Płyty Recenzja

Kosmos – Kosmos

Obrazek tytułowy

(Audio Cave, 2024)

Kosmos nie jest zapewne pierwszym skojarzeniem, gdy mowa o Łodzi. Postindustrialne miasto może jeszcze nie produkuje rakiet (przynajmniej przemysłowo), ale ma swoją scenę jazzową, a kwintet Kosmos, którego debiutancki album ukazał się w 2024 roku, bynajmniej konserwatywnie nie brzmi. Booklet, opisując zespół, wspomina Sun Ra Arkestra, ale łódzki Kosmos jest swojski, nie newage’owo-amerykański, lecz lokalny, wyrosły z naszej awangardy. Dwa dęciaki i sekcja rytmiczna,yassowa estetyka, ale też Stańko, ten późniejszy, ECM-owy– wystarczy parę słówdo opisania muzyki kwintetu. Ale tam, gdzie Stańko meandruje, Kosmos kondensuje, gdzie ECM jazz stawiałby na ciszę, łódzki kwintet wprowadza mechaniczny (ale nie plastikowy) groove.

Kontrabas jest słyszalny i chwytliwy – otwierający płytę utwór uwspółcześnia akustyczny jazz rytmiką hip-hopową, a błyszczący na płycie pianista Stanisław Szmigiero koloruje fantastycznymi voicingami akordów.Bo to jest niewątpliwie jazz, bardzo dobry jazz – dodatki i inspiracje, chociażby fragmenty elektroniczne, stanowią jedynie dopełnienie, produkcyjny komentarz. Nie wiem, kosmos czy nirwanę próbują osiągnąć łodzianie w JA – rytmicznie stukniętym, z jajcarską solówką syntezatorową, ale Szmigiero to nadal mój faworyt; nie ze względu na partię solową, ale też nie pomimo niej.

Ptaszyn powiadał, że każdy występ warto ubogacić bluesem. Tutajgo nie ma, dostajemy za to liczonego na trzy walczyka (Walc II), jeden z piękniejszych tematów na albumie, z elegancką kadencją na sopranie Iwa Tylmana i następującą potem kolektywną improwizacją. Podobnie ballada Muratyn, na leniwy dzień, kiedy oczy się same zamykają, robi za ilustrację późnojesienną, z bardzo dobrze uwydatnionym na scenie basemà la Balladyna. Najbliżej Stańki stoi chyba Wenus, i to całościowo, poczynając od konceptualnych początków weterana free, ponieważ utwory Kosmosu są starannie rozplanowane. Finałowy vamp trzyma muzykę w ryzach kompozycji, co po dialogach trębacza Jana Ostalskiego z sekcją rytmiczną zaskakuje.

Ni stąd, ni zowąd w tej przestrzeni pojawia się Koziołek, czyli drum’n’bassowy jazz z przewodnim motywem opartym na syntezatorowym ostinato;nie da się ukryć, popowy song Kosmosu, taki mikrokosmos współczesnego jazzu w trzech minutach– nie ma co się dziwić, powstał pod auspicjami Jana Smoczyńskiego, który w pop songach już palce maczał. W latach 80. The Lounge Lizards próbowali ożywić bebop przez punk rocka, ale nie byli chyba tak uzdolnieni muzycznie jak kwintet Kosmos. Niech chłopaki dadzą nowe życie polskiemu jazzowi, yassowi, czy generalnie muzyce improwizowanej. Wróżę karierę, świetna płyta.

Piotr Zdunek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO