Felieton Słowo

My Favorite Things (or quite the opposite…): Miasto, Muzyka, Modernizm

Obrazek tytułowy

fot. Yatzek Piotrowski

Niedługo po napisaniu felietonu do poprzedniego wydania JazzPRESSu, związanego z setną rocznicą urodzin Milesa Davisa, trafiłem do Gdyni, która akurat świętowała także sto lat swojego powstania. Ta w zasadzie przypadkowa zbieżność jubileuszy wywołała jednak w mojej głowie pewien ciąg skojarzeń. Moje trójmiejskie jazzowe doświadczenia zdecydowanie częściej łączą się z Sopotem i Gdańskiem niż z Gdynią. Dwa gdyńskie wydarzenia, które mocno osadziły się w mojej pamięci, to koncert reaktywowanej po dwudziestu latach Miłości w klubie Ucho (JazzPRESS, 1-2/2023; https://www.jazzpress.pl/felietony/my-favorite-things-or-quite-opposite-stara-milosc-nie-rdzewieje) oraz znacznie wcześniejszy koncert Przemka Dyakowskiego (nie pamiętam już z jakim składem) na zlokalizowanej na plaży, kameralnej Scenie Letniej Teatru Miejskiego w Gdyni – świetna muzyka z morzem w tle. Ale tym razem skojarzenia poszły znacznie dalej niż koncertowe wspomnienia.

Słowo klucz, które pozwoliło mi połączyć Gdynię z jazzem, to modernizm. Trudno znaleźć drugie polskie miasto, którego tożsamość byłaby tak silnie związana z ideą nowoczesności. Nie modernizacji – bo ta zakłada istnienie czegoś wcześniejszego, co trzeba poprawić. Gdynia była w zasadzie projektem od zera. Miastem zbudowanym z wiary, że przyszłość można zaprojektować. Jej urbanistyka i architektura to przykład europejskiego modernizmu w niemal czystej postaci. Gdynia tworzyła się dokładnie w momencie, gdy jazz stawał się jednym z symboli nowoczesności. W latach 20. w Europie jazz był postrzegany podobnie jak samochody, drapacze chmur czy Hollywood – jako znak nowoczesnego świata. Był jego soundtrackiem. Pojawił się w chwili, gdy świat przyspieszył – popularność zyskiwało radio, płyty gramofonowe, samochody, masowa komunikacja, nowe obyczaje, emancypacja kobiet, industrializacja, wielkie migracje. Ludzie nie wiedzieli jeszcze, czym jest jazz. Uważali go za rozrywkę, modę, skandal obyczajowy, przejaw degeneracji albo… zwiastun nowej epoki. Jedno było pewne: oznaczał zmianę. Sto lat temu podobnie myślano o Gdyni. Nie była jeszcze miastem. Była obietnicą.

Związki jazzu z modernizmem widać też wyraźnie w ówczesnym odbiorze jazzu i sztuki modernistycznej przez masową publiczność. Tak jak obrazy prezentowane na słynnym Armory Show w 1913 roku (International Exhibition of Modern Art) szokowały publiczność nowymi formami, tak jazz był odbierany często jako hałaśliwy i niezrozumiały atak na tradycyjne poczucie estetyki. Dla wielu młodych twórców lat 20. jazz i modernizm były dwiema odsłonami tego samego doświadczenia: fascynacji nowością, eksperymentem i przekraczaniem granic. Tak pojmowany modernizm był zjawiskiem społeczno-kulturowym. Jednak, przechodząc już na grunt muzyczny, o prawdziwym modernizmie w jazzie możemy mówić od narodzin (nomen omen) modern jazzu, zapoczątkowanego w latach 40. przez bebop – muzykę wymagającą i często niezrozumiałą dla szerokiej publiczności.

Modernizm zakładał, że przyszłość może być lepsza od przeszłości. Tak jak budowniczowie Gdyni wierzyli, że da się zaprojektować nowoczesne miasto, tak jazzmani wierzyli, że można stworzyć nową muzykę. W obu przypadkach kluczowe było przekonanie, że zmiana jest wartością – podstawowymmateriałem, z którego buduje się tożsamość. Czy nie brzmi to jak artystyczne credo Milesa Davisa? Stwierdzenie, że Miles był jednym z najważniejszych architektów nowoczesności w muzyce XX wieku, nie wydaje się być przesadzone.

Patrząc dziś na białe elewacje kamienic przy Świętojańskiej czy zaokrąglone narożniki budynków przypominających transatlantyki, łatwo zapomnieć, jak radykalnym eksperymentem była ta architektura. Modernizm odrzucał ornament, sentyment i historyczne cytaty. Liczyła się funkcja, ruch, światło. Podobnie było z modern jazzem, który odrzucił konwencję na rzecz autentycznej ekspresji. Przed wojną porty były naturalnymi bramami nowoczesności. Razem z towarami przypływały płyty, mody, nowe idee. Dwa miasta uważane za przykłady klasycznego modernizmu – Gdyniai Tel Aviv to miasta portowe. Portem jest też Nowy Orlean – kolebka jazzu. Ciągły ruch ludzi, towarów, myśli i języków tworzył tygiel kulturowy, który miał bezdyskusyjny wpływ na rozwój wielu nowych zjawisk. A przecież jazz od początku był muzyką spotkania różnych kultur.

W obliczu tego wszystkiego chciałoby się zapytać, dlaczego to nie Gdynia jest polską stolicą jazzu nowoczesnego. A może jest, tylko Gdynianie skrzętnie to ukrywają, bo i bez tego czasem mają już dosyć tłumów turystów…

Piotr Rytowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO