Mimo tego że lato daje się nam w Europie we znaki, proponuję przenieść się w jeszcze gorętsze miejsce. Dużo gorętsze. Na Saharę, gdzie ani klimat, ani polityka nie są łaskawe dla jej mieszkańców, a mimo wszystko znajdziemy tam prawdziwe muzyczne skarby, na dowód tego, że sztuka i muzyka były, i zawsze będą, obecne w życiu ludzi. Nawet najgorsze wojny czy inne klęski nie wytrzebią z nich imperatywu tworzenia czegoś pięknego, bez względu na to, w jak trudnej sytuacji się znaleźli. W wielu przypadkach twórczość ta będzie nie tylko zachwycająca, ale również pouczająca (dla jej odbiorców) i oczyszczająca (dla tworzących). Kraje Sahelu, od wybrzeża Mauretanii na zachodzie po Pustynię Nubijską na wschodzie, zrodziły licznych artystów, o których nie sposób nawet pobieżnie napomknąć w jednym artykule, dlatego poświęcimy im krótki cykl. Zaczynamy od Sahary Zachodniej i jej kobiecych głosów.
Najbardziej prominentnym głosem Sahary była Mariem Hassan (1958-2015). Kiedy mówimy „głos Sahary”, mamy na myśli dwie rzeczy. Po pierwsze muzykę saharyjską i tradycje poetycko-muzyczne zwane haul. Po drugie – głosprzemawiający w imieniu społeczności Sahary Zachodniej, która znalazła się w szczególnie trudnej sytuacji. Kawałek pustyni położony między Marokiem, Mauretanią a Algierią nie jest wyłącznie kupą piachu, pod którą ukryte są cenne złoża fosforytów. Od wieków mieszkają tu Beduini pochodzenia berberyjskiego i arabskiego, posiadający swój język (hassanijja) oraz unikalną kulturę, której esencją jest poezja, tradycje ustne i gościnność. W 1885 roku teren ten został przyznany Hiszpanii. Nikt się nim specjalnie nie interesował, jako że nie było jeszcze wiadomo o ukrytych tam naturalnych zasobach. Nawet sami Hiszpanie traktowali swoją prowincję po macoszemu, co umożliwiało Beduinom życie w spokoju i kultywowanieich nomadycznych tradycji.
Sahrawi są nazywani ludźmi chmur. Chmura to nadzieja na zbawienny deszcz. Kiedy na niebie pojawiają się chmury, Sahrawi zbierają swój dobytek i podążają w ich kierunku. Tak było kiedyś. Od 50 lat większość saharyjskich Beduinów żyje w obozach dla uchodźców, głównie na terenie Algierii. W 1975 roku, na fali ruchów niepodległościowych, Hiszpania została zmuszona do opuszczenia terytorium Sahary Zachodniej, pozostawiając ją na pastwę losu, a dokładnie Maroka. Dziś Sahara Zachodnia jest jeszcze bardziej osamotniona i porzucona niż Palestyna. Nigdy nie dostała szansy na samostanowienie, nie jest uznana przez ONZ za państwo ani nie ma statusu państwa obserwatora, a misja pokojowa nie ma nawet formalnego mandatu do monitorowania tam praw człowieka. A te są łamane nagminnie.
O tym wszystkim śpiewa Mariem Hassam. El Chouhada mimo swojego tanecznego rytmu dedykowana jest trzem poległym w wojnie braciom. Jeden z moich ulubionych utworów –Shouka krytykuje Hiszpanów za niespełnione obietnice i porzucenie. Haiyu to okrzyk mobilizacji, zachęta do oporu. Silny, zdecydowany głos Mariem, w połączeniu z wysokimi drżącymi okrzykami kobiet (zaghrouta) pozostawia niezapomniane wrażenie jak przystało na jedną z największych ikon północnoafrykańskiej muzyki.
Artystyczną spadkobierczynią Mariem Hassan jest Aziza Brahim. Urodzona (w 1976 roku) w obozie dla uchodźców nigdy nie poznała swego ojca, który zginął w konflikcie. Wychowała się z babcią o przydomku „poetka z karabinem”, znaną z inspirujących wierszy tworzonych w czasie wojny, co prawda nie należącą do kasty griotów, ale bardzo ważną osobą w ustnym przekazie tradycji. Muzyka i poezja stały się pasją małej Azizy, która w 1995 roku, po powrocie z Kuby, gdzie przebywała na stypendium, do obozu zaczęła poważnie myśleć o karierze wokalistki, wygrywając lokalny konkurs i koncertując po Europie z grupą saharyjskich muzyków.
Pod koniec lat 90. nagrywała i występowała w Saharyjskim Radiu Narodowym, współpracując z muzykami tuareskimi. W 2011 roku Brahim została nominowana do nagrody Goya (hiszpańskiego odpowiednika Oscarów) za ścieżkę dźwiękową do filmu Wilaya (Łzy piasku), a następnie zdobyła nagrodę za najlepszą muzykę oryginalną na Festiwalu Filmowym w Maladze. Do dziś nagrała sześć studyjnych albumów. Jest zapraszana na liczne i ważne festiwale muzyczne na całym świecie. Szczerze polecam jej muzykę wszystkim fanom pustynnego bluesa.
Kolejna artystka Dimi Mint Abba (1958-2011) nie pochodzi z Sahary Zachodniej, tylko z Mauretanii – państwa niby wrogiego Saharze, a jednak kulturowo bliskiego. Co prawda Mauretania zajęła południową część Sahary Zachodniej po wycofaniu się Hiszpanii, jednak po kilku latach walk z Frontem Polisario wycofała się z konfliktu i zrzekła się roszczeń do tego terytorium. Co ma wspólnego Dimi z Azizą i Mariem? Wszystkie trzy artystki śpiewały głównie w języku hassanijja i wszystkie trzy związane są z tradycją haul. Wielu Sahrawi uważa kulturę hassanijjską za wspólne dziedzictwo, które wykracza poza granice współczesnych państw. Chociaż Dimi Mint Abba była Mauretanką, często występowała dla publiczności saharyjskiej i była bardzo ceniona w regionie Sahary Zachodniej. Dimi pochodziła z kasty iggawinów – mauretańskich griotów. Jej rodzice byli wybitnymi muzykami (ojciec skomponował hymn Mauretanii).
Dimi rozpoczęła karierę muzyczną jako dziecko, ucząc się gry na bębnie (na instrumentach perkusyjnych w Mauretanii tradycyjnie grają kobiety) i śpiewając z rodzicami. Jeszcze jako nastolatka zaczęła wygrywać międzynarodowe konkursy w Tunezji, Maroku, Algierii i Iraku. Dostrzeżona i polecona przez Ali Farka Tourégo nagrała z mężem Khalifem Ould Eidem pierwszą płytę dla prestiżowej brytyjskiej wytwórni muzyki world – World Circuit (Moorish Music from Mauritania, 1990) i solową płytę dla Auvidis Ethnic (Music & Songs Of Mauritania, 1992).
W kolejnych latach dużo koncertowała poza Afryką. Chociaż nie wydawała następnych płyt, jej kariera nieprzerwanie nabierała tempa w Mauretanii i sąsiednich krajach. Wielki europejski come back był nieco niefortunny, ponieważ część muzyków jej zespołu nie otrzymała wiz umożliwiających przyjazd na festiwal WOMAD. Mimo przeciwności Dimi Mint Abba wyszła na scenę. Jej potężny, surowy głos wsparty minimalnym instrumentarium wywołał gigantyczne emocje, a sam występ przeszedł do historii festiwalu. Niestety nagranie kolejnej płyty dla World Circuit, które miało się wtedy dokonać, nie doszło do skutku – znów z powodów wizowych. Największą jednak tragedią okazał się jej koncert Dimi w Al-Ujun (de iure jest stolicą Sahary Zachodniej, ale de facto znajduje się pod kontrolą Maroka), kiedy to śpiewając dla saharyjskiej publiczności, doznała wylewu i zmarła kilka dni później.
Muzyka Dimi Mint Abby to fascynujące, wręcz mistyczne zjawisko. Przeciągły, hipnotyzujący arabsko-berberyjski śpiew na tle skomplikowanych rytmów czarnej Afryki nadaje niezwykle transowy klimat. Czasem słychać tu okrzyk muezzina, czasem najgłębszego bluesa z delty Mississippi. Utwór Independence zapewne mówi o niezwykle poważnych sprawach politycznych, ale ja w nim słyszę wyłącznie kojący puls i słodką melodię. Kiedy słuchamy Hassaniya Song for Dancing, zarażamy się wyklaskiwanym rytmem i nie pozostaje nam nic innego jak klaskać z artystką. Uprzedzam, że nie jest to łatwe ze względu na skomplikowane metrum. Utwór Chaviou Elwara: el Bam pozwoli nam zrozumieć afrykańskie korzenie bluesa i jazzu. Znajdziemy tu smutny ton niebieskich dźwięków, call and response, wokalną improwizację, opóźnione frazy, pulsujący rytm.
Muzyka Dimi to muzyka do głębokiego czucia, kontemplacji, wyciszenia umysłu, głębokiego relaksu, zawieszenia między snem a rzeczywistością, wsłuchania się w odległe, egzotyczne głosy pustyni i jej mieszkańców.
Linda Jakubowska