Papierowy JazzPRESS
Recenzja

Diomede – People From East

Obrazek tytułowy

Saksofon i fortepian. Tylko dwóch muzyków, a jakże bogata i intensywna jazzowa podróż. People From East, debiutancki album duetu Diomede, to wynik blisko dziesięcioletniej muzycznej współpracy saksofonisty Tomasza Markanicza i pianisty Grzegorza Tarwida. Warto jednak było czekać taki kawał czasu, bo płyta w pełni zadowoli nawet najbardziej krytycznego odbiorcę.

Całą przygodę zaczynamy z utworem Baikal Lake. Z rozbudowanego fortepianowego intro wyłania się prosta, lecz jakże piękna melodia. Emocjonalne brzmienie saksofonu buduje podniosłą i skromną atmosferę, nawiązującą do tej tworzonej przez kompozytora filmowego Michała Lorenca. Back Home to wielowarstwowa kompozycja, w której Grzegorz Tarwid zwiedza bardzo duży kawałek jazzowego uniwersum, od rytmicznego podkładu, przez agresywną partię solową i liryczne zakończenie.

Fantastycznie wypada Danse No. 36, pełne improwizacji zbudowanej wokół sentymentalnej i nostalgicznej melodii prowadzonej przez Markanicza. Druga część utworu pokazuje, jak różną postać może przybrać tytułowy „taniec”. Rozimprowizowane, szaleńcze partie solowe obu instrumentów w tym utworze to jeden z najjaśniejszych fragmentów całej płyty. Burchan #1 to blisko pięciominutowy saksofonowy lament na tle budującego nastrój grozy i posępności podkładu fortepianowego. Podobnie pobrzmiewa Burchan #2, który budzi do życia najdziksze upiory, niczym z obrazów Hieronima Boscha, dając chwilę refleksyjnego wytchnienia na samym końcu utworu.

People From East to delikatny i niezwykle wyważony flirt jazzu z muzyką etniczną, folkową i orientalną. Proporcje są jednak idealnie wymieszane, a głównym składnikiem pozostaje muzyka jazzowa. Zachwyca bogactwo emocji, jakie z instrumentu potrafi wydobyć Tomasz Markanicz. Co ciekawe, pomimo skomplikowanej struktury utworów i nieoczywistych rozwiązań, płyta ta w ogóle nie męczy. Jest bardzo melodyjna, choć melodie te nie mają w sobie nic z nachalności czy oczywistości. O oryginalności jej świadczy też, że nie budzi ona żadnych oczywistych skojarzeń. Jest tworem odrębnym, nie kopiującym niczego i zanurzonym tylko w muzycznej wrażliwości obu panów.

autor: Jędrzej Janicki

tekst ukazał się w JazzPRESS 02/2018

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO