Schmidt sier-wrz
Słowo Wspomnienia

Lee Konitz (1927-2020)

Obrazek tytułowy

Photo: Frank Eppler

Lee Konitz – saksofonista altowy, ktory przyzwyczaił jazzfanow do swojej stałej obecności na estradach koncertowych i w studiach nagraniowych od końca lat czterdziestych do czasow wspołczesnych. Uczestniczył w powstawaniu, odgrywając też doniosłą rolę w poźniejszym ich rozwoju, dwoch istotnych i, wydawałoby się, przeciwstawnych kierunkow jazzu nowoczesnego – free i cool. Jego ostatni autorski album Old Songs New został wydany 22 listopada ubiegłego roku, kiedy to saksofonista liczył sobie 92 lata. Lee Konitz zmarł 15 kwietnia w Nowym Jorku, wskutek zapalenia płuc wywołanego przez koronawirus SARS-CoV-2.

Należał do ścisłego grona najlepszych saksofonistow altowych, ktorych lista – za sprawą znacznie bardziej wymagającego instrumentu – jest o wiele krotsza niż w przypadku muzykow grających na saksofonie tenorowym. Z perspektywy historii Lee Konitza możemy wymienić jednym tchem obok Charliego Parkera, Cannonballa Adderleya, Zbigniewa Namysłowskiego, Paula Desmonda, Ornette’a Colemana czy Anthony’ego Braxtona.

Lee Konitz urodził się 13 października 1927 roku w Chicago. Pierwsze nagrania z jego udziałem pochodzą z 1947 roku. Już wtedy wypracował swoj indywidualny styl, ktory w odrożnieniu od wszystkich pozostałych alcistow tamtej doby nie był naśladownictwem Charliego Parkera. Pod koniec lat czterdziestych grał w zespole Lenniego Tristano, biorąc udział w nagraniach, ktore uważane są za pierwsze w historii jazzu zarejestrowane free improwizacje (przede wszystkim w utworach Intuition i Digression). W 1948 roku Miles Davis zaprosił go do swojego słynnego nonetu. Trzy sesje nagraniowe grupy dla firmy Capitol, z 1949 i 1950 roku, zostały poźniej wydane jako Birth Of The Cool. Składy, ktore brały w nich udział, zmieniały się, ale na żadnej z nich nie zabrakło Lee Konitza. W zespole wspierającym Milesa Davisa zagrał jeszcze raz, w 1957 roku, podczas nagrywania płyty Miles Ahead.

Przez ponad 70 lat swojej muzycznej aktywności Konitz grał z największymi osobowościami jazzu, rożniącymi się swoimi stylistykami tak bardzo jak Stan Kenton, Jimmy Giuffre, Ornette Coleman, Charles Mingus, Gerry Mulligan, Dave Brubeck, Brad Mehldau, Charlie Haden czy Paul Motian. Rozwijał rownolegle z powodzeniem działalność pod własnym nazwiskiem. Jego skandynawskie tournee z 1951 roku przyczyniło się w znacznym stopniu do ukształtowania utrzymującego się do dzisiaj tak zwanego stylu skandynawskiego.

Dyskografia Konitza obejmuje ponad sto płyt. Na szczegolne wyrożnienie zasługują takie jak Motion z 1961 roku, z Elvinem Jonesem na bębnach i Sonnym Dallasem na basie, stanowiąca opierający się luźno na znanych standardach, nieprzerwany tok żywiołowej (aczkolwiek charakterystycznie dla Konitza stonowanej) improwizacji. W 1968 roku ukazał się album The Lee Konitz Duets, zawierający nagrania duetow Lee Konitza w niezwykle rożnorodnych stylach (od dixielandu po free) i niekiedy w unikalnych w tamtym czasie zestawieniach: z puzonem zastawkowym, z saksofonem barytonowym, ze skrzypcami. W jednym nagraniu wyjątkowo Lee Konitz zagrał na saksofonie tenorowym, w duecie z innym „zawodowym” tenorzystą Richiem Kamucą. W 2000 roku ukazało się śmiałe i udane nagranie Konitza z towarzyszeniem kwartetu smyczkowego, z interpretacjami francuskiej muzyki klasycznej z przełomu XIX i XX wieku: French Impressionist Music from the Turn of the Twentieth Century.

Jeszcze do niedawna mieliśmy świadomość, że wciąż na świecie żyje i tworzy muzyk, ktorego początki sięgają czasow narodzin jazzu nowoczesnego. Chociażby hipotetycznie mogliśmy porozmawiać z kimś, kto pamiętał Charliego Parkera, miał udział w narodzinach takich nurtow jak cool czy free. Aby ujrzeć to we właściwej perspektywie czasowej – początki jazzu są dla nas tak samo odległe (lub bliskie), jak dla zaczynającego swoją karierę Lee Konitza szczytowe lata tworczości Johannesa Brahmsa, Gustava Mahlera czy Richarda Wagnera. Takiego znaczenia w kulturze zaczyna nabierać historia muzyki jazzowej, ktorej Lee Konitz był istotną częścią. Może to w przybliżeniu dać pojęcie o tym, jaką świat jazzu poniosł stratę. ›

Autor Cezary Ścibiorski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO