Schmidt sier-wrz
Płyty Recenzja

Marcin & Bartłomiej Oleś Duo – Alone Together

Obrazek tytułowy

Audio Cave 2019

Najnowszy album braci Olesiów miał swoją premierę w grudniu ubiegłego roku. Choć COVID-19 już rozprzestrzeniał się w Chinach, to nikt w naszym kraju nie przypuszczał, że tytuł tej płyty nabierze za chwilę niezwykle aktualnego i z pewnością innego niż intencja artystów znaczenia. Alone Together – zamysł artystyczny na uczczenie 20-lecia pracy artystycznej braci okazał się hasłem przyświecającym wielu muzykom na całym świecie w czasie pandemii. Serwisy społecznościowe i streamingowe pełne są dziś nagrań wykonawców (nawet całych orkiestr), zrealizowanych właśnie według tej formuły – każdy oddzielnie, a jednocześnie wszyscy razem.

W przypadku Marcina i Bartłomieja Olesiów koncepcja była jednak trochę inna. Można rzec – bardziej radykalna. Nie tak dawno przy okazji recenzowania któregoś z poprzednich albumów muzyków stwierdziłem żartobliwie, że bracia stają się już trochę nudni – niczym nie zaskakują, nagrywają kolejne świetne płyty. Niezależnie od tego, czy zapraszają gości, czy grają tylko w duecie, czy inspirują się muzyką etniczną, czy grają jazz – zawsze trzymają niezwykle wysoki poziom. No więc chciałem… i mam. Alone Together może być dużym zaskoczeniem dla słuchaczy.

marcin-bartłomiej-oleś-duo-alone-together-2.jpg

Każdy z członków duetu nagrał swój instrument oddzielnie i wydał na osobnej płycie – w osobnej okładce! Na podwójny album składają się krążek Bartłomieja Olesia The Drum Tower oraz dzieło Marcina Olesia Lapidaria. Rozwiązanie, o którym piszę, dotyczy płyty CD. Płyta winylowa pomyślana jest jako dwie równoważne strony – B i M – rzecz jasna od imion braci. Taki zabieg pozwala słuchaczowi skupić się na indywidualnym brzmieniu każdego z braci, niuansach technicznych i oryginalnym podejściu do instrumentu. Jednocześnie możemy dzięki tej przejrzystej formie przyjrzeć się temu, co każdy z Olesiów wnosi do dobrze nam znanej gry duetowej.

Poza ideą podzielenia duetu na składowe nagraniu przyświecała jeszcze jedna myśl – poszukiwania doskonałości brzmienia. Muzycy z wielką pieczołowitością podeszli do wyboru studia i sprzętu do realizacji materiału. Celem było maksymalnie wierne przeniesienie naturalnego brzmienia na płytę. Posłużyły temu między innymi highendowa elektronika i audiofilskie akcesoria – z kablami włącznie. Wszystko to dodaje smaku albumowi, na którym znajdziemy podzielone na pięć części perkusyjne improwizacje Bartłomieja oraz sześć lapidariów Marcina. Utwory prezentują wirtuozerię obu instrumentalistów, ale przede wszystkim umiejętność kreowania wyjątkowych wrażeń za pomocą minimalistycznych środków. Jedyna wątpliwość, jaka może najść słuchacza, to od której płyty / strony zacząć…

Autor - Piotr Rytowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO