(Michael Arbenz, 2026)
Najnowszym dziełem szwajcarskiego pianisty Michaela Arbenza jest album inspirowany Suitą orkiestrową nr3 D-dur Jana Sebastiana Bacha, nagrany z towarzyszeniem perkusisty Floriana Arbenza oraz bardzo dobrze znanego Czytelnikom JazzPRESSu polskiego zespołu Atom String Quartet.
Michael Arbenz uzyskał wykształcenie klasyczne na fortepianie, a jazz zgłębiał już we własnym zakresie. Jako pianista repertuaru klasycznego współpracował m.in. z Pierrem Boulezem, Heinzem Holligerem oraz szwajcarskim zespołem muzyki współczesnej Contrechamps. W dziedzinie jazzu wraz ze swoim bratem Florianem Arbenzem oraz basistą Thomasem Lähnsem działa pod szyldem tria Vein, współpracował także z takimi muzykami jak Greg Osby, Ron Carter, Dave Liebman iMarc Johnson.
Mając na uwadze taki biogram oraz znając i podziwiając Atom String Quartet, z entuzjazmem zgłosiłem się do recenzji płyty inspirowanej muzyką wielkiego Johanna Sebastiana Bacha. Sama trzecia suita orkiestrowa D-dur należy do najbardziej lubianych i najczęściej wykonywanych jego dzieł. Słynna pochodząca z niej aria, zwana „arią na strunie G”, jest powszechnie znana osobom niemającym z tzw. muzyką poważną nic wspólnego. Poza tym historia jazzu pełna jest znakomitych dokonań wykorzystujących bachowską muzykęlub inspirujących się nią. Dość wymienić nagranie Stéphane’a Grappelliego z Django Reinhardtem z 1937 roku czy późniejsze Blues on Bach Modern Jazz Quartet oraz, z ostatnich dekad, After Bach Brada Mehldaua czy The Goldberg Variations Uriego Caine’a. Oczywiście jest też wiele mniej udanych lub zgoła w ogóle nieudanych prób nawiązania do Bacha, jak chociażby te nagrane przez Jacquesa Loussiera i jego trio. Niestety do takich należy też ostatnie nagranie Michaela Arbenza.
Na płycie nieco zmieniony został układ poszczególnych części oryginalnej kompozycji Bacha. Po kolei słuchamy Sonic Prelude (Ouverture), Upbeat Bounce (Gavotte), Inner Engine (Bourrée), Respire (Air), a całość zamyka Final Spin (Gigue). U Bacha kolejność utworów to: Ouverture, Air, Gavotte, Bourrée, Gigue. Bezpośredni zapis partytury Bacha usłyszymy w Sonic Prelude, Respire i ostatnich nutach Final Spin. Części Upbeat Bounce, Inner Engine i praktycznie całe Final Spin to nawiązanie to rytmu materiału źródłowego, co dobrze słychać, jeżeli słucha się oryginalnych kompozycji Bacha, chociażby w interpretacji Academy of Antient Music, poprzeplatanych kompozycjami Arbenza.
Już od pierwszych dźwięków płyty, pomimo mojego podziwu dla dotychczasowego dorobku Atom String Quartet, rozczarowała mnie tutaj ich interpretacja bachowskiego zapisu. Absolutnie nie słychać urzekającego, niebiańskiego piękna kompozycji. Potem dochodzi duet fortepianowo perkusyjny Arbenzów. Tu też słuchacze jazzu mają do czego sięgnąć (np. Makowicz-Bartkowski czy Jarrett-DeJohnette). A jednak ten duet nie był w stanie mnie do siebie przekonać. Wielokrotnie później na płycie duet gra razem z kwartetem. Mimo wielkiego kunsztu Atom String Quartet ma się, słuchając płyty, wrażenie, że oba zespoły nie mogą się zgrać.
Oczywiście same partie, nazwijmy to, jazzowe kwartetu zbliżają się do sprawnego brzmienia zespołu, do którego polscy muzycy zdążyli nas już przyzwyczaić. Atrakcyjne są też partie solowe poszczególnych muzyków. Lider przedsięwzięcia gra przede wszystkim na fortepianie, chociaż chwilami słychać klawiszowy instrument elektryczny. Niestety w swoich partiach, czy tych z perkusistą, w istocie nie ma nic niezwykłego do zaprezentowania. Zwyczajny nowoczesny jazz, jaki słyszymy wielokrotnie, i nawet współudział znakomitego Atom String Quartet nie był w stanie całości uratować.
Michael Arbenz wykorzystał znakomity materiał źródłowy. Już same kompozycje Bacha, jak i obszerna tradycja interpretacji i inspiracji jazzowych, mogły zapowiadać coś dobrego. Niestety – nie wiem, czy brakło muzykom serca do materiału źródłowego, czy autorowi całego przedsięwzięcia inwencji… Dość, że ostatecznie płyta firmowana przez Michaela Arbenza nie przynosi nam nic odkrywczego ani, niestety, porywającego.
Cezary Ścibiorski