Płyty Recenzja

Maciej Sikała Trio – Better Place

Obrazek tytułowy

SCENA STOART

Inspiracje artystów mają rozmaite źródła i uwarunkowania. Nierzadko utwory rodzą się z doświadczeń trudnych, granicznych, naznaczonych bólem i stratą. Historia jazzu zna wiele takich momentów, gdy dramat osobisty stawał się impulsem do stworzenia dzieła wyjątkowego. Wystarczy wspomnieć saksofonistę Leszka Żądłę, który zaledwie dwa dni po pogrzebie swojej życiowej partnerki, Barbary Kwiatkowskiej-Lass, wszedł do studia i nagrał poruszający album Miss B., czy perkusistę Adama Czerwińskiego, dedykującego jedną ze swoich ostatnich płyt pamięci niedawno zmarłej mamy (Song for My Mother). Szczególna dedykacja wpisana jest również w tytuł albumu nagranego przez trio Macieja Sikały –Better Place. To zarazem kompozycja otwierająca płytę i zamykająca ją w formie repryzy, a jednocześnie hołd złożony pamięci córki lidera, która w 2023 roku przegrała walkę z nowotworem.

„Doświadczenie odejścia Karoliny z tego padołu trwa już ponad dwa lata. Niby czas leczy rany, ale różnie z tym bywa, bo czasami niektórych ran nie da się zaleczyć, a na pewno nie w tak krótkim okresie” – wyjaśnia saksofonista. Akt twórczy bywa formą terapii, a w tym przypadku dokonał się pospołu z Wojciechem Pulcynem (kontrabas) i Sebastianem Frankiewiczem (perkusja). Trio gra razem od trzech lat, jednak Better Place jest ich fonograficznym debiutem. „Jestem zachwycony współpracą z Sebastianem i Wojciechem. My się po prostu lubimy, mamy podobny background, nadajemy na tych samych falach – zarówno na scenie, jak i poza nią. Stanowimy po prostu dream team” – mówi Maciej Sikała (dodajmy na marginesie, że cały ten „dream team” należy do STOART-u, co niezmiernie nas cieszy). To, że muzycy się lubią i czują się ze sobą swobodnie, słychać od pierwszych taktów. Jest drive, jest flow, jest wspólny puls. Najprościej byłoby powiedzieć: jeden organizm, choć mam świadomość, że brzmi to dość banalnie. Oddaje jednak dobrze fakt, że mimo iż lider jest autorem zaledwie dwóch kompozycji (jedną napisał Frankiewicz, a aż pięć Pulcyn), całość jawi się jako dzieło zaskakująco spójne. Jednocześnie słuchacz ma silne wrażenie obcowania z muzyką, która „wydarza się” tu i teraz. Muzyką o której lider mówi: „To jest po prostu JAZZ!” a dopytywany przeze mnie, czym ten jazz jest, odpowiada, że „to jest coś, co się robi z potrzeby serca, rzecz bardzo osobista, choć łatwiej powiedzieć, co jazzem nie jest”.

Better Place to materiał, który nie wyważa żadnych drzwi, artyści nie próbują niczego udowadniać – nie muszą. Jest raczej zapisem pewnego etapu, emocjonalnego i artystycznego, zamkniętego w konkretnej formie i ulokowanego w głównym nurcie jazzu. Ku uciesze jazzfanów trio jeszcze tym nurtem podąży, bo taką deklarację składa już teraz Maciej Sikała w rozmowie ze STOART-em.

Dodajmy jeszcze, że album został znakomicie zrealizowany – otrzymujemy selektywne, przestrzenne brzmienie, co przy takim zestawie instrumentów powinno być warunkiem sine qua non, a niestety często nim nie jest. W kolektywnym graniu żaden instrument nie ginie, a funkcjonuje w klarownie zdefiniowanej przestrzeni brzmieniowej, grając równorzędną rolę w kreowanej narracji. Przyznać jednak muszę, że największe „wow” pojawia się w mojej głowie, gdy na solową akcję wychodzi kontrabas Wojciecha Pulcyna albo gdy uderza koncertowa energia bębnów Sebastiana Frankiewicza. Jest moc! Po prostu palce lizać!

Michał Dybaczewski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO