Ten jazzpress - w płytach
Płyty Recenzja

Leszek Kułakowski Project – Komeda Variations

Obrazek tytułowy

For Tune, 2020

Pytam się, Drodzy, mniej lub bardziej jazzowi jazzmani, czy serwowanie programów w duchu Tribute to Komeda jest niczym nasz środowiskowy Christmas album? Jakiś mus, jakaś próba radzenia sobie z postanowieniami kontraktu wydawniczego, jakaś metoda na zarobienie na realizację innych projektów? No cóż, zawsze może być jeszcze Chopin na jazzowo…

Nie słyszycie mnie Państwo, ale wypowiadam ten wstęp żartobliwym tonem. Wiem, że Komeda – zresztą zasłużenie – uznawany jest za bogate źródło inspiracji dla kolejnych już pokoleń muzyków improwizujących, nie tylko w kraju nad Wisłą. Mając jednak za sobą przesłuchanie oraz recenzowanie dziesiątków albumów będących oficjalnymi nagraniami Komedy, odgrzebanymi wspominkami po nim czy wreszcie albumami z jego coverami (nie wliczam tu coverów latających luzem po różnych nagraniach), doskonale rozumiem intencje zespołu Miłość, gdy wypuszczał album Asthmatic. Tak, wiem, że „dobrego nigdy za wiele”, jazz nie musi za każdym razem zaskakiwać, ale po prostu odczuwam swoistą niemoc, gdy po raz kolejny przychodzi mi odsłuchiwać nieszczęsną kołysankę z Rosemary’s Baby w czyimś wykonaniu. Odsłuchać to jedno, ale cóż sensownego po raz kolejny o tym napisać?

Leszek Kułakowski i jego kompani nie zasługują bynajmniej na takie ironiczne wstępy. Cóż, po prostu tak wypadło, tak więc Panowie: bez urazy! Komeda Variations słuchało mi się wybornie (mimo wyżej wspomnianych drobnych uprzedzeń). Zmysł lidera do żenienia jazzowej materii ze światem muzyki symfonicznej jest nie do przecenienia. Dźwięki uwiecznione na omawianej tu płycie to po prostu znakomity balans między wykonawczą warstwą improwizowaną a tą starannie zaaranżowaną. Domyślam się, że to nie lada wyzwanie dla, być może, różnie myślących o muzyce jazzmanów i symfoników, aby tak za sobą nadążać i tworzyć jeden tętniący harmonijnymi dźwiękami, grający w równym rytmie organizm. Możliwe jest też, że dla tego kolektywu nie stanowi to trudności, bo wszyscy muzycy są na tyle osłuchani i elastyczni, by zręcznie balansować na tej linii klasyki i jazzu. Tak czy siak – gratuluję feelingu i swingu.

Jeśli chodzi o dobór repertuaru, to Kułakowski proponuje ujęcie raczej klasyczne – Kołysanka Rosemary, Kattorna, ballada z Noża w wodzie, Crazy Girl i inne utwory, które publikowane są również w ramach innych kompilacji „wariacji na temat Komedy”. Jak wspomniałem, od nadmiaru tych wariacji można zwariować, ale projektu Kułakowskiego akurat posłuchać warto, bo to naprawdę sensowna sprawa. Dodatkową zachętą niech będzie fakt, że aranżacje Komeda Variations były przygotowane dla Tomasza Stańki, co nie powinno ujść uwadze fanatyków słynnego Komedy-Trzcińskiego i tych, którzy wraz z nim wnosili polski jazz na Olimp.

Wojciech Sobczak-Wojeński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO