Płyty Recenzja

Pete Malinverni – On the Town. Pete Malinverni Plays Leonard Bernstein

Obrazek tytułowy

Planet Arts Recordings, 2022

Podtytuł niniejszej płyty brzmi Pete Malinverni Plays Leonard Bernstein i, jak nietrudno się domyślić, zawiera interpretacje utworów napisanych przez wielkiego amerykańskiego kompozytora, dyrygenta i pianistę. Rozległa stylistycznie twórczość Bernsteina rozpościerała się między muzyką klasyczną a musicalem, mającym swe silne konotacje z folklorem amerykańskim i jazzem. Wiele kompozycji Bernsteina jest ciągle grywanych przez jazzmanów. W ich gronie jest też amerykański pianista Pete Malinverni.

Postać Malinverniego jest u nas mało znana, mimo że działa on intensywnie na jazzowej scenie Nowego Jorku już cztery dekady. Choć zdobył wykształcenie klasyczne, co wyraźnie słychać w wysmakowanym brzmieniu jego steinwaya, jego kariera artystyczna jest związana z jazzem i muzyką sakralną. Artysta posiada w swym dorobku czternaście albumów autorskich zrealizowanych najczęściej przez tria fortepianowe. Od lat jest także wykładowcą muzyki na nowojorskim uniwersytecie.

Jak w dołączonej książeczce opisuje autor płyty, Leonard Bernstein był dla niego postacią szczególną. Jako młody pianista Malinverni zapewniał jazzowe tło w wytwornym nowojorskim lokalu. Miał wtedy szczęście osobiście spotkać Bernsteina. Zaintrygował mistrza swoją fortepianową interpretacją jego kompozycji Lucky to Be Me, którą zaintonował na jego wejście. Nie skończyło się potem na uściskach i przyjacielskiej rozmowie obu panów o muzyce, ale Malinverni został obdarowany plikiem papierów nutowych używanych przez Bernsteina.

Wśród przypomnianych na płycie dziewięciu kompozycji Bernsteina znajduje się oczywiście ta szczególnie szczęśliwa dla Malinverniego Lucky to Be Me. Zbiór zamyka zaś autorski temat A Night on the Town, napisany w hołdzie dla Bernsteina i utrzymany w dobrym stylu, stanowiący doskonale spinającą całość klamrę. Wykonanie kompozycji Bernsteina celnie odzwierciedla nowojorską atmosferę, gdy milknie codzienny zgiełk, a bierze górę melancholia, samotność, a nawet zagubienie.

Do nagrania płyty Malinverni wybrał starannie kompanów. Za układanie pięknie kontrapunktujących z fortepianem linii basowych odpowiedzialny był kontrabasista Ugonna Okegwo, a perfekcyjny swing perkusji zaoferował Jeff Hamilton. Forma poszczególnych utworów została przetransformowana z aranżacji napisanych pierwotnie na dęty kwartet (okazją była setna rocznica urodzin Leonarda Bernsteina). Przedstawienie programu przez fortepianowe trio było jednak dobrym pomysłem. Pianistyka Malinverniego jest wykwintnie rasowa, przemyślana i transparentna. Może szkoda tylko, że znakomici kompani lidera mieli tak mało partii solowych.

Najciekawiej potraktowanym utworem albumu wydaje się być słynny Somewhere, we wstępie którego pojawia się akcentacja charakterystyczna dla walca. Choć większość repertuaru posiada wyciszony i kameralny charakter, to wykonanie Some Other Time cechuje adekwatna werwa. Świetnie zintegrowany stylistycznie zbiór, w którego niuanse można się wsłuchiwać, ale też traktować je jako moderujące tło.

Cezary Gumiński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO