Papierowy JazzPRESS
! News

5 płyt do których chętnie wracam: KRYSTYNA STAŃKO

Obrazek tytułowy

fot. Marta Rzepka

Piękny wokal w kontralcie, autorka tekstów, kompozytorka, wykładowczyni akademicka z doktoratem! i …nagradzana dziennikarka radiowa w Radiu Gdańsk. Krystyna Stańko to jednak przede wszystkim konsekwentna, wszechstronna i poszukująca artystka. Od jazzowych interpretacji muzyki Petera Gabriela (Secretly), przez bossa nowy Antonio Carlosa Jobima, nagrane wspólnie z Ze Luisem Nascimento, po album ze standardami w aranżacjach Krzysztofa Herdzina. To jej pomysły tylko z kilku ostatnich lat. 28 grudnia Artystka wystąpi w Gdańsku, a 31 grudnia da koncert Sylwestrowy w Filharmonii Kaszubska w Wejherowie.

(Opisy albumów: Redakcja)

1. Uri Caine - Sphere Music (1993)

Caine.jpg

W ciągu ostatnich kilkunastu lat ten filadelfijski pianista i kompozytor pracował w grupach prowadzonych przez Dona Byrona, Dave'a Douglasa, Johna Zorna, Arto Lindsay, Terry Gibbs i Buddy DeFranco, Sama Riversa. Caine jest jednym z innowatorów fortepianu poruszającym się w jazzie od ragtime’u do free Bopu, ale równie sprawnie w muzyce klasycznej i współczesnej. Artysta często bywa w Polsce, gdzie zdarza mu się „uprawiać” współczesną kameralistykę z Lutosławski Quartet w Narodowym Forum Muzyki, ale także firmuje projekty specjalne. Z Ksawerym Wójcińskim i Robertem Raszą nagrał dla Tzadik Poznań Festival 2013 album poświęcony twórczości Władysława Szpilmana. Sphere Music to jego debiut. Eklektyczna wycieczka po różnych nastrojach i stylach muzycznych. Wciągająca i obiecująca pierwsza praca.


2. Cassandra Wilson - Traveling Miles (1999)

travelingmiles.jpg

W 1996 roku została owacyjnie przyjęta na scenie Kongresowej w Warszawie, otwierając symbolicznie działalność Jazz Radia. Od tego czasu Cassandra Wilson pojawiała się w stolicy i w Polsce regularnie, zawsze przy pełnej sali. Zaczęła grać na pianinie w wieku 6 lat, na gitarze w wieku 12 lat. Po przeprowadzce do Nowego Jorku na początku lat 80. Cassandra Wilson poznała saksofonistę Steve'a Colemana i stała się jednym z członków założycieli M-Base Collective. Po jakimś czasie zaczęła szukać bardziej akustycznego kontekstu dla swojej ekspresji wokalnej. W 1992 podpisała kontrakt z Blue Note Records i wydała przełomowy album zatytułowany Blue Light 'til Dawn, który utoruje drogę nowej generacji wokalistów jazzowych poszukujących inspiracji w country, folku i bluesie, trochę innych niż Great American Songbook.

Traveling Miles to próba zmierzenia się ze spuścizną wielkiego trębacza. Na jakiej erze jego długiej, krętej kariery się skupić? Jak pokłonić się mistrzowi, szanując własną estetykę? Pani Wilson pomogli w odpowiedzi na te pytania, grający gościnnie: Dave Holland, Angelique Kidjo, Pat Metheny, Regina Carter, Mino Cinelu i Steve Coleman.


3. Joni Mitchell - Mingus (1979)

mingus.jpg

Charles Mingus zatrudnił Joni do napisania epitafium. Taka rekomendacja właściwie powinna wystarczyć, ale historia jest zbyt ciekawa. Kiedy się poznali, on miał 55 lat i chorował na nieuleczalne SLA (stwardnienie zanikowe boczne) Sue Graham Mingus, jego niestrudzona żona, gorączkowo szukała interesującego projektu, zanim choroba pozbawi go mocy twórczych. Wspólnie z przyjaciółmi wysłali „sygnały dymne” w kierunku otoczenia Joni Mitchell. Pomysł wydawał się dość karkołomny, ponieważ Mingus był muzykiem na wskroś akustycznym. W ogóle nie lubił elektrycznego jazzu, a w tamtych latach królowało Fusion. David Geffen, który wtedy prowadził karierę Joni, błagał ją, żeby nie podejmowała tej współpracy. Ostrzegał wokalistkę; stracisz swoją publiczność!, zostaniesz „zbanowana” w radiu! i nigdy się z tego nie podniesiesz!

Kiedy finalnie się spotkali, Mingus poruszał się już na wózku inwalidzkim. Joni poznawała go, studiowała jego osobowość, wspomnienia i smutek i zaprosiła do współpracy przy albumie już wtedy wielkich mistrzów… elektrycznego grania: Jaco Pastoriusa, Herbie Hancocka i Petera Erskine’a. Nagrała swoją wersję Mingusa. Jeden z tytanów jazzu zmarł 5 stycznia 1979 roku. Album Mingus został pojawił się na rynku w czerwcu.


4. Shirley Horn - You Won’t Forget Me (1991)

R-2887670-1528517290-5168.jpg

Wielkim fanem Shirley Horn był Miles Davis. Cenił ją zarówno jako wokalistkę jak i pianistkę. Podobno po wysłuchaniu jej debiutu z 1960 roku - Embers and Ashes, szantażował managerów klubu Village Vanguard, że zagra tylko wtedy kiedy ona wystąpi przed nim. Trzydzieści lat później tylko dla niej zgodził się znowu wejść do studia i zagrał w tytułowym utworze albumu You Won’t Forget Me. Ta płyta to wspaniała prezentacja możliwości Shirley Horn, z jej bardzo nietypowym sposóbem frazowania, kładącym nacisk na niektóre słowa i pozwalającym innym umknąć. Więkoszość współczesnych wokalistek jazzowych wymienia ją na pierwszym miejscu, gdy zapytamy o idoli lub źrodła inspiracji.


5. R+R=Now - Collegically Speaking (2018)

glasper.jpg

Pianista i specjalista od elektroniki Robert Glasper zebrał supergrupę: Christian Scott aTunde Adjuah (trąbka), Derrick Hodge (bas), Taylor McFerrin (klawisze), Justin Tyson (perkusja) i Terrace Martin (wokale).

R + R oznacza Reflect and Respond, zainspirowane wezwaniem Niny Simone, by artyści „odzwierciedlali czasy”. Sekstet wszedł do studia bez specjalnych założeń, materiał został wykonany spontanicznie i często wystarczał jeden take. W efekcie dostaliśmy album jazzowo-funkowy, trochę z duszą w latach 70. i 80., jednak we współczesnych opartych na subtelnej elektronice aranżacjach.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO