Płyty Recenzja

Vidya – The Papillon

Obrazek tytułowy

Havtorn Records, 2022

44-letnia Vidya, a właściwie Liselotte Sundberg, wokalistka i pianistka, która urodziła się w Pune w Indiach i dorastała w Gävle w Szwecji, właśnie przypomniała o sobie drugim albumem The Papillon (jej pierwszy album Peaceplay pojawił się w 2011 roku). Płyta całkowicie obraca się wokół historii biologicznej matki Vidyi. Po 40 latach Vidya odnalazła ją w Indiach. Spędziły razem półtora roku, ale zaraz potem jej matka nagle zmarła podczas pielgrzymki do Nepalu. Podróż, poszukiwanie i tęsknota to punkty wyjścia albumu.

Utwory na The Papillon zabierają nas w podróż w trudne do sprecyzowania miejsca, bo chociaż muzyka momentami przypomina folk, to jednak trudno powiedzieć, skąd on się dokładnie bierze. Ponieważ część utworów wykonywana jest w języku szwedzkim, moja wyobraźnia powędrowała do wioski z książek Astrid Lindgren, ale gdyby nie język, poczułabym tu coś z Kanady czy Reykjaviku.

Album wzbudził we mnie mieszane uczucia. Pierwsze przesłuchanie nie było łatwe, ale niejednoznaczność muzyki motywowała do tego, aby do niej wrócić i zastanowić się nad nią. Jak wspomniałam, motywem przewodnim była tęsknota, i nostalgię da się poczuć w każdym kawałku, nawet w tych, które pretendują do bycia bardziej radosnymi. To powoduje, że podczas słuchania można popaść w melancholię. Nie mam nic przeciwko melancholijnej muzyce, ale dawkuję ją sobie z umiarem.

Poza tym jest coś w głosie Vidyi, czego nie jestem do końca pewna. Często wydaje mi się, że jej głos przesuwa się na sam skraj „czystości”. Nazwanie tego fałszem byłoby niesprawiedliwe, bo ta maniera śpiewania jest zamierzona i starannie wypracowana. Być może ma ona swoje podłoże w indyjskim pochodzeniu Vidyi i artystka inspiruje się na przykład polifonicznymi śpiewami alikwotowymi, przez co wokal jest nieco wymagający w słuchaniu. Śpiew gardłowy usłyszymy w tle piosenki Change the World. Taki rodzaj śpiewu wymaga nie tylko pracy nad głosem, ale też nad ciałem, dlatego należy przyznać dodatkowy punkt artystce, nawet jeśli rzuca wyzwanie naszym uszom.

Przy swoim nagraniu Vidya współpracowała z basistą, gitarzystą i klawiszowcem Putte Johanderem i perkusistą Jonem Fältem; do niektórych utworów zaprosiła puzonistę Markusa Ahlberga oraz skrzypaczkę i altowiolistkę Lisę Rydberg. W trakcie słuchania można odnieść wrażenie, że artystów jest jeszcze więcej, bo oprócz podstawowych instrumentów tria, wiolonczeli i puzonu, słychać sporo innych instrumentów: różnego rodzaju przeszkadzajki, flet, a nawet czelestę. Te oryginale odgłosy nadają niektórym piosenkom nieco teatralnego, lirycznego charakteru, a momenty kontrolowanego chaosu i kakofonii – trochę dramaturgii.

Z całej płyty najbardziej podobały mi się momenty, w których pole do popisu zyskiwały perkusja i bas, np. basowa końcówka piosenki Michael. Inny kawałek, dzięki któremu można docenić kunszt i wrażliwość perkusisty, to Shantas sång. Niezwykle efektowne interludium z pianinem, basem i perkusją w ósmym utworzeMy One and Only Love jest po prostu piękne. To właśnie bas i perkusja powodują, że utwory swobodnie dryfują od popu w kierunku jazzu.

Vidya niewątpliwie ma swój własny styl, ale gdybym miała ją do kogoś porównać, to byłaby to mieszanka Björk z Tori Amos. Jej kompozycje wyraźnie wyróżniają się spośród większości tego, co proponują inni wokaliści. Płyty The Papillon* trzeba posłuchać kilkakrotnie, żeby dojść do jakichś jasnych wniosków, ale warto dać jej czas.

Linda Jakubowska

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO