Papierowy JazzPRESS
Felieton

Wszystkie drogi prowadzą do Bitches Brew: Rok ważnych okrągłych rocznic Milesa

Obrazek tytułowy

Refleksja i mistycyzm

Kontynuując cykl o okrągłych rocznicach w twórczości Milesa Davisa, nie można pominąć 60. rocznicy wydania Kind of Blue. Płyta ta została nagrana i wydana w 1959 roku. Album ukazał się 17 sierpnia, a nagrany został w ciągu dwóch sesji: 2 marca i 22 kwietnia. Jest logiczną kontynuacją nowego podejścia, wypracowywanego w ciągu lat poprzedzających jego nagranie – muzyki modalnej, opartej na wykorzystaniu nut w obrębie skali, w odróżnieniu do obowiązującego grania sekwencji akordowych.

Inspirację do takiego sposobu zapisu muzycznego i jego interpretacji Davis zaczerpnął z wielu źródeł: teoretycznych prac George’a Russella, muzyki towarzyszącej występom Ballet Africaine z Gwinei czy z poszukiwań, zawsze stojącego u boku Davisa, Gila Evansa. Pierwsze próby nowej muzyki znalazły się na wcześniejszych albumach: Birth of the Cool z nagraniami z lat 1949-50, Miles Ahead z 1957, Ascenseur pour l'échafaud z 1958, nagraniu występu na festiwalu w Newport w 1958 roku czy Porgy and Bess, wydanym także w 1959 roku.

BirthoftheCool.jpg

Archetyp stylu

Obie sesje nagraniowe Kind of Blue zdążyły obrosnąć legendą. Wiadomo, że Davis przyniósł muzykom do studia zaledwie kilka szkiców, zawierających z grubsza linię melodyczną i skalę, w której mieli się poruszać. Nie było też przez nagraniem żadnej próby. Przyjęło się, że nagrania zostały dokonane za pierwszym podejściem (warto pamiętać, że podobnie została nagrana płyta Twet Tomasza Stańki). Na obszernym wydaniu Legacy Edition, wypuszczonym na rynek przez Sony w 50. rocznicę wydania oryginalnej płyty, możemy usłyszeć kilka prób startu utworów, ale alternatywna wersja istnieje tylko dla jednej kompozycji. Tak doskonały efekt bez przygotowania udało się uzyskać dzięki zaangażowaniu muzyków, których Miles Davis miał do dyspozycji. W większości nagrań byli to John Coltrane, Cannonball Adderley, Bill Evans, Paul Chambers i Jimmy Cobb. Tylko w jednym utworze zagrał pianista będący wtedy od niedawna w zespole Davisa – Wynton Kelly.

O Kind of Blue powiedziano i napisano już wiele. Mistycyzm, trans i unikalność płyty sprawiają, że do dziś uchodzi za jedną z najważniejszych – o ile nie najważniejszą – płyt w historii jazzu. Ciekawe, jak wyraźnie słychać różnice między sesjami i to, jak przez dzielące je od siebie sześć tygodni pomysł rozwijał się i dojrzewał w głowach muzyków. Pomimo zbliżonego klimatu i rytmu charakteryzującego całą płytę, to właściwie pierwszy utwór, So What, z pierwszej sesji, odzwierciedla to wyjątkowe i ponadczasowe brzmienie albumu. Następne dwa – Freddie Freeloader i Blue in Green – daje się jeszcze porównać do nagrań z wcześniejszych płyt. Ale kolejne dwie kompozycje, nagrane 22 kwietnia – All Blues i Flamenco Sketches – są już bez wątpienia właściwą kontynuacją So What.

Album stał się archetypem stylu cool w jazzie. Chociaż w istocie, z teoretycznego punktu widzenia, był manifestem stylu modalnego. Cool raczej opisuje uczucia towarzyszące odbiorowi i termin też powstał wcześniej, bo w 1953 roku, kiedy firma Capitol wydała dwie płyty zatytułowane Classics in Jazz: Cool and Quiet. Zawierały one nagrania zespołów Billa Harrisa, Lenniego Tristano, Milesa Davisa i Buddy’ego DeFranco. Muzyka na nich zawarta charakteryzowała się spokojnym, skupionym i wyciszonym brzmieniem – choć królował wtedy gorący bebop. Jedynym utworem Milesa Davisa na niej zamieszczonym był Boblicity, nagrany 22 kwietnia 1949 roku – dokładnie 10 lat przed drugą sesją Kind of Blue. Była to także druga sesja, ale tym razem z trzech, które po latach złożyły się na płytę Birth of the Cool. Przy tej okazji warto przypomnieć kolejną rocznicę.

Konsekwencja i sprawność organizacyjna

70 lat temu miały miejsce dwie sesje, podczas których krystalizowało się całkowicie nowe i odmienne podejście do muzyki. Uczestniczył w nich Nonet Milesa Davisa. Powstał on w wyniku fermentu artystycznego w mieszkaniu prowadzącego dom otwarty dla młodych muzyków jazzowych Gila Evansa – z jego inicjatywy i w wyniku dyskusji, które prowadził z Gerrym Mulliganem i Milesem Davisem. Ten zespół był pierwszą próbą wdrożenia koncepcji modalnych George’a Russella.

Oprócz talentu Miles Davis wniósł do tego zespołu chęci do zmiany, a także konsekwencję i sprawność organizacyjną, które ostatecznie doprowadziły do powodzenia całego przedsięwzięcia. We wrześniu 1948 roku zespół miał dwutygodniowy angaż w klubie Royal Roost w Nowym Jorku, obok orkiestry Counta Basiego. A później, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, doszło do wspomnianych trzech sesji nagraniowych: 21 stycznia i 22 kwietnia 1949 oraz 9 marca 1950 roku. Utwory ukazywały się wkrótce, po poszczególnych sesjach, w postaci singli. Stąd możemy mówić o 70. rocznicy ukazania się: Jeru, Godchild, Move, Budo, Venus de Milo, Rouge, Israel i Boplicity.

Pomimo raczej niechętnego przyjęcia przez publiczność, sesje wywarły ogromny wpływ na ich uczestników, a nowy styl już wkrótce rozszerzył swój zasięg i wpływy. Uczestniczący w nagraniach Gerry Mulligan, przy pomocy Cheta Bakera, zainicjował styl cool z Zachodniego Wybrzeża. John Lewis i Kenny Clarke niebawem założyli Modern Jazz Quartet, a Lee Konitz rozpoczął swoją karierę i, pomimo przekroczenia dziewięćdziesiątki, pozostaje aktywny do tej pory. Kiedy słowo „cool” zrobiło zawrotną karierę, nagrania ze wszystkich sesji zostały wreszcie wydane w 1957 roku na albumie Birth of the Cool.

Pozostając zarówno przy pojęciu cool, jak i przy roku 1959, warto przypomnieć, że 60. rocznicę obchodziła w marcu płyta z aranżacjami dokonanymi przez Gila Evansa, a wykonanymi przez Milesa Davisa z towarzyszeniem big-bandu (w tym muzyków z zespołu Davisa: Juliana Cannonballa Adderley’a, Paula Chambersa, Jimmy’ego Cobba i Philly’ego Joe Jonesa) utworów z opery George’a Gershwina Porgy and Bess.

PorgyandBess.jpg

Ponadto, w ramach wciąż obowiązującego starego kontraktu z firmą Prestige, we wrześniu 1959 ukazała się trzecia płyta zawierająca nagrania z dwóch mamucich sesji z 11 maja i 26 października 1956 roku, zatytułowana Workin’ with Miles Davis Quintet. Pomimo że Miles Davis podpisał w 1955 roku kontrakt z największym wtedy potentatem Columbia Records, umowa z właścicielem Prestige zobowiązywała go do jeszcze czterech płyt. Davis rozwiązał problem, nagrywając w ciągu dwóch sesji materiał wystarczający na wywiązanie się z umowy przez wymagane cztery lata. Zrobił to z klasycznym kwintetem: z Johnem Coltranem, Redem Garlandem, Paulem Chambersem i Philly Joe Jonesem.

Nie powinniśmy też zapomnieć, że równo 60 lat temu, 10 listopada 1959 roku, rozpoczęły się nagrania do Sketches of Spain. Okoliczności powstania tej wyjątkowej płyty zostały już wcześniej opisane na łamach JazzPRESSu, w tej rubryce, w dwóch odcinkach poświęconym Gilowi Evansowi (JazzPRESS 12/2015 i 2/2016).


Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 11/2019

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO