Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Konrad Ligas - Gypsy

Obrazek tytułowy

Konrad Ligas Gypsy

Oko-Art, 2019

Wielka radość z muzykowania, znakomite lekkie, swingowe kompozycje i standardy, które towarzyszyły kształtowaniu się jazzu – tak w największym skrócie można podsumować płytę Gypsy krakowskiego akordeonisty Konrada Ligasa. W zamierzeniu twórcy płyta jest jego hołdem dla francuskiego gitarzysty pochodzenia romskiego Biréliego Lagrène’a, którego muzykę przełożył na akordeon, czyniąc tu z niego instrument wiodący.

Do realizacji pomysłu Konrad Ligas zaprosił muzyków, którzy na co dzień reprezentują w jazzie styl określany mianem gypsy – liderowi towarzyszą Janusz Witko (klarnet, saksofon tenorowy), Dominik Bieńczycki (skrzypce), Marek Piątek (gitara) i Józef Michalik (kontrabas). Tak zestawiony band pozwolił na zachowanie odpowiedniego stylu prezentowanych utworów, na czym pomysłodawcy płyty bardzo zależało. Mowa o stylistyce odwołującej się bezpośrednio do lat trzydziestych XX wieku.

Płyta Konrada Ligasa przesiąknięta jest duchem muzyki legendy stylu gipsy – francuskiego gitarzysty Django Reinhardta. Prawie wszystkiego utwory znajdujące się na krążku to kompozycje tego genialnego artysty, a klimat płyty odzwierciedla charakter jego muzyki. Słucha się jej z wielką przyjemnością, jednocześnie podziwiając sprawność muzyków, którzy za pomocą oryginalnego akustycznego brzmienia swoich instrumentów wprowadzają słuchacza w epokę, która dawno przeminęła. Za sprawą znakomitych i ciągle nie do końca odkrytych kompozycji chętnie się jednak do tamtych czasów wraca.

Można odnieść wrażenie, że słucha się muzyki lekkiej, łatwej i przyjemnej, i w pewnym sensie tak właśnie jest. Z drugiej strony taki swing jest niezwykle wymagający, szczególnie jeżeli gra się go tylko na instrumentach akustycznych, takich jak skrzypce, akordeon, gitara i klarnet. Pomimo szybkiego tempa wykonywanych utworów poszczególne partie solowe zagrane są bardzo precyzyjnie, bez niepotrzebnych ozdobników.

Ligas ze swoją płytą znakomicie wstrzelił się w czas, kiedy to akordeon wrócił na jazzowe (choć nie tylko) salony, a technika fingerstyle na gitarze elektroakustycznej przeżywa swój renesans. Zatem zamysł stworzenia takiej płyty był znakomity. Nieco anachroniczny styl wykonywanej muzyki zyskuje zwłaszcza w odniesieniu do tendencji dominujących aktualnie w jazzie, który, niestety, często staje bełkotem z sążnistymi solówkami, które grane są jakby musiały przebić niebo. Konrad Ligas udowadnia, że połączenie elegancji, dbałości o styl i wysokich umiejętności może dać efekt w postaci szlachetnej muzyki o nieprzemijających wartościach.

Autor Andrzej Wiśniewski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO