Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Jeff Parker – Suite for Max Brown

Obrazek tytułowy

International Anthem, 2020

Nie jestem fanem gitary w jazzie. Lubię Scofielda, ale szybko się nudzę. Za Methenym nie przepadam, więc nudzę się jeszcze szybciej. Nie zrozumcie mnie źle, doceniam starania włożone w okiełznanie tego niewdzięcznego dla gatunku instrumentu, ale im więcej dekonstrukcji (Frisell, Ribot) i ingerencji innych światów muzycznych, tym lepiej. Zatem jeśli za szeroko rozumiany jazz bierze się wieloletni gitarzysta postrockowego Tortoise, to jest to dla mnie duża obietnica. I spora szansa, że nie przysnę.

Parker wielokrotnie wspominał o swojej fascynacji samplingiem i hip-hopem, na Suite for Max Brown słychać to wyraźnie już na samym początku, w utworze Build a Nest. A jeśli zaraz potem posłuchamy Gnarciss, ze świetną partią trąbki Roba Mazurka, to można pomyśleć, że to hip-hop właśnie tę płytę definiuje. Nie jest to jednak jedyna inspiracja, bo znajdziemy tu i funk (Fusion Swirl), i afrobeat (Go Away). Pamiętajmy jednak, że poruszamy się w obszarze jazzu, fascynacji równie ważnej, dlatego też znajdziemy tu odpowiednio zwiewną wersję utworu Coltrane’a (After The Rain), kilka razy Parker funduje nam również klasyczne gitarowe zagrywki, których nie powstydziliby się panowie wymienieni na początku. I choć to album stworzony przez gitarzystę, to nie mam poczucia, że to właśnie on tu dominuje. Jest wyraźny, ale nie przytłacza.

Może to także kwestia tego, że Parker nagrał większość instrumentów sam. Oczywiście kilku znamienitych gości na płycie znajdziemy, jak wspomniany wcześniej Mazurek czy inny gigant z Chicago – Makaya McCraven na perkusji. Warto również wspomnieć, że to kolejna płyta w dorobku Parkera dedykowana rodzinie: wcześniejsza The New Breed poświęcona była ojcu, a tytułowa Max Brown to matka muzyka (to jej zdjęcie jest na okładce). A jeśli dodamy jeszcze, że na obu tych płytach pojawia się śpiewająca Ruby Parker, czyli córka, to robi się z tego album rodzinny – dosłownie i w przenośni.

Kiedy piszę te słowa, uświadamiam sobie, że porównanie do zbioru rodzinnych fotografii jest bardzo na miejscu. Różne zdjęcia, różne momenty, różne fragmenty rzeczywistości, które kształtowały po drodze i złożyły w całość wielowątkową historię. Trzeba dodać, że to historia fascynująca, jedna z lepszych, jakie słyszałem w tym roku. I co bardzo ważne, gwarantuję, że słuchając jej, nie zaśniecie.

Autor: Grzegorz Smędek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO