FINA_maj_faraon
Płyty Recenzja

Grzegorz Kapołka Trio – Live at NOSPR

Obrazek tytułowy

SJ Records, 2022

Grzegorz Kapołka stwierdził kiedyś, że studia na wydziale jazzu były przełomem w jego karierze i stanowiły najpiękniejszy okres w jego edukacji. Słychać to w jego muzyce. Chociaż w pierwszej kolejności uchodzi za muzyka bluesowego, to jednak jazz jest nieodłącznym elementem jego twórczości, co słychać na każdym kroku. Na podstawie tego, co usłyszałam na płycie Live at NOSPR, uważam że sercu Kapołki bliższy jest John Scofield niż Robert Johnson. Album tria Grzegorza Kapołki jest zapisem koncertu, który miał miejsce w Sali Koncertowej NOSPR w październiku 2019 roku i zawiera pięć utworów z jego poprzednich płyt. Przekrój repertuaru jest na tyle ciekawy, że pozwala całkiem nieźle zapoznać się z różnymi odcieniami twórczości artysty.

Dla przypomnienia, że korzenie jazzu tkwią jednak w bluesie, Grzegorz Kapołka otwiera występ utworem Back To Home; kawałkiem o typowej budowie bluesa z dość prostą i chwytliwą melodią połączoną z eklektyczną jazzowo-rockową improwizacją. 5th Avenue Blues rozpoczyna bas i synkopująca gitara. Synkopy nie są tu oczywiste, nie przypominają tych typowych dla muzyki reggae czy folku. Są po prostu inne. To mój ulubiony utwór z tej płyty, bo oddziałuje szczególnie mocno na wyobraźnię. Wyobrażam sobie Piątą Aleję dokładnie tak, jak wygrywa to Kapołka: klimatycznie i wyrafinowanie, z elementami kontrolowanego chaosu i niezmiennym rytmem – niezbyt wolnym, bo to w końcu wielki Nowy Jork, ale też niezbyt szybkim, bo pośpiech jest mało elegancki, a elegancji temu utworowi nie można odmówić.

For John Scofield jest właściwie coverem, ale powstałym bynajmniej nie dla Johna Scofielda, ale dla Little Waltera. Utwór postał na podstawie My Babe, skomponowanego przez Williego Dixona klasyka chicagowskiego bluesa, ale w wykonaniu tria Kapołki wcale tak nie brzmi. Jest zupełnie inny niż pierwowzór, sprawia wrażenie bardzo współczesnego. Gitarzyści prezentują tu swoje wysokie możliwości techniczne na tle pulsującej, trochę transowej perkusji.

Tytuł kolejnego utworu – Blue Blues – może być mylący, nie określiłabym go jako bluesa, a tym bardziej jako smutnego (blue). Zaczyna się całkiem funkowo, skłaniając do poruszania nogą lub szyją. Jedyne, co ma z bluesa, to prosta, chwytliwa melodia przewodnia. Solówka basisty Dariusza Ziółka zdecydowanie jest tu zbyt krótka. Chciałoby się słuchać dalej.

Płytę zamyka Silesian Love wykonana na gitarze akustycznej bez akompaniamentu perkusji i basu. To króciutka kompozycja o powrocie do korzeni, i raczej chodzi nie tyle o korzenie bluesa czy jazzu, ile o śląskie korzenie lidera. Grzegorz Kapołka czuje się najlepiej, grając w swoim rodzimym, śląskim składzie, z Alanem Kapołką (synem) i Dariuszem Ziółkiem (doktorem habilitowanym gitary basowej). Jak mówi Grzegorz, jest to jego ukochane trio (a grał z imponująco wieloma polskimi i zagranicznymi artystami).

Grzegorz Kapołka w swoich wypowiedziach podkreśla, jak ważna w karierze muzyka jest ciężka praca, że aby coś osiągnąć, należy włożyć co najmniej cztery razy więcej pracy niż talentu. Pracę muzyka porównuje do warsztatu malarza. Im więcej włożonej pracy, tym bardziej rozbudowana paleta barw, której można użyć do tworzenia sztuki. To słychać też w jego twórczości. Brzmienie gitary jest tu tak samo dopracowane jak melodia i harmonia. Atutem jest brak przesadnie długich improwizacji. Talent i artyzm przejawiają się w rozpoznawalnym stylu i własnym języku. W równowadze między lekkimi melodiami i nieoczywistymi dźwiękami.

Linda Jakubowska

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO