Płyty Recenzja

Alan Braufman – Anthem for Peace

Obrazek tytułowy

(Valley of Search, 2026)

Nie minęły dwa lata od spektakularnego Infinite Love Infinite Tears (recenzja – JazzPRESS nr 9-10/2024), a legenda loftowej awangardy lat 70. Alan Braufman powrócił z kolejnym albumem studyjnym. Po latach relatywnej stagnacji i wydawniczej opieszałości jazzowa emerytura tego altowego saksofonisty i flecisty to okres gorliwej roboty i kompozytorskiej płodności. Dobrze określa go fraza, którą ukuł na potrzeby swojej najnowszej twórczości: „optymistyczny free jazz”– zarówno jako określenie własnej muzyki, jak i kontrędo całej sceny freejazzowej, w szczególności jej bardziej krzykliwie nihilistycznej odmiany. Jego najnowszy album Anthem for Peace, zarejestrowany podczas dwóch sesji, zaczyna jednak budzić wątpliwości, czy siedemdziesięcioczteroletni muzyk nie wyczerpuje już artystycznego zapasu nagromadzonego przez lata mniejszej aktywności, a z idiomatycznego „optymistycznego free jazzu” nie należałoby dziś całkowicie odciąć przymiotnik „free”.

Kwartet ze sprawdzonymi na poprzedniej płycie Patricią Brennan (wibrafon) i Chadem Taylorem (perkusja) uzupełnia kontrabasista Luke Stewart, choć w jednym numerze powracają jeszcze Ken Filiano i Michael Wimberly, których słyszeliśmy na Infinite Love Infinite Tears. No właśnie – poprzedni krążek Braufmana oceniłem bardzo pozytywnie, chwalącżyłkę kompozytorską lidera i efektowność jego estetycznych przeskoków w obrębie akustycznej awangardy i post-bopu. Z przykrością informuję, że na Anthem for Peace jest inaczej. Nie tylko nie przypadły mi do gustu nowe kompozycje Braufmana (uważam je za wtórne i nierozwijające względem całego dorobku saksofonisty), ale także stylistyczny hamulec bezpieczeństwa, który z nieznanych mi powodów Braufman zaciągnął, lokując się jak najbliżej melodyjnego i pogodnego grania, jakby nie zauważając, żeza rogiem czai się widmo muzaku. Porównania tego materiału z niedawną reedycją albumu Valley of Search z lat 70. – wzbogaconą o nową szatę graficzną i szeroką promocję – czynią ten impas jeszcze bardziej druzgocącym.

Choć wykonawczo siedem zawartych tu numerów brzmi przyjemnie dla ucha, melodie Braufmana zdradzają sztampowość i ocierają się o banał. Najwyraźniej słychać to w inspirowanych Bliskim Wschodem i folkiem utworach The Journey oraz Reflections on a Rainy Day. Te łagodne fragmenty bliższe są bezpiecznej muzyce do windy, która – zamiast prowadzić, jak na poprzedniczce, do pełnych odwagi instrumentalnych przebiegów i kakofonicznego zaangażowania – osuwa się w rozczarowujący easy listening. Pewna elegancja kompozycji Braufmana w tym wykonawczym kontekście czyni jego wysiłek trochę sztuką dla sztuki.

Nieco ratują sytuację numery Angels i In Motion, dla których punktem odniesienia jest bebop, a skoczne tematy służą jako katapulta do spiritualowej egzaltacji, której tak często w pozostałych numerach brakuje. A zostaje tu jeszcze Cosmic Blues, którego tytuł zapowiadałby odjechany spacer po księżycu; niestety, jestto ejtisowo brzmiący instrumentalny pop, który niewytłumaczalnie odcina ostatnie połączenia Braufmana z awangardowymi korzeniami.

Na potrzeby Anthem for Peace Alan Braufman przygotował utwory, z których dałoby się może coś więcej wycisnąć, ale brakuje iskry, która wznieciłaby żar i widowiskowo je sfajczyła. Czy obecność byłych współpracowników – Jamesa Brandona Lewisa i Williama Parkera – mogłaby to zmienić? Nie wiem, ale się domyślam.

Piotr Zdunek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO