! Wywiad

Anna Gadt: Wyzwolenie kipiących inspiracji

Obrazek tytułowy

fot. Gosia Frączek

Anna Gadt od lat buduje własny język muzyczny, poruszając się swobodnie pomiędzy jazzem, muzyką improwizowaną, a także inspiracjami płynącymi z tradycji muzyki klasycznej, historycznej i współczesnej. Album Coincidentia oppositorum, wydany przez FSRecords, jest kolejnym etapem tej artystycznej drogi i zarazem podsumowaniem wielu wątków obecnych we wcześniejszych projektach. Punktem wyjścia stała się w tym przypadku współpraca z Warsaw Cello Quartet. Tytułowe „przeciwieństwa” spotykają się tutaj w konsekwentnej i znaczącej opowieści.

Coincidentia Oppositorum.jpg

Anna Gadt, Warsaw Cello Quartet, Milan Rabij – Coincidentia oppositorum


Marcin Pakuła: Tytuł twojego najnowszego albumu to filozoficzne pojęcie Coincidentia oppositorum, czyli zbieżność przeciwieństw. W którym momencie powstawania płyty to hasło lub idea się pojawiły i jakie przeciwieństwa były dla Ciebie najważniejsze?

Anna Gadt: Tytuł płyty pojawił się na samym końcu, kiedy zaczęłampodsumowywać to, co wydarzyło się w trakcie całego procesu pracy nad albumem. Pierwszym impulsem była przede wszystkim chęć nagrania materiału z kwartetem wiolonczelowym. Wybrane instrumenty narzuciły rodzaj brzmienia. Utwory zostały tak napisane i zaaranżowane, aby dały możliwość wypowiedzi zarówno kwartetowi wiolonczelowemu, który kojarzony jest raczej z muzyką klasyczną, jak i improwizującemu głosowi.

Pracując z partyturą, nie mogłam sobie pozwolić na tak dużo dowolności jak na poprzednich płytach.To było pierwsze przeciwieństwo – zderzenie kompozycji z otwartością improwizacji. Druga rzecz to połączenie gatunków, pośród których wzrastałam, a które w różnych proporcjach pojawiały się na moich wcześniejszych płytach: muzyki klasycznej, współczesnego jazzu oraz swobodnej improwizacji. Muzyka na albumie podsumowuje te wszystkie rzeczy, które mnie interesują, ciekawią i inspirują. Okazało się, że jest ich trochę, stąd splot różnych, niekiedy skrajnych pomysłów.

I w końcu trzecie zestawienie przeciwieństw – połączenie abstrakcji obecnej w improwizacji i słowa, które ma znaczenie semantyczne, czyli jest bardzo określone.Na płycie Coincidentia oppositorum tych zestawień i odmiennych sposobów komunikacji – dosłownego i niedosłownego, jest wiele. Mam wrażenie, że są przedstawione w dość jaskrawy sposób, np. poprzez użycie polskich i angielskich słów, jazzowego scatu albo techniki free, a także indywidualnego języka improwizacji.

W przypadku tej płyty sama selekcjonowałaś i aranżowałaś teksty literackie do materiału muzycznego. Jak wyglądał proces selekcji tekstów i czemu zdecydowałaś się na użycie słów czyichś, a nie własnych?

Nie piszę tekstów dlatego, że inni robią to znacznie lepiej, a i ja nie mam tak wielkiej potrzeby wyrażania się słowem [śmiech]. Właściwie chyba tylko na płycie Breathing pojawiają się moje teksty, ale one nie są bardzo silne wyrazowo, były raczej przyczynkiem do wspólnego grania w kwartecie. Na najnowszej płycie są trzy utwory zawierające bardzo ważne i pięknie napisane słowa. Hope Emily Dickinson i Song of the Open Road Walta Whitmana stanowią kompendium moich rozmyślań z ostatnich miesięcy.

Hope czyli „nadzieja” pojawił się w trudnym okresie po zakończeniu pandemii i rozpoczęciu wojny w Ukrainie. Wiersz Whitmana to z kolei rozważania na temat mądrości. Oba wiersze wzruszyły mnie swoim prostolinijnym sposobem traktowania wielkich kwantyfikatorów takich jak mądrość, życie widziane jako podróż, nadzieja - krucha i silna jednocześnie. Są o różnicy między wiedzą a mądrością i o tym, że w całej tej zawiłości świata naprawdę ostatecznie chodzi o te najprostsze wartości, które łatwo zamienić w banał. Jest jeszcze Collapse, które – mimo że pojawia się na początku – jest takim strumieniem prowadzącym poprzez teksty z tej płyty i poprzednich albumów.

W twojej improwizacji pojawiają się nie tylko skale i struktury melodyczne, ale też różnego rodzaju niemelodyjne onomatopeje i dźwięki. Masz swoją „bibliotekę” tego rodzaju efektów, do której sięgasz?

Większość tych dźwięków powstaje zupełnie spontanicznie i przypadkowo, często podczas koncertów, w wyniku potrzeby wypowiedzi, emocji. Później, przypominając sobie, co się wydarzyło, próbuję to powtarzać, pracując nad głosem i ćwicząc. W pewnym momencie zaczęły mnie interesować wszystkie te chropowatości, niezwieralność strun głosowych, zgrzyty. Zaczęłam badać, czy jestem w stanie swoim głosem naturalnie osiągnąć to, co robi się często za pomocą elektroniki. Zaczęło mnie ciekawić, na ile mój głos jest plastyczny i czy ogranicza mnie wyłącznie możliwość samego aparatu, czy może wyobraźnia.

Fascynują mnie także relacje brzmieniowe: głos z wiolonczelą, głos z akordeonem, perkusją, granie bez instrumentu harmonicznego lub same głosy. Być może dlatego odeszłam na jakiś czas od formuły kwartetu jazzowego. Obecnie szczególnie mocno interesuje mnie brzmienie w muzyce.

Projekt z Warsaw Cello Quartet to nie jest twoja pierwsza współpraca z muzykami klasycznymi. Jak, z perspektywy dotychczasowych doświadczeń, odczuwasz różnicę między pracą z zespołem jazzowym a klasycznym?

Przede wszystkim istnieje różnica w podejściu do improwizacji. Inne są proporcje między zapisem a tym, co ostatecznie słyszymy na płycie. Przy kwartecie jazzowym nuty były tylko przyczynkiem do tego, żeby grać i tworzyć tu i teraz. Z kwartetem wiolonczelowym dłużej trwał proces przygotowywania nut, aranżacji i partytur. Bez względu na gatunki staram się dbać o poczucie swobody towarzyszących muzyków. Wiem, że bardzo popularne jest wychodzenie ze strefy komfortu, ale uważam, że czasami, mając komfort, jesteśmy w stanie pójść dalej i zrobić dużo więcej – może nawet odważniej i ciekawiej.

Eksploracja i poszerzanie środków wyrazu z miejsca spokoju sądla mnie bardzo pociągające, a dla muzyków z idiomu klasycznego spokój, a później swobodę wykonania zapewnia zapis, stanowiący plan. W tym kontekście ogromnie istotna była rola Milana Rabija, który przełożył tematy i pomysły na rozbudowane utwory. Uważam, że wykonał znakomitą pracę. Na tyle wspaniale nam się pracowało, że poprosiłam go o stworzenie specjalnej kompozycji. I tak powstało Jego autorskie Collapse.

Czy czujesz, że na tej płycie osiągnęłaś pełnię wyrazu? Czy ta forma pozwoliła Ci na wolność ekspresjii dała poczucie spełnienia?

Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczna za możliwość współpracy z tak wspaniałymi muzykami z Warsaw Cello Quartet oraz Milanem Rabijem. Powstanie płyty z wiolonczelami było moim marzeniem i w tym sensie album dał mi poczucie spełnienia. Jestem bardzo zadowolona z tej płyty, chociaż gdybym ją nagrywała teraz, to prawdopodobnie brzmiałaby inaczej. Zbiegają się we mnie bardzo różne gatunki, z jednej strony muzyka renesansowa, z drugiej – standardy jazzowe, z trzeciej – improwizacje free albo tekst. To wszystko we mnie kipi, a praca nad płytą daje całkowitą swobodę wyobraźni i korzystania z doświadczeń, co mam nadzieję można usłyszeć na powstałym albumie.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO