Papierowy JazzPRESS
Recenzja

Johnny Griffith Quintet – The Lion, Camel & Child

Obrazek tytułowy

Z niepokojem wziąłem do ręki płytę The Lion, Camel & Child, zastanawiając się, cóż to za jazzowa propozycja inspirowana teorią niemieckiego filozofa Friedricha Nietzschego. Obawiałem się ciężkich freejazzowych struktur muzycznych, ze skomplikowaną harmonią i podziałami rytmicznymi oraz solówkami, które rozumieją tylko wykonawcy. Obawy te okazały się jednak płonne.

Nietzsche, a konkretnie jego książka Three Metamorphoses, stały się dla autora tego krążka Johnny’ego Griffitha pretekstem do stworzenia 11 bebopowych utworów. Zgodnie z wyjaśnieniami saksofonisty, „Metamorfozy dotyczą tego, co napędza każdą nową fazę rozwoju człowieka”. Stąd też wzięła się tytułowa suita ze swoją symboliką: lew jest tu cnotliwy i buntowniczy, wielbłąd – odważny i posłuszny, dziecko – radosne i beztroskie.

Materiał na krążku został podzielony na dwie części. Pierwszą jest suita The Lion, Camel & Child składająca się z czterech utworów opowiadających o każdym z elementów tego tytułu. Następuje po nich siedem luźnych kompozycji, z których każda zainspirowana została osobistymi przeżyciami kompozytora, którym jest kanadyjski saksofonista Johnny Griffith, od lat współpracujący z zespołami kanadyjskiej sceny jazzowej, mający za sobą koncerty w Stanach Zjednoczonych i Europie. Był też wielokrotnie nominowany do nagrody kanadyjskiej nagrody branży muzycznej – Juno Award.

The Lion, Camel & Child to przykład jazzowego grania z bardzo ciekawymi i stylowymi solówkami, zmianami tempa, nastroju oraz artykulacji. Mimo że jest to produkcja autorska Griffitha, na płycie dają o sobie znać towarzyszący mu muzycy. W utworach For A Derailed Painter oraz w czwartej części suity The Lion, Camel & Child swoje umiejętności pokazał trębacz Jeremy Pelt. Znakomitym wsparciem dla Griffitha jest też pianista Adrean Farrugia, w którego wykonaniu na uwagę zasługuje zwłaszcza druga część suity The Lion, Camel & Child.

Podstawą zespołu jest solidna sekcja rytmiczna – perkusista Ethan Ardelli i kontrabasista Jon Maharaj, którzy w kilku utworach popisali się też krótkimi wprawdzie, ale celnymi partiami solowymi. Pomimo nieco rozbudowanej ideologii propozycja kwintetu Johnny’ego Griffitha w swoim klimacie może być bardzo bliska fanowi dobrego jazzu, gdyż nawiązuje do wspaniałej tradycji tej muzyki, zwłaszcza z lat sześćdziesiątych. Przyjemnego słuchania.


Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 4/2019

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO