JP długi
Felieton Słowo

My Favorite Things (or quite the opposite…): Instrument, który nie jest tym, czym się wydaje…

Obrazek tytułowy

Pierwszego marca tego roku radiowa Dwójka obchodziła swoje 85. urodziny. Jak co roku świętowaniu jubileuszu towarzyszyły wyjątkowe koncerty. Tradycją stały się już wykonania nowych, oryginalnych aranżacji znanych utworów z różnych obszarów stylistycznych muzycznego świata. W ostatnich latach na dwójkowych urodzinach mogliśmy usłyszeć m.in. nowe interpretacje: Music for Airports Briana Eno, piosenek zespołu Kraftwerk, In C Terry’ego Rileya oraz Songs from Liquid Days Philipa Glassa. Tegoroczne świętowanie uświetniła muzyka z serialu Twin Peaks w opracowaniu Huberta Zemlera z powołaną na potrzeby tego koncertu grupą The Roadhouse Band. Muzyka, która w oryginale była nagrana w znacznej mierze na instrumentach elektronicznych, tu zabrzmiała zdecydowanie bardziej akustycznie i właśnie to podsunęło mi pomysł na napisanie tego materiału.

Jednym z głównych instrumentów prowadzących melodyjne „twinpeaks’owe” tematy była… czelesta. Kiedy przeprowadziłem minisondę na temat tego, co to za instrument (Jak wygląda? Jakie dźwięki wydaje?), okazało się, że sprawa nie jest taka prosta. Z pewnością nie jest to instrument pierwszego wyboru ani w składach orkiestrowych, ani tym bardziej w jazzie czy muzyce popularnej. Jeśli jednak spojrzymy na listę wykonawców, którzy wykorzystywali czelestę w swoich nagraniach, nie powinniśmy mieć wątpliwości, że warto przysłuchać się jej nieco bliżej.

Czelesta to instrument zaskakujący nie tylko swoim niebiańskim brzmieniem (céleste to po francusku „niebiański”), zbliżonym do dźwięku dzwonków, ale znacznie delikatniejszą, subtelniejszą barwą. Na pierwszy rzut oka przypomina stare pianino albo fisharmonię, ale to tylko pozory – tak naprawdę mamy do czynienia z… klawiszowym instrumentem perkusyjnym. Klawiszami czelesty uruchamiane są młoteczki, które z kolei uderzają w metalowe płytki – a więc źródło dźwięku podobne jest do wspomnianych dzwonków lub wibrafonu. Taka konstrukcja i wygląd instrumentu mogą sugerować, że jest on bardzo stary. To kolejne zaskoczenie – czelesta pochodzi z końca XIX wieku. Jednym z pierwszych kompozytorów, który wykorzystał ją w swoim utworze, był Ernest Chausson (muzyka do La tempête – francuskiego przekładu Burzy Szekspira, z 1888 roku). Popularność przyniósł jej jednak Piotr Czajkowski za sprawą baletu Dziadek do orzechów (1891).

Thelononious Monk - Brillant Corners.jpg

Jeszcze jedna wątpliwość, którą może budzić czelesta, to pytanie, kto ma na niej grać – perkusiści czy pianiści? Wspomniany na wstępie koncert nie pomoże nam w rozwikłaniu tej zagadki. W The Roadhouse Band czelestę obsługiwał Jerzy Rogiewicz, prawdopodobnie najlepiej znany jako perkusista, ale z powodzeniem występujący także w roli pianisty, a w zasadzie multiinstrumentalisty. W składach orkiestrowych czelesta najczęściej stanowi element sekcji perkusyjnej, ale kiedy przyjrzymy się przypadkom użycia tego instrumentu w jazzie, to wśród posługujących się nim muzyków znajdziemy m.in. McCoya Tynera czy Herbiego Hancocka. Fakt, że czelesty używali eksperymentatorzy, tacy jak Velvet Underground, Frank Zappa czy The Beatles, może nikogo nie zdziwić, ale to, że znalazła się w nagraniach zespołów kojarzonych z typowo rockowym brzmieniem, jak The Rolling Stones czy The Stooges, może być już kolejnym, sporym zaskoczeniem.

Za pioniera w jazzowym wykorzystaniu czelesty uważa się Earla Hinesa, który zaczął z nią eksperymentować w 1928 roku. W jego ślady poszli inni pianiści, którzy często traktowali czelestę jako dodatkowy instrument. Na przykład Fats Waller w latach 30. ubiegłego wieku podczas koncertów czasem grywał jedną ręką na fortepianie, a drugą na czeleście. Czelestę możemy usłyszeć między innymi w utworze Pannonica z płyty Theloniousa Monka Brilliant Corners, w Someday You'll Be Sorry Louisa Armstronga czy Land of The Lonely McCoya Tynera. Po czelestę sięgali także Art Tatum, Duke Ellington, Oscar Peterson, Sun Ra i Keith Jarrett. W grupie Art Ensemble of Chicago grali na niej zarówno Joseph Jarman, jak i sam Lester Bowie. Czelesta pojawia się także na pierwszym wokalnym albumie Cheta Bakera Chet Baker Sings – gra tam na niej pianista Russ Freeman. Wielokrotnie gościła też w nagraniach Franka Sinatry z lat 40. i 50.

Jak widać, a przede wszystkim słychać, ten pełen sprzeczności instrument cieszy się sporym powodzeniem i potrafi urozmaicić swoim brzmieniem utwory bardzo różne stylistycznie. Parafrazując znany cytat z serialu Twin Peaks – czelesta nie jest tym, czym się wydaje. Instrument perkusyjny, choć wyglądający na pianino, sprawiający wrażenie archaicznego, a stosunkowo młody, w zasadzie nieznany, a tak popularny… idealnie wpasowuje się w poetykę filmów Davida Lyncha.

A skoro wróciliśmy do Lyncha i Twin Peaks, to dwa tygodnie po urodzinowym koncercie Dwójki, w tej samej sali (Studio im. Witolda Lutosławskiego) odbył się premierowy koncert najnowszego utworu Mateusza Smoczyńskiego, inspirowanego tym serialem – 2PiX, w którym grającemu na skrzypcach kompozytorowi towarzyszyli saksofonista Piotr Baron oraz Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa. Na koncercie niestety nie byłem, nie wiem więc, czy w składzie orkiestry znalazła się czelesta…

Piotr Rytowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO