Papierowy JazzPRESS
Recenzja

Rubin/Trzaska/Masel – Ten Chamber Kingdoms

Obrazek tytułowy

Recenzja opublikowana w JazzPRESS - październik 2014
Autor:
Rafał Zbrzeski

Mikołaj Trzaska zalicza się do grona bardzo aktywnych twórców. W ciągu roku nagrywa i wydaje przynajmniej kilka albumów w różnych konfiguracjach personalnych. Tym razem mam okazję recenzować album zarejestrowany z udziałem Trzaski w październiku ubiegłego roku w Izraelu, a wydany w tym roku przez oficynę Jazzis Records.

Ten Chamber Kingdoms to efekt współpracy naszego rodaka z izraelskimi muzykami: klarnecistą Haroldem Rubinem oraz kontrabasistą Nadavem Maselem. Z owej współpracy powstał krążek szczelnie zapełniony muzyką – całość trwa ponad siedemdziesiąt pięć minut. Siedemdziesiąt pięć minut improwizacji na dwa klarnety (od czasu do czasu saksofon altowy) i kontrabas.

Do twórczości Trzaski mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony lubię jego dziką zadziorność, jego specyficzną chropowatość, ale z drugiej męczy i drażni mnie czasem jego ograniczenie warsztatowe. To muzyk, który ma swoją niszę i, moim zdaniem, nie za bardzo potrafi z niej się wyrwać. Często mam wrażenie, że gra po prostu tak, jak mu się akurat uda, nie bardzo zwa- żając na muzyczny kontekst swojej artystycznej wypowiedzi.

W trio z Rubinem i Maselem udaje się nie najgorzej. Zawodzące, rzewne dialogi prowadzone przez dęciaki podbijane są od czasu do czasu poszarpaną grą kontrabasu. Całości słucha się dosyć przyjemnie. Odnoszę wrażenie, że ton płycie nadaje Harold Rubin, to izraelski muzyk ciągnie improwizację do przodu. Dwaj pozostali instrumentaliści dostosowują się do jego tempa i rozwoju wypadków, który to on narzuca swoją grą.

Problem z Ten Chamber Kingdoms leży chyba w naturze prezentowanej na albumie muzyki. Podejrzewam, że słuchanie występu tego tria na żywo byłoby dużym przeżyciem. Obcowanie zaś z tego rodzaju muzyką z kompaktu przez dłużej niż godzinę staje się, siłą rzeczy, nieco męczące i przeradza się w dosyć monotonne doświadczenie. Pomimo miłych memu uchu dźwięków, nie mogę oprzeć się myśli, że podobnych płyt na całym świecie ukazują się setki. Ten konkretny zaś album pozostanie w mojej kolekcji tylko ciekawostką – jako płyta nagrana w egzotycznym dla nas kraju, z udziałem polskiego muzyka.

Moim zdaniem album tria Rubin/Trzaska/Masel to przyzwoicie przeciętna płyta z muzyką improwizowaną. Płyta, której słucha się przyjemnie, ale sprawiła chyba więcej radości muzykom, niż sprawi odbiorcom. Można Ten Chamber Kingdoms posłuchać jako ciekawostki, ale w żadnym wypadku nie trzeba mieć tej płyty na półce.

Artykuł pochodzi z JazzPRESS - październik 2014, pobierz bezpłatny miesięcznik >>

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO