Papierowy JazzPRESS
Felieton

Wszystkie drogi prowadzą do Bitches Brew: Tomasz Stańko – droga przez jazz (część 2)

Obrazek tytułowy

fot. Piotr Fagasiewicz

Przełomowy był dla Tomasza Stańki rok 1963. Od pierwszego festiwalu jazzowego w Sopocie minęło siedem lat - polski jazz był już w innej epoce. Pierwszy Ogólnopolski Festiwal Muzyki Jazzowej, który odbył się w Sopocie w sierpniu 1956 roku, z dzisiejszej perspektywy wydaje się przede wszystkim wydarzeniem politycznym i społecznym, a dopiero w dalszej kolejności – kulturalnym, a na końcu muzycznym. Na historyczną październikową odwilż trzeba było jeszcze poczekać. Kilka tygodni wcześniej premier rządu Józef Cyrankiewicz groził: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie”. Do dni festiwalu jazz był praktycznie zakazany, jako element obcy klasowo. Muzycy doskonalili swoje umiejętności po kryjomu.

Większość polskich zespołów na sopockim festiwalu grała jazz tradycyjny, a jazz nowoczesny w wykonaniu sekstetu Komedy był wyjątkiem. Nie było dostępnych nagrań, muzyki słuchano z zagłuszanego radia Głos Ameryki, zapisując nuty jazzowych przebojów ze słuchu. Nie było też instrumentów. Nie było międzynarodowych kontaktów. Pierwsi zagraniczni muzycy, którzy przyjechali do Sopotu, pochodzili z Wielkiej Brytanii. Przed wyjazdem musieli podpisać zrzeczenie się pomocy ambasady brytyjskiej w razie nieprzewidzianych okoliczności. Części muzyków w kraju nie zezwalano nawet na wyjazd do innych państw bloku komunistycznego.

Jednak w ciągu tych pierwszych siedmiu lat sytuacja uległa stopniowej, ale dość szybkiej zmianie na lepsze. Wprawdzie dopiero po kilku latach muzycy zaczęli wyjeżdżać za granicę i mogli sobie pozwolić na zakup instrumentów i sprzętu grającego niezbędnego do poznawania nowych nagrań. Jazz zaczął być modny. Dlatego kiedy Tomasz Stańko zdecydował się na poświęcenie się muzyce jazzowej, nie napotkał przeszkód ani ze strony rodziny, ani swojego środowiska. Musiał jedynie, jak większość społeczeństwa, pokonywać trudności ekonomiczne.

Odkryty talent

Po zwycięstwie w konkursie na początku 1963 roku okazało się, że Stańko jest zdecydowanie najlepszym, o ile nie jedynym trębaczem jazzowym w Polsce, który swobodnie porusza się w jazzie nowoczesnym. W tym samym roku trębacz zaczął grać w zespołach trzech wielkich muzyków, którzy, jak się miało okazać, wywarli olbrzymi wpływ na muzykę nie tylko w Polsce, ale również poza granicami.

Z Michałem Urbaniakiem Tomasz Stańko pojechał w trasę koncertową od razu na początku 1963 roku. Urbaniak już wtedy był osobą o ogromnym znaczeniu w środowisku. Wcześniej przygotowywany był do wielkiej kariery skrzypcowej, zacząć miał nawet naukę w Moskwie u Dawida Ojstracha, zwanego przez światową krytykę zajmującą się muzyką klasyczną „Królem Dawidem”. Niemniej wybrał drogę jazzową – najpierw na saksofonie, a dopiero po kilku latach na skrzypcach. Na tym instrumencie zdobył największą sławę, czego niekwestionowanym dowodem jest udział w nagraniu płyty Milesa Davisa – Tutu.

Urbaniak tuż przed trasą, do której zaprosił Tomasza Stańkę, w składzie zespołu Andrzeja Trzaskowskiego The Wreckers, odbył podróż po Stanach Zjednoczonych. W późniejszych latach, po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych, zasłynął także jako niezwykle skuteczny łowca talentów, wprowadzając na szeroki świat jazzu takich muzyków jak Marcus Miller, Bernard Wright czy Kenny Kirkland. Najpierw jednak tę niezwykłą umiejętność ujawnił, rozpoznając talent Tomasza Stańki. To właśnie Michał Urbaniak zaproponował Krzysztofowi Komedzie, aby ten zaprosił do współpracy dwudziestoletniego trębacza.

Stańko początkowo w to nie uwierzył. Podobnie jak młody Dave Holland, który, kiedy usłyszał, że Miles Davis zaproponował mu dołączenie do jego zespołu, w pierwszej chwili uznał to za żart. Tak samo zareagował Tomasz Stańko, kiedy dowiedział się o zainteresowaniu Komedy po przyjeździe na Jazz Jamboree jesienią 1963 roku. Dopiero kiedy kolejna osoba powiedziała mu, że szuka go Krzysztof Komeda, odważył się do niego zgłosić.

Filar zespołu Komedy

Krzysztof Komeda był wtedy, obok Andrzeja Trzaskowskiego i Andrzeja Kurylewicza, najważniejszą postacią polskiego jazzu. Już w latach 1952-54 grał z legendarnym zespołem Melomani. W 1956 roku założył sekstet, który odniósł ogromny sukces na wspomnianym pierwszym Festiwalu Muzyki Jazzowej w Sopocie. Niedługo później – rozpoczynając od pracy przy etiudzie szkolnej Romana Polańskiego Dwaj ludzie z szafą – zajął się komponowaniem i wykonywaniem muzyki filmowej. Od początku lat sześćdziesiątych regularnie koncertował w Europie Zachodniej.

Przed pierwszym występem Stańki z zespołem Komedy próby mogły trwać zaledwie dwa dni. Materiał, który mieli zaprezentować, był Stańce właściwie zupełnie nieznany. A jednak trębacz wypadł na tyle dobrze, że został głównym współpracownikiem Krzysztofa Komedy.

Najbardziej znanym i pamiętnym wspólnym dokonaniem Tomasza Stańki i Krzysztofa Komedy było nagranie płyty Astigmatic. Stańko uczestniczył jednak w większości nagrań kompozytora, wydanych na płytach dopiero po latach. Wraz ze zmieniającymi się składami osobowymi, których stały trzon stanowili jedynie lider i właśnie Stańko, podróżowali po całej Europie.

Współpraca Tomasza Stańki z Krzysztofem Komedą trwała aż do wyjazdu Komedy do Stanów Zjednoczonych w styczniu 1968 roku. Tragiczny, nigdy do końca niewyjaśniony wypadek sprawił, że planowana na dalsze lata wspólna droga artystyczna nie doszła już do skutku.

Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 11/2018

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO