Ten jazzpress - w płytach
Płyty Recenzja

Adam Simmons & Jean Poole – Zatoczka. Tribute To Komeda

Obrazek tytułowy

Fat Rain Music, 2020

Komeda wiecznie żywy. Sam na łamach JazzPRESSu recenzowałem katalog nagrań Komedy (seria Komeda w Polskim Radiu), który mógłby spokojnie wypełnić średniej wielkości półkę na płyty kogoś, kto jeszcze fizyczne nośniki kolekcjonuje. Jednak przynajmniej kilka półek więcej zajęłyby nagrania, których nie zrecenzowałem. To pokazuje, że różnoracy twórcy, czy to z chęci oddania hołdu sławnemu muzykowi, czy z pragnienia wzięcia na warsztat sprawdzonych, wielce udanych kompozycji, a może z pobudek typowo komercyjnych, co rusz wracają do starego, dobrego Komedy.

Szczęśliwie nazwisko mentora polskiego jazzu, w takim czy innym dźwiękowym anturażu, stanowi swoisty stempel jakości. Elementarna pokora wobec materiału i osoby twórcy, a tym bardziej chęć ich przypomnienia i indywidualnego uhonorowania nie pozwalają finezyjnych, kunsztownych dziełek Komedy przerobić na totalną popelinę. Taka hipoteza sprawdza się w odniesieniu do omawianego tu albumu australijskiego saksofonisty Adama Simmonsa (Jean Poole odpowiadał za stronę wizualną projektu – zdjęcia i wideo), który w ramach inicjatywy Polish Music Days 2019 postanowił zinterpretować muzykę już wiecie kogo. I zrobił to w sposób dobry.

Na krążku znajdujemy swoiste greatest hits, jeśli można się tak wyrazić, wszak Crazy Girl, Ballad for Bernt, Litania, Astigmatic, Kattorna czy Sleep Safe And Warm to ciągi dźwięków szczególnie zapisane w historii muzyki jazzowej, ale i w sercach melomanów i kinomaniaków. Nie znajdziemy wielu płyt z dopiskiem „Tribute to Komeda” bez udziału przynajmniej jednego z nich.

Ośmioosobowy zespół pod dowodzeniem Simmonsa poszedł kluczem filmowym w interpretacji kompozycji słynnego rodaka. Tematy są bardzo czytelne, aranżacje nastrojowe i w dużej mierze oddające ducha oryginałów. Bardzo zatem klasycznie rozbrzmiewają rozwiązania harmoniczne dęciaków, do tego filmowy, milianowski wibrafon (według jazzowych legend to Komeda właśnie nakłonił Jerzego Miliana do podjęcia się gry na wibrafonie) i liryczne kobiece wokalizy. Nie jestem przesadnym entuzjastą tych ostatnich. Jakkolwiek rozumiem koncepcję (w muzyce filmowej taki środek wyrazu to częsta sprawa), jednak sposób frazowania Debory Kayser dodaje temu materiałowi niepotrzebnej siwizny. Cała reszta to smakowity oldschool, melodie, które z marszu pobudzają wyobraźnię, a swoim kalibrem spokojnie otwierają sobie wrota do zestawień zarezerwowanych dla światowych standardów muzyki rozrywkowej.

Dla zwykłego słuchacza Zatoczka to żaden „must-have”, z kolei dla mocno zaangażowanych eksploratorów muzycznej krainy Komedy – kolejny projekt, który nie wybija się niczym szczególnym ponad inne, poprawne realizacje. To bardziej międzynarodowa ciekawostka, do położenia na półkę np. obok Wendy Lands śpiewającej Szpilmana (Władysław Szpilman – Piosenki. Songbook, 2016, recenzja – JazzPRESS 1/2017). I nie jest to żaden przytyk, wszak obie te płyty postrzegam pozytywnie.

Kończąc, zachęcam wszystkich do częstszego wychodzenia ze strefy komfortu zatytułowanej Komeda i samodzielnego składania dźwięków własnych kompozycji, kontynuowania kompozytorskiego rzemiosła. To również forma ukłonu względem tych największych. A kto wie, może i Wasze kompozycje będą kiedyś coverowane jak świat długi i szeroki?

Autor Wojciech Sobczak-Wojeński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO