Płyty Recenzja

Dwugłos: Xatarata – Kiss and Drum

Obrazek tytułowy

(Antenna Non Grata, 2026)

Kiedy lata temu wsłuchiwałem się w prekursorskie nagrania Christiana Fennesza – Endless Summer i Venice – rozważałem, na ile komputer i cyfryzacja potrafią oddać to, co w duszy gra. Co prawdaglitchowe struktury i instalacje dźwiękowe łączył on z gitarą i sprytnie schowanymi za ścianami dźwięku melodiami, jednak już wtedy dawało to do myślenia, na ile ryzykowne byłoby pójście w algorytmizację muzyki. Ostatnie kilka lat i rozwój AI skłaniają coraz bardziej do głębszych refleksji na ten temat.

Saksofonistka Paulina Owczarek, odważna przedstawicielka sceny free improv, razem z kostarykańskim muzykiem i performerem elektronicznym Federico Reubenemzaczęła eksperymentować w Londynie już przed kilkunastoma laty, występując i nagrywając jako Xatarata. Twórczość duetu jest w pewnym sensie odpowiedzią na dylematy, które ja i inni myślący podobnie stawialiśmy sobie w przeszłości. Oto zestawienie wrzeszczących efektów dźwiękowych, realizowanych częściowo spontanicznie, a częściowo z elementów „prefabrykowanych”, z akustyczną,swobodną improwizacją Owczarek, która swój instrument traktuje w oderwaniu od tradycji jazzowych – raczej jako narzędzie tworzące soundscape niż frazę. Pozornie więc oderwane od siebie dwa światy służą jednemu – poszukiwaniu kreatywności i pierwiastka człowieka w mechaniczno-cyfrowym środowisku.Najnowsze wydawnictwo duetu, Kiss and Drum, zorganizowane jest wokół napięć między improwizacją Owczarek, przetworzonymi samplami jej własnej gryoraz różnego rodzaju komputerowymi odgłosami generowanymi przez Reubena.

Pełne spektrum technik instrumentalnych saksofonistki cechuje pewna brawura. To swoisty brakakceptacji dla jakichkolwiek formalnych ograniczeń w manipulowaniu dźwiękiem – czy to przez perkusyjne uderzanie w saksofon, czy to piszczenie samym ustnikiem, a nawet wrzucanie do czary saksofonu przedmiotów imitujących algorytmiczną losowość laptopa, w formie gry dźwiękowej rodem z Cage’a. I choć tradycyjnie rozumianych melodii raczej tu nie uświadczymy, teksturalne wycieczki obojga partnerów pozostają ze sobą w ścisłej symbiozie. Kreują wspólne crescenda i diminuenda, reagują na własne dźwiękowe wybryki – przypominają rozmowę bohatera Solaris Lema z żyjącym oceanem, odpowiadającym na jego gesty analogicznymi ruchami. Przykładowo Scoville Kid miesza aylerowskie wrzaski z roztrzaskanymi eksplozjami i elektrycznymi świergotami, uwspółcześniając klasyczny freejazz o elementy nowoczesnego radykalnego elektronoise’u.

Albumowi nie brakuje również bardziej stonowanych fragmentów, dalej eksplorujących festiwal komputerowo-akustycznych barw, przywołujących skojarzenia z tak różnymi twórcami jak Penderecki czy Autechre. Posłuchajmy quasi-beatu w Sunny Side Up, by przekonać się, jak z chaosu tworzy się coś na miarę pasjonującej, „pierwotnej” neomuzyki– transhumanistycznej modlitwy robotów.

Wykonywanie tego materiału na żywo, czego zresztą byłem świadkiem, stawia pytania z pogranicza filozofii muzyki. Podmiotowość artysty w dialogu z komputerem może budzić pewne wątpliwości co do granicy między sprawstwem muzyka a determinizmem komputerowej automatyzacji. Podobnie jak to było z Joanną Dudą i jej płytą Keen, muzycy nie zdradzają, że mają gotowe odpowiedzi, a jedynie wychodzą wyzwaniom naprzeciw. Czyż nie o to właśnie chodzi w muzyce eksperymentalnej? Oby więcej tak frapujących prób.

Piotr Zdunek


Duet Xatarata zjawia się w samą porę. Wydana w kwietniu, a nagrana prawie cztery lata temu płyta Kiss and Drum trafiła w szczególny czas zadawania pytań o przyszłość muzyki. Oto bowiem na początku roku viralowa histeria odkryła przed białym człowiekiem mikrotony (niemożliwe, żeby wcześniej gdziekolwiek je słyszał!), a ostatnio rozgorzała zupełnie absurdalna batalia o młody polski jazz, podczas której, nie żartuję, w Programie Drugim Polskiego Radia zgromadzono gremium tęgich głów, by stwierdzić, że cała sprawa to „kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje”. Intensywne marnotrawienie zasobów intelektualnych zagłuszyło nawet premierę pierwszego polskiego tłumaczenia Futuromanii Simona Reynoldsa. W tym wszystkim propozycja Pauliny Owczarek i Federico Reubena zdaje się jako jedyna rzeczywiście obierać futurystyczny horyzont.

A to ze względu na cyborgiczną konstrukcję tego duetu. Owczarek ze swoim saksofonem barytonowym reprezentuje tu frakcję organiczną, Reuben natomiast – jako twórca interaktywnych programów do generowania dźwięku – odpowiada na nią materią cyfrową. W toku prób i koncertów karmione kolejnymi nagraniami algorytmy Brytyjczyka niejako „uczyły się” przeprowadzania spontanicznych interakcji sonicznych, a efekty tych ćwiczeń słyszymy na Kiss and Drum. Efekt jest doprawdy frapujący, gdyż Xatarata trzyma się z dala od utrwalonych estetycznych idiomów tradycji swobodnie improwizowanej muzyki elektroakustycznej. Więcej – niejednokrotnie bywa od nich przystępniejsza! W odpowiedzi na zdumiewająco melodyjne frazy barytonu laptop Reubena wypluwa z siebie struktury nawiązujące głównie do glitchowej elektroniki, a nawet spowolnionego abstract techno.

Brzmienia przypominają chwilami legendarny syntezator orkiestrowy Alana Silvy, ale techniki artykulacyjne na ogół pozbawione są jego subtelności. Elektroniczne charkoty kontrabasu mutują w pół dźwięku, zmieniając się to w trzaski talerzy, to w ogniste fanfary sekcji dętej. Zupełnie jakby muzyka wysypywała się z jakiegoś nierealnego śmietnika fonograficznej historii, ale przypadkowo układała przy tym arcyciekawe wzory. Przodują w tym Scoville Kid wygenerowane w estetyce awangardowego turntablizmu Ōtomo Yoshihide oraz dynamiczne Scotch Bonnet i Pachinko Pachanga – oba mocno osadzone w rozsypanych rytmach, oplecionych najciekawszymi frazami Owczarek od czasu jej genialnego występu z triem Toc z wydanej przed dwoma laty płyty Psychedelic Jelly (recenzja – JazzPRESS 1-2/2025). Jej przechodzące w riffy melodie mają mocny, ziemisty ton – natychmiast rozpoznawalny pośród kompulsywnych skurczów elektroniki. Baryton niejednokrotnie sam zostaje poddany obróbce, najczęściej zdubowany i zwielokrotniony głębokim pogłosem, co we wspomnianym Pachinko Pachanga dubluje sonorystyczną, wykrzyczaną przez ustnik furię.

Barwna wyobraźnia algorytmów kontrolowanych przez Reubena ma jednak swoje granice. Im bliżej końca płyty, tym częściej patenty się powtarzają, a ruchy czasem tracą na płynności. Brzmieniowa finezja ustępuje popisom precyzji, kiedy to znów przestrzeń wokół saksofonu wypełnia chropawe elektryczne migotanie, a miniatury w rodzaju Stuckhopper jawią się jako wypełniacze. Nie zmienia to jednak faktu, że potencjał duetu jest ogromny, a Kiss and Drum stanowi jego silną manifestację. To bez wątpienia jedna z najważniejszych polskich płyt z muzyką improwizowaną ostatnich lat. Rzuca przy okazji wyzwanie radykalnym sceptykom sztucznej inteligencji. Prezentuje bowiem jakość dużo świeższą i zupełnie odmienną od przeintelektualizowanych łamigłówek serwowanych w nadmiarze przez ortodoksyjnych wyznawców metodologii free.

Mateusz Sroczyński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO