Papierowy JazzPRESS
News Płyta tygodnia Płyty

Płyta tygodnia - podsumowanie roku 2019

Obrazek tytułowy

Koniec roku sprzyja podsumowaniom. Warto przypomnieć sobie, co z danego roku koniecznie trzeba zapamiętać. Często czuję się nieco przytłoczony nowościami, których zawsze dociera do mnie więcej, niż jestem w stanie z uwagą posłuchać choćby jeden, jedyny raz. Każdy album, który zajmuje miejsce na mojej półce z nowościami dostaje choć jedną szanse. Za każdy raz, kiedy trafiam na dzieło definitywnie nie trafiające w mój muzyczny gust, staram się poświęcić niespełna godzinę każdej z takich płyt w nadziei, że może tylko początek jest niekoniecznie mój. Nigdy jeszcze tak się nie stało. Z upływem lat jestem coraz bliższy teorii, że jeśli pierwsze 10 minut jakiegoś nagrania zupełnie mi się nie podoba, to szkoda czasu na kolejne pół godziny. Jeszcze tak nie potrafię.

Zupełnie inna sytuacja jest z płytami, które sam wybieram do swojej kolekcji w sklepach na całym świecie. Wśród nich są pewniaki, zwykle należące do artystów których znam. Rozumiem problem debiutantów, przecież oprócz rodziny i znajomych (nawet jeśli policzyć tych z portal społecznościowych), nikt ich nie zna. Kupuję też płyty kierując się poradami sprzedawców w egzotycznych krajach. W takim przypadku lata doświadczeń wyostrzyły moją zdolność wykrywania oszustów kierujących się podobną strategią do kelnerów polecających danie dnia, które jest zwykle wczorajszą nieudaną promocją. Czasem kieruję się irracjonalną intuicją opartą na wyglądzie okładki lub liście utworów. Nie lubię słuchać w pośpiechu w sklepie. W ten sposób sam kradłbym sobie komfortowe pierwsze wrażenie w domowym zaciszu.

Po wielu latach słuchania i pisania o muzyce ciągle nie potrafię odważyć się na nazwanie jakiegoś nagrania ewidentnie złym. Są tylko takie, które sprawiają mi danego dnia przyjemność, lub takie od których uciekam. Choć w duchu uważam niektóre z tych nielubianych za ewidentnie słabe muzycznie, o nich się ode mnie nie dowiecie.

W kolejce do przedstawienia w Płycie Tygodnia czeka sporo albumów z data publikacji 2019. Z pewnością warto o nich pamiętać. Ja do nich często wracam myślami, trochę rzadziej muzycznie z braku czasu. Być może część z nich znajdzie się w moim cyklu płyta tygodnia, to będzie jednak zależało od tego, jakie nowości pojawią się w ciągu najbliższych tygodni. Wśród tych albumów, które nie zmieściły się w 2019 roku w cyklu Płyta Tygodnia z pewnością pamiętam o albumach Kingi Głyk (Feelings), Eryka Kulma (Private Things), Szymona Klekowickiego, Kalle Kalimy, formacji Tonbruket (Masters Of Fog) i Leszka Żądło (Komeda. Wygnanie z raju). Ciągle zaprzyjaźniam się z nowym nagraniem Wojciecha Mazolewskiego (When Angels Fall). Z pewnością na miejsce w cyklu Płyta Tygodnia zasługuje Blue World Johna Coltrane’a, choć dla fanów mistrza pozostanie zwyczajnie kolejnym albumem z kolejnymi wersjami Naimy i Traneing In.

Wykorzystując okazję podsumowania minionego roku warto pamiętać, że był to od wielu lat najlepszy rok dla fanów Bruce’a Springsteena, choć The E-Street Band nie koncertował i na jakąś dłuższa trasę chyba się nie zanosi. Sam Springsteen wydał doskonałe Western Stars: Songs From The Film i Western Stars. Firmował też okraszoną drobnymi premierami ścieżkę dźwiękową do doskonałego filmu „Blinded By The Light”. W końcówce 2018 roku ukazał się album „Springsteen On Broadway”. Stevie Van Zandt wydał Summer Of Sorcery i wyruszył w trasę wspierającą zarejestrowany rok wcześniej doskonały album koncertowy (CD i Blue Ray Soulfire Live!). Nils Lofgren wydał Blue With Lou, a najbardziej zaskoczył mnie Garry Tallent nagrywając fantastyczny album More Like Me. Stevie Van Zandt wydał też ścieżkę dźwiękową do filmu Lilyhammer, która wymyślił sam od początku do końca, ale na dostawę tych płyt jeszcze czekam.

Spośród albumów, które zdążyłem opisać i zaprezentować w moim cyklu Płyta Tygodnia na antenie RadioJAZZ.FM w 2019 roku najczęściej wracam i z pewnością wracać będę do albumu So Quiet Sereny Fisseau i Vincenta Peirani. Takich płyt powstaje zdecydowanie za mało. Dźwiękowy śmietnik, który otacza nas na co dzień przypomina mi momentami niewywiezione po świętach śmieci wysypujące się z pojemników. Niepotrzebny hałas i dźwiękowy chaos otaczają nas codziennie. Dlatego płyty w rodzaju So Quiet powinny być dostępne nie tylko w sklepach muzycznych, które jeszcze ciągle trwają na posterunku, ale również w aptekach, może nawet zamiast zatyczek do uszu… Z tekstem, który napisałem o tym wyśmienitym albumie kilkanaście tygodni temu zgadzam się w całości, zapraszam więc do przypomnienia go sobie: So Quiet - recenzja

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO