! Wywiad

Artur Dutkiewicz: Okno na nieskończoność

Obrazek tytułowy

fot. Yatzek Piotrowski

Artur Dutkiewicz to muzyczny podróżnik. Jest jednym z najczęściej koncertujących za granicą polskich artystów – wystąpił już w ponad 70 krajach na całym świecie, zapracowując sumiennie na miano „ambasadora polskiego jazzu”. Na polskich i światowych scenach pojawia się najczęściej solo lub w swoim triu, ale podczas podróży nie stroni też od występów z lokalnymi artystami.W swojej twórczości śmiało czerpie inspiracje nie tylko ze świata jazzu, ale też i z rocka (Jimi Hendrix, Czesław Niemen) oraz z muzyki klasycznej. Od 35 lat uprawia medytację i ćwiczenia oddechowe, które jak przyznaje, mają ogromny wpływ na jego życie oraz muzykę, którą tworzy i wykonuje. Ostatnio bardziej skupia się na malowaniu dźwiękiem, podążając śladami Jerzego Nowosielskiego.


Damian Stępień: „Sztuka, która powstała pod wpływem prądów zupełnie racjonalistycznych, jest bezsilna”. To słowa Jerzego Nowosielskiego. Wydaje mi się, że mógłby się pan pod nimi podpisać…

Artur Dutkiewicz: Intelekt i racjonalizm są dobre wtedy, kiedy pracuje się w muzyce nad koncepcją, nad językiem muzycznym. Wtedy się porównuje, wybiera, a potem o wszystkim zapomina i zaczyna działać intuicja. W moim przypadku sztuka w początkowej i końcowej fazie jest procesem intuicyjnym. Natomiast po drodze, jeżeli pracuje się nad środkami wyrazu, melodiami, akordami, to myślę, że na tym poziomie ważne jest wyważenie jednego i drugiego.

Aczkolwiek są tacy artyści, którzy nie nazywają tego, co robią. Intuicja i instynkt powodują, że robią rzeczy genialne i nie zastanawiają się nad tym. Taką osobą był Tomek Szukalski. Na warsztatach jazzowych student zadał mu pytanie: „Panie Tomaszu, pan tak wspaniale gra. I ten akord półzmniejszony…”, a Tomek zakłopotany po zajęciach mówi do kolegi: „Co to jest akord półzmniejszony?”. W innych okolicznościach ktoś zapytałgo, jaki materiał dźwiękowy stosuje. Tomek powiedział krótko: „Mam dur-moll i w kieszeni trzy węże. I tym wszystko obrabiam”. „Obrabiam” to moja ugrzeczniona wersja [śmiech – przyp. red.].

Artysta zazwyczaj przynosi coś ze świata nieznanego do znanego. Później muzykolodzy, krytycy, czy też sami muzycy, próbują to nazwać. To podstawa edukacji i potrzeba porozumienia się z kimś, kto słucha, aby lepiejmógł zrozumieć ten proces.

Zgodnie z myślą: to, co nazwiemy, jest nam bliższe. Przejdźmy tymczasem do pana ostatniego albumu. „Niektórzy twierdzą, że pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze. Po przesłuchaniu albumu tria Artura Dutkiewicza można śmiało spuentować, że granie muzyki o malarstwie może mieć głęboki sens" – napisał w JazzPRESSie, w recenzji albumu From Sound to Silence. Nowosielski Live Piotr Zdunek. Jak się gra muzykę o malarstwie i czy zjawisko synestezji jest w jakiś sposób panu bliskie?

Jak przekłada się obraz na dźwięk? Tutaj też działa intuicja. Obraz daje wrażenia, jego kolor, intensywność. Jeden obraz mijamy, a przed drugim się zatrzymujemy. I to wrażenie w nas tkwi, bo dostaje się przez zmysł wzroku do naszego wnętrza. Coś w środku uruchamia to przeżycie.Tak właśnie miałem, gdy po raz pierwszy zobaczyłem mieniące się kolorami malarstwo Nowosielskiego. Po pewnym czasie zamknąłem oczy i w mojej głowie pojawiła się muzyka. Zamiast malarskich farb pojawiły się farby muzyczne. Opowiadam o tym, jak ja to czuję, bo każdy ma zupełnie inne odczucia. To wszystko dzieje się automatycznie.

Natomiast co do synestezji, to teraz przychodzi mi do głowy kompozytor Aleksandr Skriabin i jego fortepian świetlny, każdy dźwięk miał przypisany odpowiadający mu kolor i był użyty w poemacie Prometeusz. To był wyjątkowo wrażliwy wielki artysta na skraju paranoi. Moje wrażenia są naturalnie inne. Niektóre tonacje, jak np. b-moll, są mroczne, czyli dla mnie bardziej fioletowe czy szare. To jest kwestia wyobrażeń i doświadczeń z życia.

Przez kilka lat w dzieciństwie mieszkałem w niedalekiej odległości od domu pogrzebowego, skąd rozpoczynały się kondukty. Dlatego blisko moich okien przechodziła orkiestra strażacka, grająca głównie Marsz żałobny Chopina, właśnie w tonacji b-moll. To wszystko kojarzyło mi się jednocześnie z czymś smutnym, ale też transcendentnym,z nadzieją, bo utwór później przechodzi w B-dur, bo śmierć jest uwolnieniem się od świata i przeniesieniem się w nieskończoność.

Z drugiej strony ta orkiestra też mi się podobała, lubiłem komiczne fałsze niektórych instrumentów. Była więc w tym też pewna tragikomedia. Ale z kolei B-dur dla Franciszka Liszta to tonacja pogodna, jasna, nazywał ją tonacją „czystości sumienia”. Ja tonacje durowe słyszę jako jasne, a bemolowe jako ciemniejsze.

Chciałbym jeszcze pozostać przy Jerzym Nowosielskim. Dlaczego akurat on?

Myślę, że to nie był mój wybór, tylko przeznaczenie. Do kościoła w Wesołej wszedłem przez przypadek, a tam zetknąłem się z niezwykle oddziaływującą kolorową przestrzenią ikon stworzonych właśnie przez mistrza Nowosielskiego. Poczułem się jak w świątyniach indyjskich, w których bywałem.My jesteśmy przyzwyczajeni do kościołów jako miejsc ascetycznych, w monochromatycznych barwach, ewentualnie z delikatnymi kolorami. Tutaj barwy uderzają po oczach, jak właśnie w Indiach, Afryce lub w Ameryce Południowej.

Te kolory nie były jednak agresywne. Były poukładane. Budziły mnie do życia i pozwalały być w chwili obecnej. Podobnie przed starożytnymi świątyniami w Indiach atletyczny człowiek grał na wielkich bębnach, aby wyrwać ludzi z letargu. Dopiero po tym zabiegu człowiek uwolniony od spraw ziemskich mógł wejść do świątyni.To było dla mnie tak intensywne doznanie, że zaraz po pierwszym zachwycie usiadłem i zacząłem medytować. W tym stanie, w który wchodzi się bardzo szybko w takim miejscu, pojawiła się muzyka.Zapragnąłem zagrać tam koncert, do którego później doszło.

Potem, gdy zacząłem zgłębiać twórczość mistrza Nowosielskiego, okazało się, że jemu dokładnie chodziło o ten efekt, który ja przeżyłem, będąc właśnie w tym kościele w Wesołej. Mówił,że ikona służy do tego, aby przykuć uwagę, przeżyć i wejść do środka. Jest tunelem, gdzie z formy wychodzi się poza formę, czyli w tę wewnętrzną pustkę, o której mówił Budda.

Zadanie muzyki jest takie samo. Przychodzimy na koncert, aby się zachwycić i czasami ten zachwyt jest tak duży, że odbiera nam mowę. Tak to zrozumiałem, gdy razem z żoną podziwialiśmy twórczość Nowosielskiego i razem wpadliśmy na pomysł, że należy to połączyć. Wypożyczyłem 60 zdjęć obrazów z galerii Andrzeja Starmacha i z cerkwii prawosławnej, i nawiązałem współpracę ze świetnym grafikiem i malarzem Andrzejem Wąsikiem, który też jest fanem muzyki.

Andrzej stworzył kolaże z tych obrazów. Natomiast ja stworzyłem pewnego rodzaju plan emocjonalny całości, żeby były odpowiednie kontrasty. Przyświecała mi idea, żeby dźwięki były przedzielone większymi odcinkami ciszy, co sprawia większą zadumę i kontemplację i człowiek jest bliżej siebie. Cały czas pracujemy nad tym, aby wydłużać te odcinki przestrzeni. Im jeden dźwięk od drugiego jest dalej, tym większe powstaje uczucie tęsknoty przechodzącej w radość.

Muzyka jest dla mnie oknem na nieskończoność, a nieskończoność to dotknięcie jakiejś tajemnicy. Natomiast my wszyscy żyjemy na zewnątrz, bardzo ekstrawertycznie. Dlatego pomyślałem, że warto zwolnić umysł i, tak jak w telefonie, naładować baterię, włożyć odpowiednią kartę SIM i dopiero rozpocząć komunikację. Te elementy są nam bardzo potrzebne i muzyka temu służy.

Muzyka może mieć na nas ogromy wpływ. Od „gęsiej skórki” po syndrom Stendhala…

Muzyka działa na różnych płaszczyznach. Może pobudzać, wyciszać, powodować uczucie strachu, ale też być terapeutyczna. Przy Mozarcie kryształki lodu układają się w niesamowite, piękne wzory…

I ta wiedza zaczyna mieć zastosowanie. Od października 2025 roku lekarze w Montrealu mogą wypisywać swoim pacjentom recepty na… koncerty.

To dobrze. Słuchanie muzyki można nazwać stanem medytacyjnym. Skupienie się w stu procentach, bycie w chwili bieżącej jest po prostu medytacją.

A medytacja, jak i muzyka, też jest ważna w pana życiu?

Medytacje uprawiam od trzydziestu pięciu lat i jest dla mnie sposobem, żeby złapać kontakt ze sobą i przez to mieć kontakt z innymi. Medytacja to jest wyciszenie, jasność umysłu, więcej sił witalnych i entuzjazmu. Zauważyłem, że im więcej ciszy, tym lepsza kreatywność. Skąd przychodzą myśli, pomysły? Tego nie wiemy, ale pewnie z jakiejś wewnętrznej przestrzeni. Dlatego cisza jest ważna. U mnie to nie jest na poziomie tajemniczych mistycznych kręgów. Medytacja to jak codzienny prysznic lub mycie zębów, tylko tu oczyszczamy umysł i duszę. W ogóle od dwóch lat obchodzony jest Światowy Dzień Medytacji ustanowiony przez ONZ.

Poza medytacją uprawiam też specjalne ćwiczenia oddechowe Sudarshan Kriya. To wszystko ma wpływ nie tylko na zdrowie i jakość życia, ale także pogłębia wrażliwość, która jest częścią tworzenia muzyki.Rekomenduję to każdemu. Dzięki temu żyje się lepiej. Chociaż medytacja wywodzi się z kultury hinduskiej i jest używana wciąż w aspektach religijnych, to dzisiaj jest też czymś niezwykle uniwersalnym na świecie.

Zatrzymajmy się dłużej przy duchowości. Sri Swami Satchidananda na otwarciu festiwalu Woodstock w 1969 roku powiedział: „Ameryka pomaga wszystkim w sferze materialnej, ale nadszedł czas, aby Ameryka pomogła całemu światu także w sferze duchowej”. Dzisiaj wiemy, że te słowa się nie spełniły. Czy pana zdaniem dzisiejsza fascynacja Dalekim Wschodem, chociażby jogą, nie wynika z kryzysu duchowego jaki przeżywa Zachód?

Wartości jogi, o której pan wspomniał, są uniwersalne. W tej chwili podobno jedna trzecia świata ćwiczy jogę. Tak jak nie trzeba być Włochem, żeby jeść pizzę, tak nie trzeba być Hindusem, żeby praktykować medytację. Ludzie szukają w sobie najlepszego pierwiastka, chcą dostać się do tego, co jest w nich ważne, i tym sposobem się budować.

Jednocześnie mamy odwrót od Kościoła, chociaż mam nadzieję, że jest to chwilowe. Moim zdaniem w Europie kładzie się duży nacisk na religię właśnie w kontekście rytuałów czy dogmatów, a duchowość nie jest kluczem, nie jest na pierwszym miejscu. A przecież to duchowość daje nam pokój i wszystkie pozytywne wartości.Nie jestem teologiem, ale jest takie porównanie zbananem. To tak, jakby zamiast jeść jego miąższ, skupiać się na skórce.

Jerzy Nowosielski dość dosadnie nazywał to bezmyślną religijnością. To w ogóle ciekawe, że czytając wypowiedzi panów, widzę duże podobieństwa. „Uważam, że w sztuce nie ma rzeczy obojętnych moralnie, wszystko, co się w niej dzieje, ma swą wymowę, jest wyrazem jakiejś postawy, filozofii, stosunku do rzeczywistości” – to Jerzy Nowosielski, a to pan: „Artysta powinien być odpowiedzialny i obdarzać dźwiękami, które czynią świat i ludzi lepszymi”. Czuć w tej wypowiedzi też herbertowskiego ducha.

To dla mnie duże wyróżnienie, że znalazł pan takie porównania. Herbertem jestem zachwycony, a z Nowosielskim bardzo się zgadzam. Sztuka powinna wznosić, tak jak robiła to na przykład sztuka włoskiego renesansu. Brzydotę stworzyć jest łatwo, trudniej prawdziwe piękno, ale to piękno unosi nas ku górze.

Taką drogę ku górze możemy znaleźć na pana ostatnim albumie. Tytuły utworów Awakening, Peace, Longing, Transcendence oraz Fullness brzmią jak kolejne punkty na mapie, które prowadzą nas do celu.

Zamierzenie było takie, aby poprzez różnego rodzaju emocje, także negatywne, które są przemieniane w pozytywne, pobudzić w nas energię. Na przykład lenistwo czy inercja mogą być przemienione w entuzjazm i radość.

W tym celu zrobiłem nawet emocjonalny wykres dla naszego VJ-a, aby przybliżyć, jaka jest idea całego koncertu i żeby miało to odzwierciedlenie w narracji wizualnej. Środki wyrazu są tak dobrane, aby przejść od przebudzenia do pełni. Różne instrumenty oddziałują na różne emocje. Bębny, tak jak już wspomniałem, pobudzają; fortepian, który ostatnio szczególnie jest wielbiony w Azji, przemienia lęk w miłość; dzwoneczki przynoszą ukojenie.

To wszystko staram się podkreślić dźwiękami, które gram. W tym są też emocje przeciwstawne. Solo na perkusji może mieć dużo gniewu, ale przynosi oczyszczenie. Moją intencją było, aby te negatywne stany emocjonalne przemienić w coś bardzo pozytywnego.

My wszyscy jesteśmy jedną energią i toczy się w nas walka tych dwóch sił. Nowosielski mówił na przykład, że całe jego malarstwo jest w sferze sacrum, mimo że dzieli się jego obrazy na religijne i świeckie – sacrum i profanum.

Czym jest, więc cisza dla muzyka? Czy nie jest tym, czym dla malarza jest białe płótno?

Tak, dokładnie tak jest. Jako muzyk improwizujący często przed koncertami staram się wyłączyć myślenie, aby powstała właśnie pustka, to białe płótno, i gdy wchodzę już na scenę, zaczynam od zera. Tak jak wspominałem, nie wiemy, skąd przychodzą myśli czy dźwięki, więc ważne, abyśmy otwierali się na nieznane i niewiadome. Dobra improwizacja jest wtedy, kiedy w stu procentach bierze się z niczego. Oczywiście trzeba mieć dużo środków wyrazu. A muzyka składa się z dźwięków i ciszy.

A nie odnosi pan wrażenia, że współczesny człowiek boi się właśnie ciszy?

To są nasze uprzedzenia. Boimy się wejść do wewnątrz, bo boimy się swoich własnych emocji, które się w nas zakorzeniły i trwają w postaci różnych demonów, czasami nawet z lat dzieciństwa. A to wszystko to my. Warto jest się z tym zmierzyć. Gdy przebijemy się przez te warstwy, odnajdziemy w środku spokój, ciszę, relaks i bardzo dobre samopoczucie. Nie mówię o tym teoretycznie, bo jestem po długich praktykach jogi i sam to przeżyłem. Dlatego dzielę się swoim doświadczeniem i każdemu to polecam.

Już na koniec, bardziej prozaicznie, chciałbym zapytać o pana plany, poza oczywiście trwającą obecnie trasą koncertową.

Poza najbliższymi koncertami planuję też wydać winyl z muzyką z ostatniej płyty. W kwietniu wybieramy się do Chicago na Międzynarodowy Dzień Jazzu, którego patronem jest Herbie Hancock. Bardzo się cieszę, że będziemy mogli wystąpić tam w triu. Mamy też kilka innych zagranicznych zaproszeń. Wszystko też jeszcze powstaje. W zeszłymroku z Michałem Barańskim i Sebastianem Kuchczyńskim nagraliśmy nowy materiał z moimi kompozycjami, więc też myślę już o jego wydaniu.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO