Papierowy JazzPRESS
Słowo Wspomnienia

Wokalistka wzorcowa

Obrazek tytułowy

Art: Magda Tertelis

Ella Fitzgerald, gdyby żyła, 25 kwietnia skończyłaby 100 lat. Ella przeżyła 79 lat, w czasie których zdą żyła na trwałe i na zawsze zmienić światową kulturę. Nie zmieniła jazzu, a jednak jej nagrania są nieodłącznym elementem światowej kultury. Należy do nielicznego grona muzyków jazzowych, których miejsce w historii i artystyczne dokonania nie były i zapewne nigdy nie będą kwestionowane.

Jest takich muzyków bardzo niewielu. Louis Armstrong, Duke Ellington, Miles Davis i Ella Fitzgerald. Gdyby chcieć listę rozszerzyć, w drugim szeregu staliby John Coltrane, Dizzy Gillespie i Charlie Parker. To krótka lista. Niestety żadnego z nich nie ma już wśród żywych i choć, tak jak w przypadku Elli Fitzgerald, ciągle ukazują się niepublikowane wcześniej nagrania, możenny założyć, że nic nieoczekiwanego z ich strony nas już nie spotka. Czy pojawią się ich następcy, postaci równie ważne dla całego muzycznego świata? Tego nie wiemy, jednak wielu z nas pamięta, że wielcy byli wielkimi również za życia, ciesząc się sławą, czasem pieniędzmi, a zawsze uznaniem fanów na całym świecie. Również uznaniem muzyków, którzy zawsze pierwsi rozpoznają w swojej grupie tych obdarzonych największym talentem.

Ella3.jpg

Przez siostry Edwards

Jeden z licznych biografów Elli Fitzgerald napisał kiedyś, że świat zawdzięcza w zasadzie wszystkie jej płyty pewnemu występowi tanecznemu sióstr Edwards w czasie wieczoru młodych talentów w słynnym Apollo Theater w Harlemie. Jak sama Ella przyznała, zdecydowała się tego wieczoru zaśpiewać tylko z powodu przeświadczenia, że siostry Edwards tańczą lepiej od niej. Wygrywając konkurs trafiła wkrótce potem do orkiestry Chicka Webba, i dalej jakoś już poszło. Oczywiście trudno uwierzyć, że taki talent nie zostałby odkryty nawet, gdyby tego dnia w Apollo Ella zamiast zaśpiewać, udając swoją pierwszą idolkę — Connie Boswell, zaprezentowałaby publiczności własny układ choreograficzny. Pierwszym z jej wielu przebojów była stara amerykańska rymowanka, do której dopisała część nowego tekstu — A-Tisket, A-Tasket. Utwór ten po raz pierwszy zaśpiewała w Savoy Ballroom z orkiestrą Chicka Webba mniej więcej w 1938 roku i na długo pozostał on żelaznym punktem jej występów.

Po wojnie została jedną z najważniejszych gwiazd cyklu koncertów Normana Granza Jazz At The Philharmonic. Kiedy stery przejęło młode pokolenie bebopu, Ella pracowała sporo z orkiestrą Dizzy'ego Gillespiego, której grane w niezwykle szybkim tempie utwory doprowadziły ją do wynalezienia techniki śpiewania nazywanej dziś scatem. Wbrew temu, co sądzą niektórzy, scat nie powstał dlatego, że Ella zapominała słów, ale właśnie dlatego, że tempo często bywało za szybkie na odśpiewanie tekstu. Właśnie ta technika pozwoliła wokalistkom i wokalistom stać się pełnoprawnymi muzykami jazzowymi, a nie tylko refrenistami w swingowych orkiestrach uatrakcyjniającymi estradowe występy. Scat pozwolił śpiewakom improwizować, być liderami zespołów i równorzędnymi partnerami innych muzyków w dużych składach. Dźwięki zaśpiewane przez Ellę Fitzgerald są ważnym elementem monumentalnego wydawnictwa The Complete Jazz At The Philharmonic On Verve 1944-1949 .

