffina Warhol – ponownie pracując ze zdjęciem – namalował na koszuli Griffina fragmenty kolorowych kwiatów – to w pewnym sensie kolejna zapowiedź, gigantyczne kolorowe kwiaty stały się jednym z ważnych motywów w twórczości artysty. W latach 50. Warhol pracował jeszcze między innymi przy okładkach płyt J. J. Johnsona, Theloniousa Monka i Artiego Shawa. Mówimy tu o bezdyskusyjnej pierwszej lidze, dziwi więc fakt, że prace te są tak mało znane – zarówno wśród fanów jazzu, i jak miłośników twórczości Warhola. the-congregation-b-iext46393947.jpg

Okładki płyt tworzone, bądź współtworzone (bo często były to np. wyłącznie ilustracje, a nie cały layout), przez Warhola były pokazywane między innymi w 2008 roku w Muzeum Piteå w Szwecji. Potem na dużej wystawie Warhol Live w Montrealu. Dzieła te są również tematem książki Andy Warhol: The Record Covers, 1949-1987, wydanej wspólnie przez wydawnictwo Prestel i Montreal Museum of Fine Arts. Istnieją więc źródła, które pomogą zainteresowanym pogłębić swoją wiedzę.

9783791340869_p0_v1_s1200x630-600x300.jpg

Jazzowe epizody pojawiały się na samym początku kariery Andy’ego Warhola. Jeden miał miejsce na samym jej końcu. Był to prawdopodobnie ostatni publiczny występ artysty. We wtorek 17 lutego 1987 roku Warhol pojawił się na pokazie mody w klubie Tunnel. Występował tam jako model razem… z Milesem Davisem. Andy mimo bardzo złego samopoczucia, wygłupiając się na wybiegu, niósł poły fraka grającego na trąbce Milesa, niczym welon za panną młodą. Kilka dni później, w piątek, Warhol trafił do szpitala na operację woreczka żółciowego, a w niedzielę 22 lutego rano zmarł. Ciekawe, czy nadal z Milesem lubią wspólne żarty.

Felieton w cyklu "Słowo na jazzowo / My Favorite Things (or quite the opposite…)" został opublikowany w JazzPRESS 10/2020

Autor: Piotr Rytowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO