(Tour de Bras, 2026)
Najpierw było ich dwóch: Paweł Doskocz i Vasco Trilla. Drogi poznańskiego gitarzysty i katalońskiego perkusisty przecięły się po raz pierwszy w 2017 roku – kliknęło między nimi od razu. Specyfika sceny free improv sprzyja nieustannemu zakładaniu zespołów, tak więc stało się i tym razem. Język duetu przyjął formę dronujących dryfów kreujących iście katakumbową atmosferę, co udokumentowała płyta Hajstra z 2019 roku. Siedem lat później pod tym szyldem mieści się już jednak trio. Flecistka Zosia Ilnicka, znana dotąd głównie z głęboko skrywanego skarbu krajowej muzyki kameralnej w postaci Trio_io, w 2023 roku dołączyła do duetu na kilka koncertów i została na dobre. In the No-Time to pierwszy płytowy zapis tej współpracy.
Siłą Hajstry wciąż jest zdolność do tworzenia tkanki dźwiękowej o gęstości odpowiedniej do głębokiego zanurzania się w brzmieniach. Obecność Ilnickiej zdaje się jednak motywować resztę do dużo większej kreatywności w tym zakresie, jednocześnie czyniąc tę muzykę znacznie bardziej introwertyczną. Nazwa grupy pasuje do niej teraz jak nigdy wcześniej – hajstra w słowniku ludowym oznacza bowiem czarnego bociana, który w przeciwieństwie do swego białego brata woli chować się przed ludzkim spojrzeniem. Tymczasem zdarzenia dźwiękowe na In the No-Time dokonują się przeważnie na planach wręcz mikroskopijnych. Zasadne zdaje się tu zastosowanie terminu „owadzia muzyka”, który Rafał Księżyk przykładał do elektroniki w wydaniu Autechre, a Bartosz Nowicki określał nim projekt Insects toruńsko-warszawskiego duetu Porcje Rosołowe. Do tego zbioru dorzuciłbym również Flora Quartet pod wodzą Marcina Dymitera oraz właśnie nowe wcielenie Hajstry.
Każdy z tych zespołów reprezentuje w istocie różną estetykę i inaczej nastawia ostrość swych wewnętrznych dźwiękowych mikroskopów, lecz łączy je wszystkie subtelność gestów i myślenie detalem. W przypadku Hajstry kalejdoskop sonorystycznych sztuczek rozgrywa się zwykle w tonice basowych dronów, ezoterycznych brzmień mis i gongów lub szklistych gitarowych plam. Ich statyczność naturalnie wyostrza zmysły, a to ułatwia czujną obserwację kolejnych wydarzeń. Między drgającymi odłamkami gitary a tchnieniami fletu panuje znakomita zgodność. Do tego stopnia, że granice między tymi instrumentami niejednokrotnie się zacierają, tworząc wilgotną, tropikalną dźwiękową masę – jak w Dusk. Gdy pomysły Ilnickiej – która chętnie rozszerza techniki wykonawcze o użycie głosu, a przy tym nie unika prostych, uroczych melodii – wybijają się na pierwszy plan, ekspresja tria zyskuje silnie pierwotny charakter, jakby skręcała w jakiś dźwiękonaśladowczy atawizm. Z płyty New Animals Trio_io wiemy już, że to specjalność flecistki.
Na In the No-Time zespół podnosi głos tylko raz, w trakcie ostrej improwizacji Afternoon Rush – pysznej arytmicznej kaskady okraszonej dada-punkowym zadziorem Doskocza i gorączką spazmatycznych podmuchów fletu. Jednak nawet wtedy muzycy nie wytracają zmysłunarracyjnego, nie dopada ich też niepotrzebna napinka. Bardzo udana to płyta, w dorobku Doskocza z całą pewnością najlepsza. Cieszy również, że jest objawem coraz szerszej aktywności Ilnickiej, której potencjał zdaje się w kraju wciąż nie dość dostrzeżony. Zarówno jej, jak i całej Hajstrze wróżę dobrą przyszłość.
Mateusz Sroczyński