Przez długi czas w improwizacji skupiałem się przede wszystkim na dźwiękach. Na tym, jak jeden dźwięk prowokuje kolejny, jak rodzą się napięcia, kontrasty i muzyczne dialogi. Z biegiem lat coraz wyraźniej zacząłem jednak dostrzegać, że równie ważne – a może nawet ważniejsze – jest to, co pojawia się pomiędzy nimi.
Cisza.
Nie jako przerwa. Nie jako brak działania. Raczej jako szczególny rodzaj obecności.
W trakcie wspólnej improwizacji zdarzają się momenty, kiedy ktoś przestaje grać. Czasem jest to decyzja świadoma, czasem intuicyjna. Jeśli pozostali muzycy podążą za tym impulsem, pojawia się nagłe zawieszenie. Nie jest to jednak pustka. To stan szczególnego skupienia, w którym wyostrzają się relacje między dźwiękami, a każdy kolejny nabiera większego znaczenia.Właśnie wtedy słuchanie staje się najważniejszym elementem tworzenia muzyki.
Cisza jako napięcie
Cisza w improwizacji nie jest neutralna. Odgrywaaktywną rolę w kształtowaniu przebiegu muzyki. Tworzy napięcie, które domaga się dalszego ciągu. Każdy kolejny dźwięk, który się po niej pojawia, ma większy ciężar, większe znaczenie. Nie dlatego, że jest głośniejszy czy bardziej złożony, ale dlatego, że wyrasta z przestrzeni oczekiwania.
Z perspektywy praktyki jest to moment bardzo wymagający. Wymaga zaufania – do siebie, do innych i do muzyki, która dopiero się wyłania. Łatwo wypełnić ciszę kolejnym dźwiękiem. Znacznie trudniej oprzeć się tej pokusie.
Oddech między zdarzeniami
W różnych kulturach cisza była rozumiana nie jako brak, lecz jako element struktury.
W tradycji japońskiej istnieje pojęcie „ma” – przestrzeni między zdarzeniami, która nadaje sens temu, co się wydarza. Nie chodzi o przerwę oddzielającą dźwięki, ale o napięcie, które sprawia, że zaczynają one naprawdę wybrzmiewać.To bardzo bliskie temu, co dzieje się podczas improwizacji. Same dźwięki nie tworzą jeszcze znaczeń. Muzyka pojawia się w relacjach – a cisza jest jednym z ich najważniejszych składników.
Cisza jako stan przejścia
Są momenty, w których cisza nie jest tylko elementem struktury, ale staje się znakiem zmiany.
W tradycji chrześcijańskiej Wielki Czwartek rozpoczyna czas, w którym milkną dzwony. To nie jest zwykłe zatrzymanie – to zawieszenie, które przygotowuje na coś, co ma dopiero nadejść.W improwizacji zdarzają się podobne momenty. Po intensywnym fragmencie muzyka nagle się zatrzymuje. Nie dlatego, że się skończyła, ale dlatego, że potrzebuje zmiany kierunku.
Cisza staje się wtedy przejściem.
To, czego nie słychać
W filozofii i estetyce muzycznej Indii pojawia się pojęcie dźwięku, który nie jest fizycznie słyszalny, ale stanowi źródło wszelkiego brzmienia. Nie jest to metafora w sensie poetyckim, ale sposób myślenia o muzyce jako o czymś, co istnieje, zanim zostanie zagrane.
W praktyce improwizacyjnej to doświadczenie jest bardzo konkretne. Są momenty, kiedy jeszcze nic nie gram, ale już wiem – a może raczej czuję – że coś za chwilę się pojawi.Ten „wewnętrzny dźwięk” nie jest jeszcze ruchem ani gestem. Jest raczej impulsem.
Cisza pozwala go usłyszeć.
Milczenie jako poznanie
W tradycji sufickiej cisza bywa rozumiana jako droga poznania – nie poprzez analizę, lecz poprzez zatrzymanie. W improwizacji to zatrzymanie ma bardzo praktyczny wymiar. Kiedy przestaję grać, przestaję też narzucać kierunek. Zaczynam odbierać to, co dzieje się wokół mnie. To zmienia relację z muzyką. Nie jestem już tylko źródłem dźwięku. Staję się częścią większego procesu.
Cisza jako decyzja
Z mojego doświadczenia wynika, że jednym z najtrudniejszych momentów w improwizacji jest ten, w którym trzeba zdecydować: zagrać czy nie.
Granie jest naturalnym odruchem. Cisza wymaga większej świadomości. Wymaga zgody na to, że nie muszę w każdej chwili uczestniczyć aktywnie.A jednak właśnie ta decyzja często przesądza o jakości całości.
Bo improwizacja nie polega na ciągłym działaniu.
Polega na właściwym reagowaniu.
Początek
Każda improwizacja zaczyna się od ciszy.
Zanim pojawi się pierwszy dźwięk, istnieje tylko przestrzeń i uwaga. To moment, w którym wszystko jest możliwe, ale nic nie jest jeszcze określone.
Coraz częściej myślę, że to właśnie z tym stanem pracujemy – a dźwięki są jedynie jego rozwinięciem.
Cisza nie jest więc przeciwieństwem muzyki.
Jest jej początkiem.
Ryszard Wojciul