Papierowy JazzPRESS
Recenzja

Made To Break – Trebuchet

Obrazek tytułowy

Tytuł piątego (lub ósmego, jeśli liczyć wydawnictwa cyfrowe) albumu Made To Break z miejsca sugeruje, że i tym razem amerykańsko-austriacko-holenderski kwartet wytoczył ciężką artylerię. Tak jak na poprzednich płytach, jego brzmienie jest wypadkową trzech elementów: chicagowskiej szkoły nowoczesnego, zbliżonego do free, jazzu, zdecydowanej rockowej rytmiki i groove’u oraz elektronicznych brzmień, którym najbliżej do drone’owego szumu, choć można byłoby pokusić się też o odszukanie tutaj elementów noise’u.

Nie ukrywam, że kwartet to jedna z moich ulubionych, a także – moim zdaniem – jedna z najciekawszych formacji, w których udziela się Ken Vandermark, stąd też ze sporą niecierpliwością oczekiwałem ich nowego wydawnictwa. Album Trebuchet ukazał się 10 listopada ubiegłego roku – w sam raz, by dobrze się z nim zapoznać, korzystając z nieco większej ilości wolnego czasu w okresie świąteczno-noworocznym. Wielokrotnie przesłuchałem materiał od pierwszego do ostatniego dźwięku i odnoszę wrażenie, że jest to najbardziej dojrzała z dotychczasowych płyt kwartetu. Co więcej, że jest to jeden z najbardziej intrygujących albumów z udziałem Kena Vandermarka nagranych w ciągu ostatnich kilku lat.

Płyta zawiera zaledwie trzy utwory, zatytułowane odpowiednio: Hydroplane, Contact Sheet i Slipping Words Against Silence. Jak często bywa w przypadku albumów nagrywanych przez zespoły Vandermarka, poszczególne fragmenty dedykowane są różnym osobom, które w rozmaity sposób powiązane są ze sztuką albo nawet – szerzej – z humanistyką. Tym razem improwizacje zostały poświęcone wyłącznie Amerykanom – noise-rockowemu zespołowi Shellac, pisarce i eseistce Susan Sontag oraz malarzowi i rzeźbiarzowi Kerry’emu Jamesowi Marshallowi. Zapewne dedykacje te bardziej powodowane są chęcią ukłonu dla postaci szczególnych dla samego Vandermarka, niż ich rzeczywistym związkiem z konkretnymi utworami, jednak śledząc je na przestrzeni lat, można zauważyć ogromną różnorodność i bogactwo zainteresowań saksofonisty.

Jeśli idzie o samą muzykę zawartą na Trebuchet, to zespół z dużym wdziękiem porusza się w wypracowanej stylistyce. Pierwszym elementem, który przykuwa uwagę, jest gra sekcji rytmicznej. Wyraźnie osadzona w muzyce rockowej, z zaznaczeniem, że raczej w tej jej odmianach, które ponad wirtuozerię i popisy techniczne stawiają energię i bezpośredniość. Tim Daisy i Jasper Stadhouders potrafią nadać utworom odpowiedniego groove’u i sprężystości brzmienia, unikając banalnych rozwiązań. Oczywiście nie pozostają przez cały czas w obrębie idiomu rockowego, dzieląc się również grą bliższą improwizacji.

Ken Vandermark improwizuje z równie wielką ochotą, ale zazwyczaj trzyma się ram kreślonych przez pozostałych członków zespołu. Oczywiście te zarysy nie są zbyt ostre i niejednokrotnie zwarte, mocne, oparte na motorycznych riffach sekcji fragmenty rozpadają się w amorficzne dźwiękowe plamy lub na odwrót – z chaotycznej improwizacji i elektronicznego szumu wyłania się wyraźny, podkręcający temperaturę temat.

I w tym momencie czytelnik mógłby zapytać: „No dobrze, ale zespołów łączących brudne, energetyczne rockowe granie z improwizacją jest całkiem sporo, cóż jest zatem wyjątkowego w tym Made To Break?”. Już spieszę z odpowiedzią! Otóż element, który stanowi o wyjątkowości tej grupy, to tak często lekceważona przez fanów jazzu elektronika. Christof Kurzmann posiada dar takiego dobierania brzmień, że dźwięki przez niego generowane nadają muzyce (w gruncie rzeczy opartej na prostym pomyśle) dodatkowego wymiaru. Tworzone przez niego plany złożone ze szmerów i hałasów często są irytujące niczym piasek pod powieką albo kamyk w bucie – i spełniają podobną rolę. Wybijają słuchacza z równowagi, może nieco dezorientują, ale zmuszają do aktywnego odbioru, ciągłego „dostrajania się”, jak przy słuchaniu radia, które odbiera program z zakłóceniami. Z tych elementów panowie z Made To Break poskładali swój najnowszy album, a zrobili to w taki sposób, że naprawę niełatwo jest się od niego oderwać.

autor: Rafał Zbrzeski

Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 02/2018

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO