Schmidt sier-wrz
Słowo Wspomnienia

Henry Grimes (1935–2020)

Obrazek tytułowy

Fot. Nick Ruechel

Jego biografia, a właściwie zwroty akcji, do ktorych w niej dochodziło, są bezprecedensowe, nawet jak na świat jazzu, pełen przecież barwnych postaci i ich nieprawdopodobnych życiorysow. To historia ciekawego, kreatywnego i coraz bardziej docenianego kontrabasisty, wydawałoby się – konsekwentnie podążającego wybraną drogą, ktory niespodziewanie znika na trzy i poł dekady. Nie mniej zaskakujące jest jego poźniejsze odnalezienie i szybki powrot do formy sprzed lat.

Urodzony w 1935 roku w Filadelfii Henry Grimes od najmłodszych lat wykazywał duże zdolności muzyczne. Grał na rożnych instrumentach, ostatecznie stawiając na kontrabas, choć pozostał mu duży sentyment do skrzypiec, po ktore zaczął sięgać na scenie dopiero po 70. roku życia. Rodzice, ktorzy sami byli muzykami, zadbali o jego solidne wykształcenie muzyczne – najpierw uczęszczał do Jules Mastbaum Area Vocational High School w Filadelfii (gdzie kształcił się też między innymi Lee Morgan), a następnie do słynnej nowojorskiej artystycznej uczelni Juilliard School.

Już w młodych latach zaczął odgrywać ważną rolę na jazzowej scenie Nowego Jorku. Mając niewiele ponad dwadzieścia lat, nagrywał z Sonnym Rollinsem (Sonny Rollins and the Big Brass), Lee Konitzem (Tranquility) i Gerfotrym Mulliganem (The Gerry Mulligan Songbook). O tym, jak był doceniany, a nawet rozchwytywany, może świadczyć to, że podczas słynnego festiwalu w Newport, w 1958 roku, wystąpił w aż sześciu rożnych zespołach, i nie byle kogo, bo Benny’ego Goodmana, Lee Konitza, Theloniousa Monka, Gerry’ego Mulligana, Sonny’ego Rollinsa i Tony’ego Scotta. Nieprzypadkowo na początku lat sześćdziesiątych został wybrany przez takiego kontrabasowego mistrza jak Charles Mingus, aby uzupełnić jego skład jako drugi basista.

W nie mniej udanych i pracowitych latach sześćdziesiątych Henry Grimes stał się jednym z czołowych muzykow rosnącego w siłę nurtu free, wspołpracując z jego czołowymi przedstawicielami – Albertem Aylerem, Cecilem Taylorem, Stevem Lacym, Andrew Cyrillem, Archie Sheppem, Pharoah Sandersem i Donem Cherrym. Zagrał na historycznych albumach, między innymi na Spirits i Spirits Rejoice Alberta Aylera, Unit Structures i Conquistador Cecila Taylora oraz Complete Communion i Where Is Brooklyn? Dona Cherry’ego. W 1966 roku ukazała się pierwsza autorska płyta Grimesa The Call, z jego kompozycjami, nagrana w triu z Perrym Robinsonem na klarnecie i Tomem Price’em na perkusji. Po tak ciekawej propozycji można było tylko oczekiwać kolejnych rownie udanych i dalszego rozwoju Grimesa jako lidera czy solisty. Tak się jednak nie stało, gdyż w życiu muzyka doszło do katastrofy.

Nie najlepszym pomysłem okazał się wyjazd w 1968 roku do Kalifornii, gdzie nie udało mu się na dłużej zdobyć angażu. Do tego pogrążyło go uszkodzenie kontrabasu – Grimesa nie było stać na opłacenie naprawy ani tym bardziej na zakup nowego instrumentu. Z czasem pogrążał się w coraz większym ubostwie, aż stał się na pewien czas bezdomny. Pracował fizycznie na budowach i przy sprzątaniu.Świat muzyczny o nim zupełnie zapomniał, mowiło się, że zaginął lub zmarł w nieznanym miejscu. Po latach okazało się, że choć porzucił wowczas muzykę i zerwał ze swoim dotychczasowym środowiskiem, nie rozstał się z działalnością artystyczną – pisał poezje i prozę, ktore zostały po latach wydane.

Na początku lat dwutysięcznych zapomnianego, żyjącego w trudnych warunkach kontrabasistę rozpoznał w Los Angeles pracownik socjalny i fan jazzu Marshall Marrotte. Przekonał go do powrotu do muzyki. William Parker podarował mu jeden ze swoich kontrabasow i dzięki otrzymanemu wsparciu możliwy stał się powrot do Nowego Jorku i zajęcie się na poważnie graniem. Okazało się szybko, że Grimes nadal może to robić na wysokim poziomie, dotrzymując kroku czołowce sceny free, w tym rownież muzykom młodych pokoleń.Realny okazał się powrot do wspołpracy ze znajomymi sprzed lat – Andrew Cyrillem i Cecilem Taylorem. Doszło do ciekawych nagrań z Rashiedem Alim i w basowym kwartecie Williama Parkera. Grimesowi udało się nagrać kolejne autorskie płyty w rożnych składach, aleteż na kontrabas solo (Henry Grimes Solo i częściowo The Tone of Wonder).

Szczegolną rolę w życiu i działalności muzycznej Grimesa odgrywał ostatnio Marc Ribot. Kontrabasista trafił do zespołu Ribota, ktory zarejestrował w 2004 roku album Spiritual Unity, z repertuarem Alberta Aylera, a następnie stał się podporą jego akustycznego tria. Z nim w ostatniej dekadzie zagrał wiele koncertow, rownież w Polsce, i opublikował w 2014 roku ważny album Live At The Village Vanguard. „Gdy z nim gram, czuję się jak człowiek, ktory przez całe życie miał do czynienia tylko z syntetycznym tkaninami, zapoznający się po raz pierwszy z ręcznie robionym wełnianym swetrem.

Ze wszystkimi jego osobliwościami i niedoskonałościami czyniącymi go niejednolitym, ale nieskończenie cieplejszym” – napisał w artykule dla Allaboutjazz Marc Ribot. Trzeci z tria – Chad Taylor – ujął to krotko: „Henry jednocześnie gra w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości”. Henry Grimes wycofał się z życia muzycznego przed dwoma laty w wyniku postępującej choroby Parkinsona. Zmarł 15 kwietnia w wieku 84 lat z powodu COVID-19.

Auotr Piotr Wickowski

Tagi w artykule:

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO