Schmidt
Płyty Recenzja

Kuba Stankiewicz – Kochanowski. Pieśni

Obrazek tytułowy

KSQ Music, 2020

Próby łączenia jazzu i poezji to nienowy pomysł w historii polskiego jazzu. Podobne projekty realizowane były już w latach 60. XX wieku, zwłaszcza za sprawą Joachima-Ernsta Berendta i Krzysztofa Komedy (Meine Süße Europäische Heimat). Wcześniej miał miejsce także pamiętny koncert Jazz i Poezja w Filharmonii Narodowej, z udziałem Komedy i z wykorzystaniem wierszy Jerzego Sity, które recytował m.in. Wojciech Siemion. Wówczas nurt ten nie doczekał się kontynuacji, polscy jazzmani nie dostrzegli w nim potencjału. Sporą odmianę przyniósł jednak okres ostatnich dwóch dekad, kiedy to klasycy polskiej poezji – Tuwim, Iwaszkiewicz, Miłosz czy Szymborska – doczekali się, często bardzo udanych muzycznie i wartościowych artystycznie, jazzowych wersji swoich utworów. Zostały one połączone z muzyką Michała Tokaja, Włodka Pawlika oraz Jacka Niedzieli-Meiry. Do tej grupy niezwykle udanych projektów zaliczam także zawartość wydanej w październiku ubiegłego roku płyty Kuby Stankiewicza Kochanowski. Pieśni.

Moje pierwsze wrażenia z tą muzyką wspominam jako „porażające”. Warstwa tekstowa słynnych Pieśni Jana z Czarnolasu to nieprawdopodobnie trudna materia. Ich rytmika, budowa i językowa składnia są dla dzisiejszego czytelnika niełatwa w odbiorze, czasem mogą razić, czasem śmieszyć. Jednak jakakolwiek ingerencja w ich konstrukcję i treść byłaby nie do pomyślenia. Jak mówił mi Kuba Stankiewicz, „te utwory to dla polskiej literatury niemal świętość”. I tu, jak sądzę, miała miejsce najbardziej mozolna, karkołomna część pracy nad opracowaniem całego materiału. Stworzone przez Stankiewicza kompozycje doskonale oddają klimat i nastrój utworów Kochanowskiego. Melodyka, frazowanie, ciekawe podziały tekstu podkreślane linią melodyczną i do tego stuprocentowa jazzowa harmonia – to wszystko znakomicie „zażarło” i spowodowało, że krążek Kochanowski. Pieśni to moim zdaniem jedna z najlepszych płyt polskiego jazzu za rok 2020!

Do sukcesu tego muzycznego dzieła potrzebny był jednak nie tylko bardzo sprawny i czujny kompozytor, jakim niewątpliwie jest Kuba Stankiewicz. Nie byłby to bowiem tak wartościowy album, gdyby nie wybór wokalisty. Jacek Kotlarski, mający ogromne doświadczenie sceniczne, perfekcyjnie opanowaną technikę śpiewu i warsztat wokalny, jest tu – i piszę to z całą odpowiedzialnością za słowo – niezastąpiony. To zresztą nie tylko kwestia techniki czy doświadczenia, to przede wszystkim uważność i drobiazgowa wrażliwość muzyczna na słowo. To rodzaj wykonawstwa i sposób interpretacji poetyckiego tekstu przez Kotlarskiego, o których, sam Kochanowski mógłby napisać: „ty zmiękczysz każdego, najstateczniejszego” (Pieśń XII / Księgi Wtóre). Całości jazzowej formy dopełnił tu znakomity Maciej Sikała. Z jego saksofonem muzyka nabrała jazzowego feelingu. a brzmienie charakterystycznej swingowej kolorystyki.

Sam projekt Kochanowski. Pieśni żyje już dobrych kilku lat jako propozycja koncertowa Kuby Stankiewicza. Cierpliwie dojrzewał, zanim pojawił się na płycie. Być może teraz jego wartość artystyczna i literacka tym bardziej zostanie doceniona. Zwróciłbym także uwagę na niezwykle cenną wartość edukacyjną albumu. Pieśni Kochanowskiego to, po blisko połowie tysiąclecia od czasu powstania, „piękne diamenty” polskiej literatury. Cóż z tego jednak, jeśli z pokolenia na pokolenie stają się przechodzącą w głęboki letarg, muzealną relikwią. Podobne projekty dają jej szanse na współczesny renesans w atrakcyjnym, współczesnym opracowaniu. Ale co ważniejsze, samej muzyce jazzowej przyznają zasłużony status genialnej, współczesnej, jedynej w swoim rodzaju, odnowicielki twórczości dawnych mistrzów polskiej poezji.

Andrzej Winiszewski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO