Canes of Karabakh (kIRk) wystąpią 11 lutego w warszawskim Domu Zabawy i Kultury oraz 12 lutego w krakowskim Betelu.
Trzciny zaczęły się właściwie chwilę temu. Na początku 2025 jedna konkretna okoliczność skłoniła nas do postawienia w centrum naszych działań duduka i jego brzmienia. Potem był Festiwal Nowa Tradycja i zdobycie II miejsca tamże. A teraz płyta i promujące ją koncerty. Zagramy je w formule: koncert Canes of Karabakh oraz set naszego macierzystego składu kIRk. kIRk to zespół, który wyraźnie zaznaczył swoją obecność w polskiej muzyce niezależnej. Obecnie grupa składa się z trzech muzyków: Pawła Bartnika (elektronika), Olgierda Dokalskiego (trąbka), Stanisława Matysa (duduk). Progresywne myślenie i rewolucyjne podejście istniejącego od prawie 20 lat zespołu zostało docenione m.in. przez lidera Swans Michaela Girę, pioniera future-jazzowej trąbki Nilsa Petera Molvaera oraz matkę chrzestną nowych brzmień Mary Anne Hobbs. Do dziś kIRk wydał 5 albumów. Zespół grał w legendarnym berlińskim klubie Tresor, a także koncertował na scenach takich festiwali jak OFF, Opener, czy Kiev Music Days.
Canes of Karabakh to zespół Stanisława Matysa (duduk), Olgierda Dokalskiego (flugelhorn, SFX) i Pawła Bartnika (elektronika), którzy także pod ponad 20 lat tworzą kIRK. Powołanie w 2025 roku nowego projektu wiąże się z bardzo konkretnym doświadczeniem dudukisty…
...Matys gry na duduku uczy się od zaprzyjaźnionego Ormianina Nareka. Narek regularnie dostarcza Matysowi stroiki do instrumentu. Stroiki, zwące się po armeńsku gamish, wykonywane są z trzciny. Najlepszy materiał stanowią trzciny pochodzące z Górskiego Karabachu. Z tamtejszych roślin wytwarza się stroiki średnie i twarde, cechujące się piękną, pełną barwą. Pewnego dnia Matys dowiaduje się od Nareka, że stroiki podrożały dwukrotnie, z 25 do 50 euro. Jest to efekt przegranej przez Armenię wojny o Górski Karabach. Sytuacja ta wzbudza w nas, muzykach z Polski, którzy sięgnęli po brzmienie duduka, poczucie zakłopotania. Raz, że czerpiemy z tradycji zagrożonej, a przy tym bezwzględnie zakorzenionej w konkretnym miejscu, w jego ludziach, pejzażach, przyrodzie. Dwa - nas na te stroiki stać, wielu Ormian już niekoniecznie. Ze zdwojoną siłą dostrzegamy, jak bardzo niedostępna czy też pozornie dostępna jest nam tamtejsza kultura. Stanowi to asumpt do rozważań, w jakim wymiarze (i czy w ogóle) mamy prawo korzystać z tej Tradycji - tak, by jej nie naruszyć i nie profanować.