Songbooki

Dziełem życia Elli Fitzgerald jest monumentalny cykl songbooków — albumów poświęconych amerykańskim piosenkom i ich największym kompozytorom. W okresie od 1956 do 1964 roku powstało w sumie osiem wydawnictw poświęconych kolejno: Cole Porterowi, Richardowi Rodgersowi i Lorenzowi Hartowi, Duke'owi Ellingtonowi, Irvingowi Berlinowi, braciom Gershwinom, Haroldowi Arlenowi, Jerome Kernowi i Johnny'emu Mercerowi. Niektórzy do cyklu dopisują jeszcze nagrany dużo później album z kompozycjami Antonio Carlosa Jobima, co nie ma logicznego sensu, bowiem album powstał z udziałem mniejszej grupy instrumentalistów i nie jest poświęcony amerykańskiej piosence. Nie pozbawia to jednak albumu Ella Abraca Jobim muzycznego uroku przynależnego jej wszystkim właściwie nagraniom. Dla Amerykanów songbooki to świętość, zjawisko kulturowe, nie tylko muzyczne, dowód na istnienie amerykańskiej muzyki

Osobnym rozdziałem w karierze Elli Fitzgerald była twórczość komercyjna, poszukiwanie popularności nie tylko wśród fanów jazzu. Z jazzowymi przemianami stylów radziła sobie znakomicie, będąc jedną z nielicznych artystek, które potrafiły znaleźć drogę od swingu do bebopu Podobnie było z jej karierą w muzyce popularnej i filmie, a także wtedy, kiedy szukała dodatkowych źródeł zarobku w branży reklamowej Ważną częścią jej twórczego dorobku są wspólne nagrania z Louisem Armstrongiem (trzy albumy). Ella Fitzgerald pojawiała się również na filmowych ekranach. Najczęściej przypominanym dziś filmem z jej udziałem jest ukończony w 1955 roku Pete Kelly's Blues Jacka Webba. Sam film nie odniósł wielkiego sukcesu, choć większość krytyków uważała, że sukces mógłby być całkiem spory, gdyby Ella zagrała w większej ilości scen. Później kilka razy pojawiała się grając rolę samej siebie, przeważnie śpiewającej ze sceny jazzowego klubu. Wielokrotnie występowała też w amerykańskich programach telewizyjnych, najczęściej zapewne u Eda Sullivana, śpiewała w programie Franka Sinatry. Jej najprawdopodobniej nieistniejące wspólne nagrania z Sinatrą są marzeniem fanów, podobnie jak otoczone aurą tajemniczości i również nigdy niemające pewnie miejsca wspólne nagrania Milesa Davisa z Princem.

Ella2.jpg

Wzorzec głosu

W latach siedemdziesiątych, pomimo słabnącego głosu, nagrała serię wyśmienitych albumów dla wytwórni Pablo prowadzonej przez jedną z najistotniejszych osób w jej całej karierze — Normana Granza. Te w większości kameralne albumy zarejestrowane z Tommym Flanaganem (w opinii wielu wokalistek jednym z najwspanialszych pianistów-akompaniatorów) i Oscarem Petersonem, a także w nietypowym składzie z Joe Passem, zalicza się dziś do jej najwspanialszych. W tym czasie występowała również w wyglądających dzisiaj zabawnie rekłamach telewizyjnych, z których najsłynniejszą jest nagranie z Chuckiem Mangione, oparte na pomyśle silnego głosu tłukącego kieliszek i wychwalającej taśmy magnetofonowe o jakości równej wzorcowemu głosowi samej wielkie Elli Fitzgerald

Z czasem stan jej zdrowia znacznie się pogarszał, głównie z powodu ciężkiej cukrzycy, która przykuła ją do wózka inwalidzkiego. Efektem powikłań był również coraz gorszy wzrok. Ostatnich znanych nagrań Ella dokonała w 1989 roku, a po raz ostatni zaśpiewała dla publiczności w 1993 roku w Londynie. Później nie miała już dość sił na śpiewanie, zmarłą w 1996 roku w swoim domu w Beverly Hills. Po śmierci ukazało się wiele nagrań poświęconych jej pamięci, jednak żaden taki album nie zastąpi jej oryginalnych nagrań. Ella właściwie całe życie spędziła w trasie dając tysiące koncertów, które dziś są nieprzebranym źródłem kolejnych, mniej lub bardziej oficjalnych nowych albumów z zaśpiewanymi przez nią piosenkami.

W Kanonie

Zupełnie niepostrzeżenie Ella Fitzgerald stała się jedną z artystek najobszerniej reprezentowanych w Kanonie Jazzu RadiaJAZZ.FM. Już na samym początku cyklu, zaraz po Kind Of Blue Milesa Davisa i Giant Steps Johna Coltrane'a pojawił się album Ella & Louis, później prezentowałem jeszcze Songbook Cole'a Portera i kolejny, poświęcony twórczości George'a i Iry Gershwinów, a także cykl nagrań z orkiestrą Duke'a Ellingtona Cote d'Azur Concerts On Verve z 1966 roku. W cyklu świątecznym znalazło się kilka lat temu miejsce dla absolutnego klasyka kolęd i pastorałek — Ella Wishes You A Swinging Christmas.

Jeśli zapytacie o moje ulubione nagrania Elli Fitzgerald, odpowiedź nie będzie łatwa. Wypada przecież być oryginalnym i odpowiedź w rodzaju „wszystkie songbooki” nie wchodzi w zasadzie w grę. Chociaż większość z tych nagrań stała się wykonaniami jazzowych standardów wzorcowymi dla wszystkich wokalistek świata. Kiedy się nad tym zastanawiam, odpowiedź może być właściwie tylko jedna, wynikająca z tego, do których płyt wracam najczęściej. I to nawet dla mnie jest zaskoczeniem bowiem w moim odtwarzaczu chyba najczęściej goszczą nieudane fragmenty wspólnych prób Elli Fitzgerald i Duke'a Ellingtona z zestawu Cote d'Azur Concerts On Verve, urwane fragmenty melodii, wymiana zdań i niewymuszone rozmowy.

Nigdy nie widziałem Elli Fitzgerald na żywo, zapewne tej przyjemności nie miała też większość współczesnych jazzowych wokalistek, oprócz tych pozostających na scenie odpowiednio długo... Załuję i wiem, że płyty nie oddają magii największych artystów, a do nich z pewnością na zawsze zalicza się Ella Fitzgerald. Mimo tego urządzę sobie wieczór wspomnień w towarzystwie najlepszych nagrań niezapomnianej Elli co i Wam polecam. Jeśli jesteście odpowiednio sentymentalni, możecie to zrobić nawet w dniu jej 100 urodzin, czyli 25 kwietnia. Albo lepiej nie czekajcie i zróbcie to już dzisiaj, z takimi przyjemnościami nie ma co czekać.

Autor Rafał Garszczyński

ellaplyty.jpg


ANNA GADT :

Trudno opisać, jak duże znaczenie mają dla mnie jej wykonania. Jest dla mnie uosobieniem dziewczęcego uroku, radości z grania, a przede wszystkim SWINGU, źródłem inspiracji improwizacyjnych, frazowania, pięknego, mocnego dźwięku i elegan- cji w jazzie. Dzięki relatywnemu słuchowi śpiewała z idealną intonacją, a jej potężny głos bez problemu konkurował z big-bandarni. Spośród niezliczonej liczby nagrań, songbooków z utworami Cole'a Portera, Duke'a Ellingtona Ella kojarzy mi się przede wszystkim z dwoma utworami: It Don't Mean A Thing If It Aint Got That Swing oraz A-Tisket A-Tasket, były to pierwsze utwory, które usłyszałam w jej wykonaniu, a które barwnie okraszał opowieściami pan Henryk Choliński na moich pierwszych warsztatach jazzowych w Chodzieży. Ella była muzyką, improwizacją i swingiem.

Trudno nie zainteresować się jej twórczością, kochając muzykę jazzową, tym bardziej śpiewając. Już ci się wydaje, że coś wiesz, a potem słyszysz nagrania Fitzgerald lub Sinatry i okazuje się, że wiesz niewiele o swingowaniu... A mówiąc poważnie, te nagrania są po prostu znakomite! Myślę, że można śpiewać jazz, grać free, improwizować, ale... It Don't Mean A Thing If It Ain't Got That Swing. Ćwicząc, wciąż wracam do standardów, sięgam po „klasyczną” jazzową harmonię i frazy. Nawet te pozornie proste i banalne jak All of Me czy Misty stanowią wyzwanie, podobnie jak granie Mozarta.

Od wielu lat nie sięgam do repertuaru standardów w ramach moich koncertów, wyjątek stanowić będzie specjalny koncert w Teatrze Syrena z okazji setnej rocznicy urodzin wokalistki, na który zostałam poproszona o przygotowanie utworów śpiewanych przez Fitzgerald. Dotychczas podziwiałam ją nieco z daleka, uważając jej wykonania za kanon i pewien elementarz. W swojej muzyce odeszłam od mainstreamowego jazzu i podążam inną ścieżką. Ten koncert również nie będzie klasyczny, chciałabym przełamać formułę grania standardów, na swój sposób pobawić się formą i językiem improwizacji.

Nagrania Elli często towarzyszą nam jednak w domu. Zdarza nam się przy nich tańczyć, bo przecież swing był muzyką taneczną. Szczególnie lubimy te płyty z big-bandami lub album duetowy z Louisem Armstrongiem, taki swing budzi lepiej niż espresso. Do moich ulubionych płyt orkiestrowych należy The Jerome Kern Songbook z 1963 roku, nagrany w złotym okresie jej twórczości dla wytwórni Verve. Utworami All The Things You Are i A Fine Romance niemal zamęczałam moją młodszą siostrę, kiedy chodziłyśmy do liceum.

Bardzo lubię też zupełnie inne oblicze tej artystki na płytach zarejestrowanych w duecie z Joe Passem, szczególnie: Fitzgerald and Pass... Again z 1976 roku (wytwórnia Pab1o). Nie są to nagrania „pokazowe” i perfekcyjne, Fitzgerald jest już starszą panią, jej interpretacje są inne, moim zdaniem bardziej przejmujące, czasem nawet przypomina Billie Holiday (Aint Got Nothing But The Blues). Nadal znakomita technika nasycona jest intensywniejszymi emocjami, jednocześnie wciąż słychać w jej głosie tę samą radosną dziewczynę, którą była w młodości. I jest jeszcze jedna płyta, bardzo wyjątkowa, bo pierwsza płyta Fitzgerald, którą dostałam od rodziców - Ella Returns to Berlin - rejestracja koncertu zawierająca historyczne wykonania Mack the Knife, Give Me the Simple Life, This Cant Be Love. Do dziś doskonale pamiętam okładkę rysunek Fitzgerald z przymkniętymi powiekami. Intensywnie czerwone usta i niebieska sukienka...

MONIKA LIDKE :

Kiedy miałam 19 lat, wyjechałam do Paryża, aby nauczyć się języków obcych. Chciałam zostać tłumaczem. Zaczęłam pracować jako au-pair i zamieszkałam z francuską rodziną z pięciorgiem dzieci. Moja starsza o kilka lat koleżanka Małgorzata miała swoje własne mieszkanie, które było dla mnie oazą spokoju. Spędzałyśmy razem dużo czasu i u niej właśnie po raz pierwszy usłyszałam nagrania Elli Fitzgerald i Louisa Armstronga. Był to ich pierwszy wspólny krążek dla Verve Records z 1956 roku, z akompaniamentem Kwartetu Oscara Petersona (Ella and Louis - przyp. red.). Zakochałam się w tych utworach. Uwielbiam całą tę płytę! Słuchałyśmy tych nagrań z kasety, którą dostałam od Gosi w prezencie i jeszcze ją mam, ze względów sentymentalnych.

Zaczęłam śpiewać te standardy i chociaż nie miałam wtedy zielonego pojęcia o technice wokalnej, sprawiało mi to tak ogromną radość, że pewien znajomy gitarzysta powiedział: „Powinnaś śpiewać jazz”. Kiedy zapytałam dlaczego, odpowiedział: „To proste. Bo ty to kochasz!”

Energia głosu Elli jest dla mnie jak słońce. Dzięki jej nagraniom przetrwałam niejed-ną srogą zimę pod dachami Paryża. I dzięki tej niesamowitej energii zaczęłam interesować się jazzem i śpiewać standardy. Kiedyś, słuchając słynnego francuskiego radia AP, nagrałam na kasetę kawałek piosenki. Był rok 1994. Piosenka nosi tytuł My Reverie - słowa do muzyki Claude'a Debussy'ego napisał Larry Clinton. Ella śpiewa ją tak pięknie, że trudno to opisać. Przez wiele lat nie mogłam znaleźć płyty z tym utworem, ale kiedy nastały czasy internetu kupiłam ją i nagrałam własną wersję. Mam ogromną nadzieję, że ukaże się ona na mojej kolejnej płycie. Nigdy nie zostałam tłumaczem, za to śpiewam w trzech językach, ale gdyby nie Ella i Louis, to kto wie, jak potoczyłyby się moje losy?

Piotr Wickowski

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO