Papierowy JazzPRESS
Felieton

Na gościnnych występach: Trzy miesiące polskiego jazzu w Azji

Obrazek tytułowy

W zeszłym roku spędziłem rekordową ilość dni, podróżując z polską muzyką improwizowaną po Azji. Trasa koncertowa Jazz Po Polsku objęła swym zasięgiem cztery kraje. Główna część odbyła się jak co roku w Chinach, ale odwiedziliśmy również Malezję, Indonezję i Japonię. Bohaterami tegorocznej edycji były Grzegorz Karnas Formula, Marek Napiórkowski Sextet, Rafał Sarnecki Sextet, Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio, Michał Milczarek Trio, Kuba Cichocki Quartet, Bogna Kicińska Quintet oraz Albert Karch – Yuta Omino Project.

Kaczmarczyk Xian4.jpg fot. Grzegorz Karnaś

Polski jazz w ciągu 80 dni zabrzmiał w miejscach bardzo różnorodnych, zarówno jeśli chodzi o odbiorców, jak i miejsca koncertowe. Wydawałoby się, że jazz w Polsce skierowany jest nie do każdego, czy raczej odbierany nie przez wszystkich. Natomiast w Azji – wręcz przeciwnie. Polscy muzycy zagrali zarówno w renomowanych i szykownych salach koncertowych, takich jak Culture Palace of Nationality w Pekinie czy jedno z trzech największych konserwatoriów muzycznych na świecie, Zhejiang Conservatory of Music w Hangzhou (będącew w posiadaniu stu białych steinwayów!), w salach teatralnych, kinowych, ale też w nocnych klubach rockowych, takich jak Friends Bar z siedzibą w Zhongshan, przypominający bardziej fanklub Liverpoolu, gdzie guinness podawany jest klientowi zaraz po osuszeniu kufla. Niemałym zaskoczeniem dla zespołu były kilkutysięczne chińskie juwenalia w Chengdu. Stolica prowincji Syczuan jest, zaraz po Pekinie, miastem gdzie odbyło się najwięcej polskich koncertów. Z wizyty w mieście, które jest pierwszym przystankiem na trasie do Tybetu, zawsze pamięta się ciepłe przyjęcie i liczną frekwencją.

Jak w Gotham City

Trasę rozpoczęliśmy w muzułmańskiej prowincji Gansu i jej stolicy Lanzhou, gdzie zagraliśmy aż pięć koncertów plenerowych. Podróż z Warszawy zajęła nam prawie 30 godzin. Na miejscu zostaliśmy obdarowani kartonami lokalnych papierosów, których palenie ponoć nie szkodzi, jeśli myśli się pozytywnie. Podobnie ciepło wyrażają się tam o spożyciu alkoholu, a za realny problem – słusznie zresztą – uznają jakość powietrza i glutaminian sodu dodawany do każdej potrawy.

Z początkiem września odwiedziłem Chongqing, 33-milionowe supermiasto. Wygląda jak legendarne Gotham City, tyle że chińskie. Położone nad rzeką Jangcy, przeraża i pobudza wyobraźnię bardzo wysoką, regularną i niekończącą się zabudową. Liczące do 100 pięter wieżowce mieszkalne piętrzą się na zboczach i wyżynach wykarczowanych i zabetonowanych Trzech Przełomów. Szerokość koryta rzeki przekracza miejscami pół kilometra. Jedynie gęsta sieć metra umożliwia sprawne poruszanie się po tym gigantycznym mieście. Miłośnicy ostrego, ale i tłustego hot pota będą w „chili wzięci”.

Na początku października mieliśmy okazję oderwać się na chwilę od zatłoczonych i przeludnionych miast. Przyjemnym doświadczeniem była wizyta z koncertami w górskiej wiosce w okolicach miasta Jincheng, w prowincji Shanxi, 800 km na południowy zachód od Pekinu. Oprócz pięknych widoków położonej na górze świątyni Qinglian, zaskoczyła nas gigantyczna scena, która powstała tu przez noc. Nie mogliśmy też uwierzyć, że sponsorem imprezy jest BMW.

Prefektura miejska Jincheng to główny ośrodek wydobycia węgla w prowincji liczącej 40 milionów osób, od wielu lat wygrywa w rankingach zatrucia powietrza. Zmiany w środowisku, jakie powoduje superszybki wzrost gospodarczy, nie pozostawiają złudzeń. Mieliśmy okazję przekonać się o tym, mijając po drodze kolejne kopalnie i elektrownie. Nasz bus co chwila wjeżdżał w kilometrowe tunele wydrążone w środku litych skał. Powietrze, zgodnie z sugestiami pogodynki, było gęste i szare.

PIJF 2017-2 Dec- 0960.jpgfot. Grzegorz Karnaś

Superszybkie maszyny

Koncerty zorganizowane zostały tu z okazji Święta Narodowego, upamiętniającego utworzenie Chińskiej Republiki Ludowej. 1 października minęło 68 lat odkąd Mao zadecydował o sposobie myślenia kolejnych pokoleń. Początek jesieni w Chinach to czas szczególny, ponieważ wolny od pracy. W kolejnych miesiącach pracuje się niemal bez przerwy, często po 70 godzin w tygodniu. Robotnicy w całym kraju przemierzają Chiny wszerz i wzdłuż, aby spędzić tych kilka wolnych dni w rodzinnym gronie. Często jest to dla nich jedyna taka szansa w całym roku. Oficjalne raporty z dumą obwieszczały o wydolności transportu, który na czas przewozi swych obywateli.

W przypadku samolotów pojęcie czasu jest tu akurat względne, ponieważ opóźnienia lotów często sięgają w tym okresie wielu godzin. Inaczej natomiast rzecz ma się z z pociągami – punktualne co do minuty. Superszybkie maszyny, zbudowane na podzespołach i know-how niemieckiego Siemensa, pokonują trasę z Pekinu do Szanghaju w cztery godziny, a stąd już w niecałe pięć do Kantonu, co daje dystans 3 tysięcy kilometrów w mniej niż dziewięć godzin. Chińskie linie kolejowe w trakcie świątecznych dni przewiozły w zeszłym roku ponad 170 milionów osób.

Chińska trasa koncertowa Jazz Po Polsku objęła również skrajne zakamarki Chińskiej Republiki Ludowej. Jednym z nich jest położone daleko na północy lodowate Changchun, z którego śmiało można wykupić wycieczki do Władywostoku lub Pyongyang. Długo zapamiętamy tutejszą gościnę suto zakrapianą bajdżio – lokalnym bimbrem pędzonym na ryżu i owocach. Ciekawe, że najtańsze można kupić już za 8 juanów, ale za to najwyższe półki w alkoholowym zaczynają się od kilkuset, a kończą na kilku tysiącach. Efekt końcowy jest jednak podobny.

Sarnecki 13.10 Pekin1.JPGfot. Grzegorz Karnaś

W drodze do Mando

Ostatni etap trasy objął Chiny, Malezję i Indonezję i zajął nam w sumie 19 dni. Odległość między pierwszym koncertem w Chengdu a ostatnim, dziesiątym, w indonezyjskim Manado, wynosi w linii prostej ponad 4 tysiące kilometrów. Po drodze zagraliśmy w kosmopolitycznych Szanghaju i Kuala Lumpur. Następnie pojechaliśmy na festiwal odbywający się od 15 lat na wyspie Penang, a stąd do najbardziej zakorkowanego miasta świata – Dżakarty. Stolica Indonezji zaskoczyła nas niezwykle restrykcyjną kontrolą w hotelu, przeprowadzaną przez policjantów z długą bronią i psami, podczas gdy przez lotnisko przedostaliśmy się bardzo gładko.

Ostatni koncert w ramach trasy odbył się w mieście Manado, położonym na egzotycznej indonezyjskiej wyspie Celebes. Dotarliśmy tam, lecąc samolotem z Bandung, z międzylądowaniem na Borneo, rodzinnym mieście naszego indonezyjskiego promotora, który towarzyszył nam kilka dni. Celebes to dziesiąta co do wielkości wyspa świata, na której pokonanie 60 kilometrów busem do kolejnego miasta to wyczerpująca, ponadtrzygodzinna podróż. Różnica w wysokości nad poziomem morza wyniosła ponad 800 metrów.

CIEKAWOSTKI

  • W grudniu 2017 roku zakończyła się trasa koncertowa Jazz Po Polsku Live in Asia; polska muzyka zabrzmiała ponad 60 razy w Chinach, Indonezji, Japonii i Malezji; wysłuchało jej ponad 40 tys. osób.

  • W Chinach w 2017 roku odbywał Sezon Kultury, projekt promujący ideę Nowego Jedwabnego Szlaku oraz pogłębiający współpracę z krajami Europy Centralnej i Środkowo-Wschodniej. Wzięło w nim udział 16 krajów, w tym Polska. Trasa koncertowa Jazz Po Polsku była największym muzycznym projektem wpisującym się w inicjatywę Ministerstwa Kultury ChRL.

  • W ramach chińskiego Sezonu Kultury, zorganizowano w sumie ponad 300 wydarzeń, w tym 60 koncertów polskich zespołów jazzowych.

  • Chińscy miłośnicy jazzu mogli obejrzeć także transmisje w internecie, gdzie koncerty z pekińskiego festiwalu Nine Gates śledziło 20 tys. osób.

  • Na Chongqing Culture Industry Expo, największych targach branżowych prowincji Syczuan, miała miejsce premiera płyty Grzegorza Karnasa Power Kiss.

  • Trasa koncertowa została udokumentowana w postaci filmu autorstwa Macieja Głowińskiego, którego premiera odbędzie się na wiosnę 2018 roku.

  • Od 2014 roku w ramach projektu Jazz Po Polsku w Azji odbyło się ponad 150 wydarzeń: w Chinach, Indonezji, Japonii, Malezji i Wietnamie.

  • W trakcie trasy z polskimi muzykami współpracowali muzycy z Chin – Annie Chan (wokal), Wang Chen Huai (bass), Zhitong Xu (perkusja); Japonii – Yuta Omino (perkusja), Takako Yamada i Momo Otani (fortepian), Hiroyuki Ishikawa (trąbka); Ameryki – Nathaniel Gao (saksofon), Daniel Zanker (bas); Indonezji – Sri Hanuraga i David Manuhutu (fortepian) oraz francuski gitarzysta Christopher Pannekoucke.


autor: Jakub Krzeszowski

Jakub Krzeszowski – twórca projektu Jazz Po Polsku, związany z branżą muzyczną najpierw jako dziennikarz, a obecnie menedżer i promotor. Planuje i realizuje kampanie wizerunkowe z obszaru kultury i marketingu interaktywnego. Współpracuje z instytucjami kultury, jak również niezależnymi artystami. Ukończył studia prawnicze oraz public relations. Członek Stowarzyszenia Menedżerów Nowej Gospodarki SGH.

Ten tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 04/2018

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO