Papierowy JazzPRESS
Felieton Słowo

Porażka?

Obrazek tytułowy

Count Bass D – Pre-Life Crisis

Work, 1995

Raper i producent Dwight Farrell znany jest powszechnie pod pseudonimem artystycznym Count Bass D. Ksywa dla fanów jazzu brzmi bardzo znajomo, prawda? Farrell od małego poznawał różne instrumenty i zgłębiał wiedzę o muzyce. W swojej wizji był liderem hip-hopowego wielkiego bandu, niczym Count Basie. Dodał sobie do tego pierwszą literę swojego imienia – i tak oto mamy gotową ksywę! Count Bass D to człowiek, który w swojej karierze zaliczał spore doliny, ale znajdzie się i kilka wzlotów. Jego debiutancki album – Pre-Life Crisis można zaliczyć i do jednych, i do drugich. Komercyjnie – porażka, przez którą wytwórnia Work (należąca do Sony) zerwała z artystą kontrakt. Jeśli chodzi o kreatywność – według mnie rewelacyjny album, brzmiący wspaniale pomimo tego, że wydany 25 lat temu.

Pre-Life Crisis to album w dużej mierze zagrany na żywych instrumentach. Najczęściej „obsługuje” je sam Count Bass D. Nie mamy wśród raperów zbyt wielu multiinstrumentalistów (chociaż zdarzają się, jak np. Madlib), a nawet gdy się pojawiają – rzadko używają swoich umiejętności w takim stopniu, jak nasz bohater tutaj. Count Bass D co prawda korzysta od czasu do czasu z usług innych muzyków, ale podpisany jest jako główny producent pod wszystkimi bitami na Pre-Life Crisis, a większość partii instrumentalnych zagrał sam. Być może dzięki temu album jest bardzo konsekwentny w brzmieniu, równie przyjemny przez cały czas i sprawia wrażenie jednolitej, zamkniętej całości. Na ogół w bitach na Pre-Life Crisis na pierwszą linię wychodzą saksofony, trąbki i gitary elektryczne, zalane ciepłym, płynącym basem. Jak mówił dla magazynu Billboard – chciał udowodnić krytykom pokroju Wyntona Marsalisa, że raperzy to pełnoprawni muzycy. Album brzmi bardzo ciepło i wesoło – co doskonale komponuje się z humorem i ogólnym optymizmem tekstów. U Counta Bassa D nawet bycie bez grosza i kosz od piękności brzmią jak fajne wydarzenie.

Pisałem już przy okazji tekstu o Bizarre Ride II the Pharcyde grupy The Pharcyde o pewnej kategorii raperów, którzy nie powalają techniką, charyzmą ani lirycznymi akrobacjami, ale mają magnetyzm „normalnego ziomeczka”. Nie kreują się na rapowych superbohaterów, a raczej stawiają na autoironię i dystans, dzięki czemu łatwiej się z nimi identyfikować nam – przeciętnym zjadaczom chleba. Taki jest też Count Bass D. Rapuje np. o swojej słabości do czarnych dziewcząt czy byciu kompletnie spłukanym. Najbardziej wyróżniającym się kawałkiem na Pre-Life Crisis jest T-Boz Tried to Talk to Me!, w którym Count Bass D chwali się krótkim, niewykorzystanym przez niego w żaden sposób momentem zainteresowania późniejszej gwiazdy R&B, członkini grupy TLC.

Życióweczka – kto z nas, niezależnie od płci, nie zmarnował kiedyś swojej szansy i nie lamentował później, jakim to był „ślepym głupcem”. A gdy dodamy do tego efekt „znanej osoby”?! Żal będzie zapewne zwielokrotniony! Świat celebrytów to niezwykle kuszące miejsce dla nas, patrzących z zewnątrz. Zresztą, żeby nie być gołosłownym – wejdź proszę, Drogi Czytelniku, teraz na Instagram i poczytaj komentarze pod dowolnym postem znanej i atrakcyjnej aktorki lub wokalistki. Iluż tam „waldich1970” i „sebixów1985” ślini się i wypisuje komplementy, które poza światem wirtualnym raczej nie przeszłyby nikomu przez usta lub za które na ulicy dostaliby w pysk… Dobra, koniec dygresji, po co ja to piszę?!

Count Bass D nie jest wielkim raperem. O ile poczucie humoru, zabawne, bezpośrednie linijki idealnie spełniają swoją funkcję, to czasem próbuje on wchodzić w metafory i dziwne połączenia słowne – i bywa to konfundujące. Jeśli dodamy do tego niewyróżniający się specjalnie flow Farrella (chociaż słucha się go całkiem przyjemnie), to oczywiste staje się, że trudno było przewidywać jego sukces. A zwłaszcza to, że Count Bass D stanie się w 1995 roku gwiazdą rapu. Jest dobrym raperem, ale konkurencja była wtedy silniejsza niż kiedykolwiek. Po prostu nie można go stawiać w jednym szeregu z takimi wirtuozami mikrofonu jak Nas, Prodigy, Method Man czy the Notorious B.I.G.

Pre-Life Crisis nie otrzymał od wytwórni dostatecznego wsparcia promocyjnego i pomimo pozytywnych recenzji w najważniejszych magazynach, jak Vibe czy Billboard, nie podbił list przebojów. Count Bass D został zwolniony z kontraktu i kolejne albumy wydawał niezależnie. Zdecydowanie zwiększyło się znaczenie i użycie sampli w jego twórczości. Drugi longplay wydał dopiero w 2002 roku, ale album – zatytułowany Dwight Spitz – zwrócił uwagę większej liczby słuchaczy i do dzisiaj jest najbardziej docenionym powszechnie dziełem Farrella (chociaż osobiście o wiele bardziej wolę Pre-Life Crisis). Od tamtej pory – a szczególnie w ostatnich latach – Count Bass D jest bardzo płodnym i aktywnym twórcą. W ostatnich dwóch latach wydał aż trzy albumy. Co ciekawe, otwarcie mówi, że bardzo chętnie ponownie podpisałby kontrakt z dużą wytwórnią, by następnie zostać wyrzuconym – dokładnie tak jak za pierwszym razem: „Oni płaciliby za promocję mnie, a ja dałbym im tylko jeden album. Wciąż korzystam z tego doświadczenia. Oczywiście, że zrobiłbym to ponownie!”. I jeszcze jedna ciekawostka na koniec: we wkładce płyty Count Bass D podaje swój adres e-mail – co nie było powszechne w 1995 roku.

Autor - Adam Tkaczyk

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO