Choć trudno dystansować się od estetyki, której nigdy jednoznacznie nie zdefiniowano, to dwiema tegorocznymi produkcjami kwartet Błoto (Marek Latarnik Pędziwiatr – instrumenty klawiszowe, syntezatory, Wurlitzer, wokal; Olaf OlafSaxx Węgier – syntezatory, saksofon tenorowy i sopranowy; Marcin Cancer G Rak – perkusja, automaty perkusyjne; Paweł Wuja HZG Stachowiak – gitara basowa, syntezatory) wyraźnie upomina się, by nie oklejać go jazzową etykietą.
Błoto – We Remember J Dilla
(Astigmatic Records, 2026)
10 lutego 2026 roku świat muzyki, a zwłaszcza hip-hopu, wspominał 20 rocznicę śmierci jednego z największych producentów tego gatunku – Jamesa J DillaYanceya. Pięć dni później zespół Błoto wydał kasetę We Remember J Dilla, będącą zapisem koncertu z gdańskiego klubu Monk, zagranego przez zespół rok wcześniej w hołdzie mistrzowi.
Wrocławski skład regularnie przyłącza się w lutym do ogólnoświatowego święta pod nazwą Dilla Month, stąd jego interpretacje zdążyły obrosnąć już legendą. Po raz pierwszy sięgnął po ten repertuar sześć lat wcześniej, kiedy, kierując się szczerą fascynacją, muzycy spontaniczne zagrali go we Wrocławiu. Zeszłoroczne tournée objęło już najważniejsze kluby w całej Polsce, a jego zwieńczeniem był wspomniany na wstępie występ. By utrzymać pasjonacki charakter projektu, zarejestrowanej muzyki posłuchać można wyłącznie na kasecie, wydanej w ściśle limitowanym nakładzie.
W rozmowie dla magazynu Freshmag Marcin Rak stwierdził: „muzyka (J Dilli) wręcz swinguje”, dodając, że w ten sposób: „wprowadził on w muzyce inny kolor”. Błoto podeszło do tego materiału we właściwy sobie sposób. Wszystkie utwory na albumie pochodzą z repertuaru Dilli, zarówno autorskiego, jak i ikonicznych produkcji dla Erykah Badu, Royce’a da 5'9" czy Slum Village. Szanując ich pierwotną energię, polscy muzycy poddali je dekonstrukcji, tak by opowiedzieć je na nowo swoim językiem. Dobrym tego przykładem jest B.B.E. (Big Booty Express), w którym retro brzmienie kultowego oryginału podkręcili do energii stadionowego hymnu. Na przestrzeni 40 minut trwania kasety słychać więcej takich zabiegów, ale też subtelniejszych modyfikacji udowadniających potencjał kompozycji Yanceya.
Siłą projektu We Remember J Dilla jest jego autentyczność. Członkowie Błota nigdy nie postrzegali go jako długofalowego pomysłu na rozwój swojej kariery, tylko autentyczny hołd dla wielkiego twórcy.

Błoto, Ion D – Atmosfera
(Astigmatic Records, 2026)
Studyjnymi płytami Błoto zawsze aspirowało do tworzenia konkretnych światów. Sugerowały to tytuły albumów i sprzężonych z nimi tematycznie utworów. Dużą rolę odgrywała cała oprawa wizualna, także singli i promocyjnych grafik. Nigdy jednak ta estetyka nie była tak spójna z muzyką, jak ma to miejsce na najnowszej produkcji – Atmosfera.
Od debiutu Błota, czyli płyty Erozje, brzmienie grupy konsekwentnie podlega zagęszczeniu. Klimat, do którego dąży zespół, jest z płyty na płytę duszniejszy, ale ta ewolucja z perspektywy czasu wydaje się dość systematyczna. Atmosfera idzie na tym polu zdecydowanie dalej. Na pewno duży wpływ na to miała kolaboracja z rumuńskim muzykiem Ionem Dumitrescu (elektronika, gitara elektryczna, automaty perkusyjne), znanym jako Ion D., oraz nagrywanie w jego bukareszteńskim studiu N-am.
Swoją drogą trudno o lepsze połączenie przedstawicieli doświadczonych socrealizmem społeczeństw. Pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków, do którego zaliczają się członkowie formacji, jest ostatnim, któremu dane było świadomie doświadczyć początków kapitalistycznych przemian w Polsce. Osobom wychowanym na przełomie milenium trudno zapomnieć atmosferę tamtej Polski. I choć nazwy utworów, takie jak Korupcja, Władza czy System, przywołują skojarzenia z konkretnymi wydarzeniami lat 90., to ta muzyka nie ma na celu opisywania wydarzeń z historii, ale oddanie nastroju, które te implikowały.
Zespół osiągnął na tym polu znakomite efekty. Album podobnie jak wcześniejsza produkcja – Kwasy i zasady, korzysta ze specyfiki płyty winylowej, dzieląc materiał na dwie kontrastujące opowieści. Pierwsza strona odpowiada za najciemniejsze skojarzenia z postkomunizmem, druga zaś utrzymana jest w poczuciu nadziei na lepsze czasy. Choć różnica między nimi jest diametralna, to obie utrzymują równie industrialny, surowy klimat.
W notce prasowej towarzyszącej wydawnictwu przebija deklaracja odejścia od jazzowej etykiety zespołu. Trzeba przyznać, że podobnych manifestów w polskim środowisku słyszeliśmy już wiele, a ich efekty okazywały się różne. Dla Błota jednak nie są to puste słowa. Atmosferzezdecydowanie bliżej do transowości muzyki techno, podbitej hip-hopowym uderzeniem. To pozbawiona ram gatunkowych, psychodeliczna podróż przez mroczne zakamarki muzyki, jak określili autorzy, będąca „dźwiękowym zapisem traum transformacji”. Członkowie Błota nie zatracili przy tym właściwej sobie kreatywności w improwizacji. Jak przyznają, korzystali z instrumentów, które znaleźli w studiu, szukając zupełnie nowych środków wyrazu. Wspierali ich w tym goście: Polak DJ Eprom (skrecze, mastering) oraz Rumun Plevna (syntezatory).
„Gęsta, lepka masa” – ta słownikowa definicja Błota doskonale sprawdza się w kontekście twórczości wrocławskiego kolektywu. Efekt osiągnięty na Atmosferze pokazuje, że pierwotna kałuża rozlała się teraz do rozmiarów stylistycznego bagniska. Pytanie tylko, co z tym odejściem od jazzu? Może paradoksalnie takie produkcje udowadniają, że jedynym pewnikiem tego gatunku jest brak jego zdefiniowanych granic?
Jakub Krukowski