Płyty Recenzja

Asia Czajkowska – Pianissima

Obrazek tytułowy

(Asia Czajkowska, 2024)

Pamiętam, jak kiedyś słuchałem płyty Sfera szeptów nieodżałowanego Alchemika i czytałem, aby nie pogłaśniać aparatury w cichszych momentach, bo tak to należy przyjmować – z większą uważnością, wyciszeniem. Omawiana tu Pianissima wokalistki Asi Czajkowskiej formułuje podobny przekaz. Czytamy, że album powstawał niespiesznie (przez 10 lat) i tak właśnie należy jego zawartość konsumować. W dodatku ten cichy tytuł…

Dziewięć utworów, wszystkie na wokal i fortepian. Wokal ten sam (Czajkowska), pianiści – różni. Wszyscy artyści skupieni wokół Torunia. Klimat – równie kojący. Bardzo ciekawą formułę wybrała artystka, bo płyta, mimo określonego klimatu, jest różnorodna aranżacyjnie, co dynamizuje całość, pozwala się rozsmakować w detalach.

Standardowo, jako że nie jest to periodyk poświęcony poezji, nie poddaję szczegółowej analizie warstwy lirycznej (wiersze podarowały wokalistce również torunianki – Agnieszka Niezgoda i Małgosia Trzpil). Wiem, że teksty w jazzie nie są łatwą sprawą, ale tu udało się stworzyć zrozumiałą, intymną, miejscami metaforyczną, romantyczną opowieść – a na pewno konweniującą z materią dźwiękową. Ta cichutka damsko-męska (bo w jednym utworze mamy wokalny duecik) konwersacja pozwala się zatrzymać, zadumać, zapomnieć. Za te doznania w dzisiejszych mało sprzyjających kontemplacji czasach – bardzo dziękuję.

To zachwycające, że komuś nadal przyświecają takie idee, by tworzyć płyty „kompletne” – spójne i podporządkowane konkretnej wizji twórczej, nawet kosztem czasu realizacji. Warto było,gród Kopernika może być dumny.

Wojciech Sobczak

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO