Słowo Wspomnienia

Jack DeJohnette (1942-2025): Wirtuozeria i wszechstronność

Obrazek tytułowy

fot. Jarek Wierzbicki

Odszedł Jack DeJohnette – jeden z najwybitniejszych perkusistów w historii muzyki jazzowej. Był bodaj ostatnim z pokolenia wielkich mistrzów perkusji, którzy zaczynali karierę w latach 60. i wywarli ogromny wpływ na muzyków jazzowych ostatnich sześciu dekad. W tym panteonie legend DeJohnette znajduje się obok Elvina Jonesa, Tony’ego Williamsa i Ala Fostera.

Jack DeJohnette urodził się w roku 1942 w Chicago, rychło rozpoczął naukę gry na fortepianie – instrumencie, który biegle opanował i do którego wracał na przestrzeni całej kariery. W wieku trzynastu lat przesiadł się jednak do zestawu perkusyjnego, a następniezaczął nabieraćdoświadczenia, grając z lokalnymi zespołami jazzowymi i R&B. Bardzo szybko został doceniony w środowisku, występował krótko z Sun Ra Arkestra, Roscoe Mitchellem, a nawet Johnem Coltranem. To spowodowało, że został w połowie lat 60. dostrzeżony przez Charlesa Lloyda, w którego kwartecie,razem z Keithem Jarrettem i Cecilem McBee, zwiedzili pół świata, rozszerzając granice muzyki jazzowej o wpływy folku i psychodelicznego rocka. Grywaliw tym składzie dla bardzo różnej publiczności: od amerykańskich hipisów po obywateli Związku Sowieckiego, do którego zawitali jako jedni z pierwszychreprezentantów amerykańskiego przemysłu muzycznego.

DeJohnette stał się tym okresie cenionym perkusistą oraz kompozytorem sesyjnym– jest autorem utworu Climax, który nagrał razem z Jackiem McLeanem w roku 1965, podczasswej debiutanckiej sesji dla wytwórni Blue Note. W tym też okresie zaczął znacznie rozszerzać swoje CV o występy i nagrania m.in. z zespołami Chicka Corei czy Stana Getza, a jego kilkumiesięczny staż w triu Billa Evansa uwieńczony został nagrodą Grammy dla najlepszego jazzowego albumu instrumentalnego za Bill Evans at the Montreux Jazz Festival.

Z jednej strony niesamowita wirtuozeria, a z drugiej niebagatelna wszechstronność DeJohnette’a sprawiły, że potrafił się on odnaleźć w bardzo różnych projektach: od straight-aheadu przez awangardę i postbop aż po fusion. Prekursorsko zapisał się w historii jazz-rocka wnagraniach studyjnych z Joe Hendersonem i Herbiem Hancockiem, a w szczególności gdy został perkusistą elektrycznego zespołu Milesa Davisa, z którym nagrał epokowe płyty Bitches Brew i On the Corner. Miles wielokrotnie podkreślał, że groove, który osiągał dzięki DeJohnette’owi był kluczowy dla osiągnięcia celów, które wizualizował w swej głowie. W swojej autobiografii powiedział: „Jack DeJohnette dał mi ten głęboki groove, do którego po prostu uwielbiałem grać” (tłum. własne).

W zespole Davisa ponownie spotkał się też z Keithem Jarrettem. Razem stali się jednymi z głównych artystów monachijskiej wytwórni ECM, nagrywając w duecie flirtujący z elektrycznymi brzmieniami album Ruta and Daitya. Los miał ich jednak na stałe połączyć pod auspicjami ECM w zupełnie innym repertuarze dekadę później.

Pod koniec lat 60. DeJohnette zadebiutował jako lider. Albumy The DeJohnette Complex (1969) oraz Have You Heard? (1970) nagrane dla wytwórni Milestone ukazały go nie tylko jako świetnego perkusistę, bandlidera i kompozytora, ale też pianistę, a nawet wokalistę.Przez lata firmował rozmaite projekty studyjne i koncertowe z tak znakomitymi muzykamijakBennie Maupin, Gary Peacock, John Abercrombie, David Murray, Eddie Gómez, Lester Bowie i wielu innych, w tym w ramach grup Jack DeJohnette’s Directions oraz Special Edition, którym przewodził.

Największą chyba sławę i uznanie krytyków zyskał jako członek Standards Trio, które przez trzy dekady współtworzył z pianistą Keithem Jarrettem oraz kontrabasistą Garym Peacockiem. Grupa, przez wielu uznawana za niedościgniony wzór akustycznego jazzu, powstała w kontrze do modnego wówczas fusion, ale także neokonserwatyzmu spod znaku Wyntona Marsalisa. Planowane początkowo jako jednorazowy studyjny projekt Standards Trio z czasem urosło do rangi instytucji, wydając regularnie płyty, głównie koncertowe. Nie tylko dekonstruowałoswoją grą klasyczny amerykański materiał, ale poruszało się również po rejonach muzyki awangardowej, w pełni improwizowanej (albumy Changes, Inside Out, Always Let Me Go).

W Polsce DeJohnette gościł wielokrotnie – po raz pierwszy jeszcze z zespołem Charlesa Lloyda w 1967 na Jazz Jamboree i ponownie na tym samym festiwalu jako członek Standards Trio w roku 1985. W ostatnich latach mogliśmy go słuchać w roku 2016 rokuna gdańskim Jazz Jantarze, który odwiedził, prezentując projekt In Movement razem z Ravim Coltrane’em i Matthew Garrisonem oraz podczas Warsaw Jazz Summer Days, kiedy występował w ramach grupy Hudson w roku 2018. Przez Polaków zostanie też zapamiętany jako perkusista, który wystąpił na płycie Passion polskiego nestora jazzowych skrzypiec Zbigniewa Seiferta.

Z drugą żoną Lydią Jack DeJohnette przeżył szczęśliwe 57 lat małżeństwa, mieli razem dwie córki. Imieniem żony nazwał jedną z kompozycji z albumu Time & Space nagranego z Dave’em Hollandem.

Piotr Zdunek

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO