(Blue Note Records, 2025)
Charles Lloyd zawiesił nagle swą karierę w latach 70.oraz po paśmie komercyjnych i artystycznych sukcesów zajął się medytacją i rozwojem duchowym. Cokolwiek o tym myśleć, trzeba przyznać, że miało to wpływ na artystyczną płodność tego amerykańskiego saksofonisty. Ba, ale im Lloyd starszy, tym więcej go słyszymy, czerpiącego z rozmaitych źródeł amerykańskiej (i nie tylko) muzyki, często w towarzystwie dużo młodszych wykonawców. Od lat 90. trzaska on albumy niemal jak w zegarku, co roku – taki był jego cykl nagrań dla ECM-u, i taki też jest jego staż w Blue Note, czyli wytwórni, w której jego albumy ukazują się od nagranego we Wrocławiu Wild Man Dance z roku 2015. Figure In Blue jest jego jedenastą z kolei płytą dla tej stajni, wyznawcy saksofonisty nie mogą więc narzekać na brak aktualnych nagrań.
Trzyosobowy zespół, przeszło godzina muzyki w czternastu, głównie tradycyjnych, utworach, sięgających stylistyki modern-jazzowej miniatury, ale tez spiritualu, gospel i americany – można rzec, typowy Lloyd. W tej muzyce duchowa droga lidera jest jak zwykle mocno uwypuklona, ale stosunkowo dużo tu miejsca na robotę sidemanów. Pianista Jason Moran i gitarzysta Marvin Sewell może nie tyle wprowadzają do jego świata rewolucję, co znakomicie animują muzykę, również, a może przede wszystkim, w tych partiach, w których występują tylko w duecie. Jest ich dialog nie tyle jazzowym jamem dogryzających się dwóch instrumentów harmonicznych, co czymś w rodzaju bluesowego marszu naprzód, w szczególności w numerach spod znaku americany.
Kapitalny jest np. Blues for Langston, ze stylową otwierającą kadencją Sewella na gitarze slide; w triu numer nabiera knajpianej swady, Lloyd na flecie z akompaniamentem przesteru przywołuje Muddy’ego Watersa, czy może raczej ostrzej – Led Zeppelin wymieszany z Jethro Tull. A z drugiej strony jest na tej płycie też muzyka kościoła – Abide With Me, dziewiętnastowieczny chrześcijański hymn, grywany w różnych kontekstach: od Monka (angielskiego organisty) do Monka (amerykańskiego pianisty); tutaj w nieco cukierkowej, ale uroczej wersji, skupiającej się na religijnym charakterze kompozycji, bez udziwnień. A takie Figure in Blue, Memories of Duke to piękny motyw odegrany przez Lloyda na tenorze do skądinąd muzakowej aranżacji, szczęśliwie przykrytej bardzo dobrą improwizacją saksofonową. Urzeka Hymn To The Mother, for Zakir, który jest minimalistyczną i marzycielską medytacją.
Zresztą jest tych przykładów tutaj znacznie więcej. Mam wrażenie, że Lloyd po prostu dobrze się bawi, uzbrojony w multiinstrumentalny asortyment (saksofon, flety, instrumenty perkusyjne), wywołuje duchy rdzennej kultury USA. I choć w ostatnich latach zdarzało się mu przynudzać, to Figure In Blue, zwłaszcza słuchane uważnie, może naprawdę wciągnąć, co sprawia, że to jego najciekawszy album od lat.
Piotr Zdunek