Papierowy JazzPRESS
Płyty Recenzja

Sarathy Korwar – More Arriving

Obrazek tytułowy

The Leaf Label, 2019

Jazz jest muzyką wolności, a jazzmani jako wolności tej piewcy nierzadko komentują (dźwiękiem, ale i słowem) zawirowania geopolitycznego ładu. More Arriving Sarathy’ego Korwara jest tego doskonałym przykładem. To protest album wymierzony w uprzedzenia, rasizm, podziały na świecie, swoisty intergatunkowy komentarz na temat globalnych przeobrażeń jakie w ostatnich latach zaszły na świecie: casus brexitu, a przede wszystkim polityki wobec uchodźców. „Przybywa ich więcej i będziesz musiał sobie z tym poradzić” – zapowiada najnowszy album perkusisty.

Sarathy serwuje nam muzykę tożsamościową, nie bawiąc się w półśrodki i narracyjną ogładę. Można rzec: wali cepem między oczy, krzyczy o tym, o czym inni boją się nawet pomyśleć. Jako Hindus urodzony w USA, dorastający w Indiach, a mieszkający w Londynie, wydaje się być do tego typu manifestu wręcz predestynowany. Staje tym samym w pierwszej linii frontu ideo-jazzowego multikulti na Wyspach Brytyjskich, obok Shabaki Hutchingsa, Yazz Ahmed czy Melt Yourself Down.

Sarathy zaangażował do nagrań MCs z Indii, którzy zrobili cholernie dobrą robotę, stając się w zasadzie postaciami pierwszoplanowymi. W efekcie materiał muzyczny jaki zwiera ten album jest istnym kotłem, w którym jazz miesza się z elektroniką, indyjskim folklorem i słownymi deklaracjami ideowymi typu: „Jestem Shiva. Jestem al Kaida. Mam przesłuchanie do roli terrorysty. Yeah, mogę to zrobić z arabskim akcentem”. Tak rapuje Zia Ahmed w utworze Bol, wymierzając tym samym ironiczną fangę w nos różnej maści nacjonalizmom. Etniczność, a szczególnie ta bliskowschodnia, przeniesiona i wpleciona w nurt jazzu jest tym, co kupuję od razu i w całości – co po prostu uwielbiam.

W warstwie muzycznej album jest esencją orientu, po którą mogę sięgać zawsze, gdy zaczynam czuć deficyt w tej materii. Wspomniany już Bol – gdzie obok deklaratywnej poetyki Ahmeda mamy prześwietną wokalizę, którą wykonuje Aditya Prakash – przenosi nas na pulsujące życiem indyjskie bazary (tak to sobie wyobrażam). Oddechem od gęstej i szalonej atmosfery jaka muzycznie panoszy się na tej płycie jest utwór City Of Words, gdzie porywającą wokalizą częstuje nas tym razem Mirande, ukazując uduchowioną stronę hinduskiej kultury.

Można by postawić pytanie na ile to jazz etniczny, a na ile muzyka etniczna z domieszką jazzu, ale po co? Sarathy jasno wyznaczył pole pytań i dotyczą one zgoła odmiennych kwestii.

Autor - Michał Dybaczewski

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO