Schmidt
Płyty Recenzja

Weband – Cavatina Session

Obrazek tytułowy

Art Evolution Records, 2020

Piotr Wyleżoł nie jest jazzowym celebrytą czy „piano-ekstatycznym” kuglarzem, jest „solidną firmą”, która od lat konsekwentnie wypuszcza na rodzimy rynek wysokojakościowe nagrania. Tak jest i tym razem, choć, jak podkreśla sam pianista – na Cavatina Session, płycie przez niego zainicjowanej, nie odgrywa roli lidera. Jest tu równoprawnym członkiem liberalno-demokratycznego ansamblu złożonego z barwnych muzycznych osobowości, dzięki czemu żaden z głosów nie dominuje nad resztą. Takie ukierunkowane na kolektywną zabawę i wyzbyte „ego” nagrania (np. w ramach tzw. supergrup) potrafią być fonograficznymi perełkami. Cavatina Session być może nie stanowi aż takiej sensacji, ale jest zapisem owocnego muzycznego spotkania, którego celem nie było redefiniowanie jazzu, a raczej pogranie w „starym, dobrym stylu”.

Pisząc „starym”, sięgam pamięcią do nagrań choćby Jarosława Śmietany z udziałem Piotra Wyleżoła, na których to można było sobie pozwolić na umiarkowane improwizowane odloty, skłaniając się jednak bardziej ku narracjom melodyjnym, aranżacyjnie dopracowanym, wykorzystującym sprawdzone, niezawodne patenty. Na omawianej płycie klasą samą w sobie jest oldschoolowy sound Fender Rhodesa pod palcami Wyleżoła, oryginalnie brzmi gitarzysta Szymon Mika, perkusista David Hodek subtelnie wplata do tej dźwiękowej konwersacji zapożyczone z muzyki elektronicznej wzorce, a saksofonista Marcin Kaletka cierpliwie powściąga ekspresję, choć sprawia wrażenie, że byłby skłonny rozwijać tę muzykę w bardziej drapieżny sposób, gdyby mógł pozwolić sobie na dominowanie.

Gdyby pokusić się o wskazanie muzyka, który jest najbardziej wyrazisty na tym krążku, to byłby nim jednak Szymon Mika. Niby barwy tego wiosła są dziwnie znajome, ale sposób grania jest intrygująco wysmakowany. Potrafię docenić „granie ciszą” i granie w sposób sensowny – uzasadniony formalnie, ale i strawny, a nawet smaczny, dla odbiorcy. Cavatina Session to szkoła jazzowania trochę może niedzisiejsza, ale raduje się me serce, że jest w tym kraju jeszcze jazz środka, mający takich ambasadorów jak Piotr Wyleżoł i spółka.

Wojciech Sobczak-Wojeński

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO