Papierowy JazzPRESS
Felieton

Down the Backstreets: Definitywny jazz rap

Obrazek tytułowy

Avantdale Bowling Club – Avantdale Bowling Club Years Gone By, 2018

Już kończyłem podsumowywać 2018 rok w zagranicznym rapie, już uznałem zadanie za prawie wykonane, już witałem się z gąską, gdy nagle, ni z tego, ni z owego, w samej końcówce grudnia wpadł na moją playlistę album Avantdale Bowling Club. Wystarczyło kilkanaście minut, by zrozumieć, że nie mogę umieścić go poniżej 20. miejsca w swoim rankingu i że będę musiał opisać go w Down the Backstreets. Co niniejszym czynię.

Bądźmy szczerzy – czasami podciągam pod jazz rap płyty średnio z nim powiązane. Zdarza się, jak na przykład dwa miesiące temu z Moną Lisą Joella Ortiza i Apollo Browna, że po prostu album bardzo mi się podoba i uważam że spodoba się czytelnikom – więc opisuję go tutaj. A że nic tam nie było zagrane na „żywych” instrumentach? Nie przeszkadzało mi to. Tym razem jest zupełnie inaczej. Avantdale Bowling Club to projekt najbliższy określeniu jazz rap od czasów, gdy pisałem o albumie 4 a.m. polskiej grupy Sophia Grand Club.

Avantdale Bowling Club to twór Toma Scotta – doświadczonego i zasłużonego nowozelandzkiego MC, którego kariera zawiera udział w nagraniach grup Home Brew, @Peace oraz Average Rap Band. W ojczyźnie uchodzi za twórcę bezkompromisowego, niebojącego się wyrażać swojego zdania i poglądów, również politycznych. Przeklinał w publicznej telewizji, ostro obrażał premiera Nowej Zelandii, odbierając nagrodę za najlepszy album hiphopowy, podczas gali dziękował „Bogu za nieistnienie”, konfrontował się z tematami tabu, był jednym z prekursorów crowdfundingu na nowozelandzkiej scenie muzycznej.

Nową płytę żartobliwie nazywa „rapowym albumem dla osób nienawidzących rapu”. Do udziału w projekcie Avantdale Bowling Club, najbardziej autorskim z dotychczasowych, zaprosił całą zgraję muzyków, wśród których warto wymienić między innymi jego stałych współpracowników: Juliana Dyne’a, Christopha El Truento oraz Haz Beatsa, a także Toma Dennisona (gitara basowa), Bena McNicholla (saksofon), JY Jong-Yun Lee (flet, saksofon) oraz Guya Harrisona (klawisze, trąbka). Nie są to, zdaje się, wielkie nazwiska w świecie jazzu, ale robią swoje i trzeba o nich wspomnieć!

Inspiracją i motywacją do tworzenia Avantdale Bowling Club było dla Scotta nowo odkryte ojcostwo – wymagające dojrzałości i poczucia odpowiedzialności. Teksty dotykają wątków autobiograficznych, emocji związanych z konkretnymi wydarzeniami i procesami w życiu autora. Flow i rapowy warsztat Toma Scotta trzymają poziom, chociaż osobiście uważam, że trochę brakuje mu charyzmy i głosu, bym miał się stać jego fanem. Tym niemniej – nie mogę nie docenić włożonej pracy i posiadanych przez rapera umiejętności, szczególnie że swoją prezencję na bicie potrafi zmieniać i płynnie dostosowywać do podkładu. A to przecież jeden z najważniejszych przymiotów w katalogu pełnoprawnego MC.

Teksty płyną z głośników dość szybko i prawdziwą ich wartość poznamy, przesłuchując album kilkukrotnie – co tak bardzo doceniają znani mi miłośnicy muzyki. Innymi słowy – muzyka odwdzięcza się za poświęcony czas niczym dobry serial, rozkręcający się po pierwszych dwóch-trzech odcinkach (nawet The Wire wymaga przecież cierpliwości i poznania postaci). Jednocześnie dłuższe, instrumentalne przerwy od wokalu pozwalają nam odetchnąć i przetworzyć wszystkie emocje i wyznania, którymi zostaliśmy zasypani przez Scotta.

Jazzowe aranżacje przygotowane są bardzo elegancko i z dużą dozą dokładności. Miejsc chaosu i niekontrolowanej improwizacji jest niewiele, każda minuta i każdy utwór są spójne z kreowaną atmosferą i tematyką. Wielowarstwowość muzyki, podobnie jak tekstu, zapewnia długie godziny wnikliwego zagłębiania się w nią, odkrywania – Avantdale Bowling Club sprawdziłby się nawet jako instrumentalny album, pozbawiony jakichkolwiek słów.

Tak zwany repeat value jest tutaj na bardzo wysokim poziomie. Album miejscami maksymalnie angażuje i zmusza do pochłaniania każdego słowa opowieści, by za chwilę relaksować jak smooth jazz. Taaa… Avantdale Bowling Club to naprawdę świetna płyta. Jedna z absolutnie najlepszych w 2018 roku.

Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 02/2019

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO