Słowo

Miles100nes / Strefa free impro: Bitches Brew – muzyka, która powstaje w czasie

Obrazek tytułowy

Pod koniec lat 60. jazz przestawał być językiem zamkniętym, rock zdobywał coraz większą publiczność, a instrumenty elektryczne zaczynały definiować brzmienie muzyki. W tym momencie Miles Davis zebrał grupę muzyków i nagrał materiał, który w 1970 roku ukazał się na płycie Bitches Brew. Z dzisiejszej perspektywy łatwo powiedzieć, że to płyta przełomowa. Ale kiedy jej słucham, to nie historia jest dla mnie najważniejsza. Bardziej interesuje mnie to, jak muzycy wchodzą ze sobą w relacje i dlaczego efekt tego działania jest tak intensywny.

Pierwsze wrażenie jest takie, że nie mamy tu do czynienia z formą zorganizowaną w tradycyjny sposób. Trudno wskazać wyraźne granice fraz, a relacja solista –akompaniament ulega rozmyciu. Zamiast tego pojawia się sytuacja, którą wielokrotnie opisywałem w poprzednich artykułach – muzyka rozwija się etapami, wynikając bezpośrednio z tego, co zostało zagrane chwilę wcześniej.

Ta muzyka nie jest zbudowana wokół jednego centrum. Rozprasza się na wiele równoległych działań. Dwie sekcje rytmiczne funkcjonują jednocześnie, instrumenty klawiszowe nie pełnią funkcji towarzyszącej, lecz współtworzą napięcie, a trąbka Davisa nie dominuje – pojawia się i znika, pozostając jednym z elementów całości. Jak podobno powiedział sam Miles Davis: „Nie graj tego, co jest – graj to, czego nie ma”. To zdanie dobrze oddaje logikę tej muzyki. Nie chodzi o realizację zaplanowanej struktury, ale o ciągłe dopełnianie przestrzeni.

Nic nie zmierza tu w oczywisty sposób do kulminacji. Muzyka raczej narasta, zagęszcza się, a potem rozluźnia. Czasami krąży wokół pewnego stanu, zamiast go rozwiązywać. Tworzą się pola napięć, które przesuwają się i przekształcają. Mimo gęstości faktury jest tu dużo przestrzeni – momentów, które pozwalają wybrzmieć relacjom między dźwiękami.Wielu krytyków zwracało uwagę, że Bitches Brew zmienia sposób organizacji czasu w jazzie – z linearnie prowadzonej narracji na formę bardziej otwartą, procesualną. To muzyka, która nie tyle opowiada historię, co tworzy środowisko dźwiękowe.

Słuchając tej płyty, utwierdzam się w przekonaniu, że to, co nazywamy intuicją, nie ma nic wspólnego z przypadkiem. Każdy z muzyków wnosi ogromne doświadczenie. Ich języki są różne – jazzowe, rockowe, funkowe, eksperymentalne – i właśnie to napięcie między nimi buduje sens.Jak wspominał uczestniczący w nagraniach album Herbie Hancock: „Nie wiedzieliśmy dokładnie, co się wydarzy, ale wiedzieliśmy, jak słuchać”. To zdanie dobrze opisuje tę sytuację. Nie chodziło o brak struktury, lecz o inny sposób jej powstawania. Warto podkreślić, że to, co słyszymy na płycie, nie powstało wyłącznie w trakcie grania. Materiał został później uformowany w studiu. Teo Macero montował fragmenty, łączył je, powtarzał i budował dramaturgię.

Kiedy po raz pierwszy – jako bardzo młody człowiek – zetknąłem się z tą płytą, nie myślałem jeszcze o tym w ten sposób. Ale coś w tej metodzie pracy było dla mnie intuicyjnie czytelne. Z czasem zacząłem działać podobnie. W pracy nad płytami The Intuition Orchestra najbardziej fascynujący był dla mnie właśnie ten etap – moment, w którym nagrany materiał zaczynał nabierać ostatecznego kształtu. Słuchanie, wybór fragmentów, decyzje dotyczące dramaturgii – to był inny rodzaj improwizacji, tylko rozciągnięty w czasie. W tym sensie Bitches Brew pokazuje bardzo wyraźnie, że granie i komponowanie mogą być częścią jednego procesu. Najpierw pojawia się zdarzenie. Potem jego organizacja.Jak zauważył Brian Eno: „Kompozycja może być wynikiem procesu, a nie jego punktem wyjścia”.

Wracając do tej płyty po latach, słyszę nie tylko niezwykłą muzykę. Rozumiem także sposób pracy. Rozumiem sytuację, w której muzyka nie jest realizacją założenia, ale wynikiem spotkania – ludzi, energii, decyzji podejmowanych w trakcie grania i późniejszej pracy nad materiałem.I być może właśnie dlatego ta płyta wciąż pozostaje aktualna. Bo nie pokazuje, czym muzyka ma być – tylko jak może powstawać.

Ryszard Wojciul


Autopromocja

Więcej o Bitches Brewi dziedzictwie Milesa Davisa na jazzpress.pl:

Cezary Ścibiorski – Wszystkie drogi prowadzą do Bitches Brew

https://www.jazzpress.pl/felietony/wszystkie-drogi-prowadza-do-bitches-brew-rok-waznych-okraglych-rocznic-milesa

https://www.jazzpress.pl/felietony/third-stream-historia-i-dziedzictwo-czesc-1-korzenie

https://www.jazzpress.pl/felietony/third-stream-historia-i-dziedzictwo-czesc-2-przebudzenie

https://www.jazzpress.pl/felietony/third-stream-historia-i-dziedzictwo-czesc-3-wejscie-na-scene

https://www.jazzpress.pl/felietony/wszystkie-drogi-prowadza-do-bitches-brew-third-stream-historia-i-dziedzictwo-czesc-4-ferment-i-inspiracje

https://www.jazzpress.pl/felietony/wszystkie-drogi-prowadza-do-bitches-brew-third-stream-historia-i-dziedzictwo-czesc-5-co-dalej

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO