Papierowy JazzPRESS
Recenzja

Phronesis – We Are All

Obrazek tytułowy

We Are All tria Phronesis to płyta z przesłaniem. Mottem albumu jest cytat z amerykańskiego pisarza i jednego z pierwszych obrońców natury Johna Muiro (1838-1914), zwracający uwagę na to, że wybory ludzkiej jednostki nigdy nie są podejmowane w oderwaniu do całej reszty wszechświata. Zdjęcia na okładce i wewnątrz wydawnictwa są dopełnieniem tego przesłania. Nagrania zarejestrowano w kwietniu tego roku w Kopenhadze, a na europejskim rynku okazały się pod koniec września.

We Are All to ósma płyta tria Phronesis. Pierwsze jej przesłuchanie nie było najłatwiejsze. Ta muzyka nie daje się polubić zbyt szybko, a jednak mój zachwyt dla jej twórców nie słabnie. Tej muzyki nie można przestać słuchać. Niewiele ponad czterdzieści minut, tylko sześć utworów, ale za to jakich!

Otwierający One for Us zaczyna się przepiękną linią melodyczną kontrabasu, na którym gra Jasper Høiby. Po chwili następuje eksplozja dźwięków całego tria. Momentami może się wydawać, ze brak w tym sensu, ale w tym całym szaleństwie masy nut, rytmu jest przepiękna harmonia. I porządek, który daje słuchaczowi poczucie kontroli nad tym, czego słucha. Chociażby na chwilę.

Następny – Matrix for D.A. to utwór, z którym nadal mam problem. Zostawiam wiec słuchaczom konkluzje i oceny. The Edge jest z kolei popisem przede wszystkim basisty. Sposób grania Høiby’ego jest absolutnie wyjątkowy, chociaż trudno mi, jako laikowi, opisać, na czym ta wyjątkowość polega. Po prostu dotyka najbardziej ukrytych strun mojej muzycznej wrażliwości. Ten utwór to idealny mix wszystkich nastrojów. Zmiennych jak pory roku w mojej ukochanej Szkocji, gdzie w ciągu godziny można poczuć wiosnę, lato, jesień i zimę. The Edge ma dla mnie ten sam efekt. Jest tutaj absolutnie wszystko. Od delikatnej nostalgii po radosny optymizm, poprzez wątpliwości i niepewność.

Emerald Horseshoe to utwór, w którym można się zagubić. Ale przepięknie. Kompozytorem jest Ivo Neame, pianista Phronesis, i to właśnie jego instrument jest tutaj wiodący. Kompozytorem następnego Breathless jest Jasper Høiby. Ten utwór jest dokładnie taki, jak jego tytuł. Być może ze względu na ten tytuł właśnie skojarzył mi się z Where Breathing Starts Torda Gustavsena. Obie kompozycje są niby zupełnie inne, ale mnie wydały się dziwnie podobne. Oba utwory sprawiają, że momentami brakuje tchu.

The Tree Did Not Die – dla mnie absolutny hit tego krążka. Melodia wzbudzająca w słuchaczu ekscytujący niepokój, zaskakująca przejściami z grania akustycznego na elementy elektroniki. Główną rolę gra tutaj jednak rytm. Może dlatego, że utwór skomponował perkusista Anton Eger. Momentami kontrabas i perkusja brzmią razem, jakby przekazywały sekretne wiadomości alfabetem Morse'a, a potem klawisze przejmują to dziwne staccato, aby zakończyć znowu akustycznie pięknym legato. Ten utwór powinien zostać wykorzystany jako promo płyty. Jest nieprawdopodobny.

Phronesis nie podaje łatwych rozwiązań. Jak często mawiał znany prezenter radiowy o różnych muzykach: „jeńców nie biorą”. Jeśli jednak pozwolimy sobie zatracić się w tej muzyce, można już tak zostać na bardzo długo. Z własnej i nieprzymuszonej woli oczywiście.

autor: Małgorzata Smółka

Tekst ukazał w magazynie JazzPRESS 11/2018

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO