Gabriela Kurylewicz, Przyjaciele, olej nadesce, 2026, Firma Portretowa Gabrieli Kurylewicz, fot. Piwnica Artystyczna Kurylewiczów
Nie sposób nie zauważyć, że mimo politycznego przezwyciężenia komunizmu w Polsce i zmiany ustroju na kapitalistyczny, tkwimy wciąż w niewoli informacyjnej i cierpimy na deficyt przekazu i dostępności prawdy. Nie jest to przypadek, lecz stan rzeczy, który został mniej lub bardziej precyzyjnie zaplanowany. Bynajmniej nie przez Boską opatrzność, lecz przez grupy interesów na świecie, całym świecie, również w Polsce. Nie są to interesy zwierząt czy roślin, czy aniołów, ani tym bardziej nie Boga, lecz interesy ludzi bez ludzkich twarzy, interesy prawdziwie nieludzkie.
Prowadzonym przez ludzi interesom nieludzkim służą korporacje technologiczne, a zwłaszcza informatyczne. Jesteśmy niewolnikami korporacji, które dostarczają nam usług technologicznych. Nie potrzebujemy wszystkich tych usług, ale płacimy za ich udostępnianie nam. Musimy. Jesteśmy związani umowami, które wcale nie są umowne, lecz konieczne. Nie jest to konieczność rozumu ani konieczność serca, lecz konieczność interesu konstruowanego według zasady największego zysku kosztem najłatwiejszym. Korporacjoniści wmawiają nam, że muszą wspierać masową tandetę dla głodnych tandety mas, ponieważ świat nasz stał się przeludniony, a w świecie przeludnionym i umasowionym nieodwołalnietylko korporacje mogą przetrwać i my także mamy szansę przetrwania wyłącznie dzięki korporacjom.
Korporacje wmawiają nam, że tylko duże podmioty gospodarcze mogą prowadzić skuteczną walkę o rynek światowy, a przecież wyłącznie światowy, globalny rynek się liczy. Korporacjoniści zatrudniają sofistów i propagandystów już co najmniej od końca XX wieku.Zatrudnieni przez korporacje ludzie myślący przewrotnie w sposób celowy i zorganizowany deprawują ludzkie umysły i dewaluują życie myśli. Korporacje kontrolują przemysł światowy informatyczny, medialny, energetyczny i ostatnio również – wskutek toczących się rozległych wojen w Europie wschodniej i na Bliskim Wschodzie – przemysł zbrojeniowy.
Mimo wielu symulowanych cech mylących, współczesny korporacjonizm i służący mu populizm, zmutowany i agresywny, nie jest racjonalizmem i nie jest logiczną konsekwencją racjonalizmu oświeceniowego, ani tym bardziej racjonalizmu filozofii metafizycznej. Filozofowie klasyczni –Platon, Arystoteles, Plotyn, Boecjusz, Tomasz z Akwinu czy Giovanni Pico della Mirandola, a także filozofowie nowożytni, Kartezjusz, Leibniz, Kant czy Søren Kierkegaard lub Fryderyk Nietzsche, i również współcześni, a wśród nich także polscy XIX- i XX-wieczni filozofowie – Cyprian Kamil Norwid, Stefan Swieżawski, Józef Tischner (przepraszam, że nie wymieniam wszystkich) – nigdy i z zasady nie służyli bezpośrednio żadnej deprawacji myśli, żadnej bezmyślności okrutnej i niszczącej. Przed tandetą i złem chroniła ich kultura samej filozofii, więc wskutek działania istotnych praw rozumu filozofowie nie mogli i nie chcieli przeciw rozumowi i kulturze rozumu występować. Za zbrodnie totalitaryzmów XX i XXI wieku nie ponosi winy żadna filozofia, lecz wyłącznie jej brak.
Modny współcześnie korporacjonizm jest antyfilozoficzny i antymetafizyczny, jest irracjonalizmem. Irracjonalizm korporacyjny nie jest chaotyczny, jest starannie zorganizowany i nawet wielu może się wydać bardzo podobny do racjonalizmu. Pozbawiony racjonalizmu irracjonalizm prowadzi do głębokiej degradacji kultury i natury. Irracjonalizm i służąca mu narracja (czytaj: propaganda) ideologiczna, ideologizm – nie mając nic rzeczywiście wspólnego z ideami filozoficznymi, prawdziwą sztuką i religią – są niszczące, toksyczne i prowadzą do piekła na Ziemi i w Kosmosie. Irracjonalizm uniemożliwia rozmowę, rozumienie i porozumienie w sprawach najważniejszych filozofii, sztuki, religii, jednostkowego i wspólnotowego życia. Ma gębę chamską mniej lub bardziej i ma komputer i internet i nadmiar agresywnych aplikacji. Ma pieniądze ogromne i ma gigantyczną siłę. Nie ma rozumu, ale to mu nie przeszkadza, bo nie ma wstydu. Nie ma narodowych ani regionalnych barw i dźwięków tożsamości i, czy jest chiński, czy rosyjski, czy amerykański, jest wszędzie podobny. Nie ma etyki. Jest całkowicie pozbawiony skrupułów. Uprawia zdeprawowaną i nieetyczną politykę pozorów celowo możliwie najbardziej odległą od prawdy.
Chciałabym się mylić. Mam jednak wrażenie, że irracjonalizm wziął górę w naszym i tak już wyniszczonym i zmęczonym świecie ziemskim. Czy jest droga odwrotu albo przynajmniej możliwość ucieczki? Pewno tak, chociaż za cenę zejścia na margines. Jest to margines ludzi niebogatych, a na wskroś kontemplacyjnych, twórczych, myślowo niezależnych, ludzi kultywujących sprawności duchowe odwagi, sprawiedliwości, rozwagi i umiaru. Jest to margines ludzi wolnych i odpowiedzialnych. W obszarze tego marginesu jest, jak mi się wydaje, wystarczająco dużo miejsca dla każdej szlachetnej filozofii, sztuki, muzyki, religii wolnej od bałwochwalstwa i nienawiści. Margines ten jest w pewnym sympatycznym sensie królewski i liberalny. W tym marginesie jest także miejsce dla racjonalizmu indywidualistycznego, o którym rozmyślam ostatnio i być może w nim znajduję lekarstwo na brak kultury i twórczości prawdziwej i jednostkowej w nurcie głównym współczesnej sztuki.
Racjonalizm indywidualistyczny nie oznacza izolacji. Kultura filozoficzna jest kulturą otwartości, rozmowy i poszukiwania wzorów, wzorów możliwie najodpowiedniejszych. Fascynacja i wierność wobec wzorów, zainteresowanie, a nawet miłość idei lub, bardziej umiarkowanie, przyjaźń idei jest drogą rozwoju filozofii, poezji, muzyki i wszelkich autentycznych dziedzin sztuki. Myśl dzieje się jednostkowo i w dialogu z drugim kimś myślącym i trzecim, czwartym, jednak zawsze w liczbie policzalnej, w zbiorze jednostek nieprzeładowanym liczebnie. W warunkach kameralnych, w miejscu zagospodarowanym poetycko, wśród ludzi życzliwych sobie, wśród zwierząt łagodnych i w cieniu starych drzew w słońcu. Przyjaźń to nie jest rurociąg, a prawda to nie jest pozór. I żadne jęzory pozorów nie zdołają tego zmienić. Zawsze atakuje jakaś propaganda i zawsze trzeba z propagandą walczyć, odnosząc się do wzorów i ich głosu słuchając z ciszy własnego samodzielnego myślenia.
Na koniec chciałabym zauważyć, że jestem córką wybitnych twórców jazzu w Polsce i Europie – Wandy Warskiej i Andrzeja Kurylewicza. W 1954 roku w Krakowie, gdy spotkali się pierwszy raz, jazz był dla nich wyborem wolności. Jazzu uczyli się z ówczesnych amerykańskich audycji radiowych i z płyt, które mimo że były zakazane wówczas, istniały w drugim obiegu, bardzo kameralnym i ściśle przyjacielskim i prywatnym – w Poznaniu, Gliwicach (już nie Lwowie), Krakowie i później w Warszawie. Rodzice moi w swoim czasie koncertowali i nagrywali w najlepszych salach koncertowych Polski, Niemiec Zachodnich, Danii, Finlandii, Francji itd., jednak wszystko, albo ogromnie wiele,działo się wskutek tego, że wychowani zostali w kulturze słuchania wzorów. Różnych świetnych wzorów. Gdybym jednak miała wskazać dwa najistotniejsze, to zgadnijcie. – Mama przez całe życie słuchała i uczyła się,będąc w metafizycznej przyjaźni z postacią, słowami i głosem Billie Holiday, Tata natomiast przez cały swój wielki okres jazzowy, a więc do 1971 roku, słuchał i inspirował się wzorem o nazwie Miles Davis. Tak było. A kto ma rozum, ten zrozumie. Ja tymczasem chciałabym uciec, choćby na chwilę.
Gabriela Kurylewicz
ACH, UCIEC!
Ach, uciec do lepszych światów,
do drzew, strumieni i kwiatów,
do morza zielonego,
do ukochanych psów
i wreszcie – odwiedzić Lwów,
ten śliczny, przed drugo-wojenny,
jasny, antyczny, pojemny!
Pójść ścieżką do bukowego lasu,
do zbiorów lepszego czasu.
Pojechać konikiem z dzwoneczkami
lub rowerem zaułkami w górę
do przyjaznych konstelacji myśli,
uczuć, pragnień, mniemań,
idej, wspomnień i olśnień
lirycznych i niepraktycznych,
a tak pełnych racji – wzorów.
Ach, i nie stracić kolacji w domu
w Warszawie, przy oliwkowym stole
serdecznym, nie dla pozorów.
15 IV 2026
Wiersz z tomu Gabrieli Kurylewicz, Drzewa mówią. Copyright Gabriela Kurylewicz & Fundacja Forma.