! Wywiad

Helicopets: Krok do spełnienia marzeń

Obrazek tytułowy

fot. Zuzanna Baran

Helicopets to nowy projekt Adama Barana, gitarzysty związanego w ostatnich latach z polską sceną alternatywną, którą eksplorował głównie w duecie z Polą Chobot, i jednocześnie muzyka sesyjnego, mającego na koncie współpracę z czołowymi polskimi artystami. Obecnie Adam Baran wraca do jazzowych źródeł w powołanym przez niego składzie: Magda Sowul (klarnet basowy), Józef Biegański (perkusja), Roman Chraniuk (bas), zespole, który dał o sobie znać podczas festiwalu Jazz Juniors w 2024 roku, co zaowocowało pięcioma nagrodami specjalnymi i europejską trasą koncertową w 2025 roku. Helicopets wystąpili m.in. w katowickim NOSPR, podczas festiwali Jazz Fest Brno, Jazz in the Vineyard oraz w Opus Jazz Club w Budapeszcie. Ponadto formacja odbyła rezydencję artystyczną w Aalborg, w ramach nagrody od Jazz Denmark. W kwietniu ukazał się debiutancki album grupy zatytułowany Helicopeter, do którego nagrania Adam Baran zaprosił Sigurda Steinkopfa (perkusja), Jone Kuvena (bas) i Pawła Rycherta (elektronika).

Cover artwork.jpg

Helicopets – Helicopeter


Rafał Marczak: Adam, rozmawiamy tuż po Bielskiej Zadymce Jazzowej, gdzie zagrałeś na gitarze hawajskiej w Orkiestrze Polskiego Radia obok Ambrose’a Akinmusire’a, Mike’a Moreno i Kendricka Scotta w ramach światowej premiery koncertu zatytułowanego Wayne’s Sessions For Miles and Lee

Adam Baran: Gdy zadzwoniono do mnie z Orkiestry Polskiego Radia, bardzo się podekscytowałem i byłem przeszczęśliwy, szczególnie gdy dowiedziałem się, jaki skład ma zagrać, bo są to muzycy, których muzyki dosłownie słucham na co dzień! Płyta Owl Song Ambrose’a Akinmusire’a jest jedną z moich ulubionych. Później zobaczyłem nuty i zacząłem panikować do tego stopnia, że rozbolał mnie brzuch i głowa [śmiech]! Nuty na gitarę hawajską okazały się bardzo trudne, szczególnie ze względu na niektóre rozpisane akordy, wręcz nieosiągalne w strojach, którymi się posługuję. Gdy zjawiłem się na próbie, jako pierwszy przywitał mnie dyrygent Clark Rundell, który był jednym z najbliższych współpracowników Shortera i w ostatnich latach dyrygował niemal wszystkimi jego orkiestrowymi projektami. Miał on ze sobą kopię odnalezionych rękopisów, a w partiach gitarzysty hawajskiego Wayne Shorter zostawił zapis: „Go insane, whenever you want!”, co było absolutnie wspaniałą informacją dla mnie, bo oznaczało dużą swobodę w interpretacji samego zapisu. Zagranie tego koncertu było dla mnie pięknym przeżyciem, niecodzienną sytuacją!

Twoje jazzowe oblicze może być dla wielu odbiorców zaskakujące, gdyż przez lata udzielałeś się wydawniczo oraz koncertowo w alternatywnym zespole Pola Chobot & Adam Baran, z którym występowałeś m.in. na OFF Festiwalu, Męskim Graniu czy Letnich Brzmieniach.

Faktycznie, ludzie zdecydowanie bardziej kojarzą mnie z duetu z Polą, bo byłem w nim najbardziej aktywny i do dziś jest to mój główny projekt. Jestem po trzydziestce i dopiero teraz debiutuję z jazzowym materiałem, ale muzyka improwizowana od zawsze była w centrum moich zainteresowań, cała moja edukacja muzyczna, sposób, w jaki uczyłem się harmonii, poznawałem swój instrument, opierały się na standardach jazzowych. Jazz sprawił, że zainteresowałem się muzyką poza kontekstem gitary. Jeśli miałbym wymienić moich ulubionych muzyków jazzowych, to pewnie nie byliby to gitarzyści – uwielbiam Tomasza Stańkę i Johna Coltrane’a.

A gdybyś jednak miał wymienić cenionych przez ciebie gitarzystów?

Na pewno Bill Frisell jest w czołówce moich inspiracji i najważniejszych dla mnie gitarzystów. Uwielbiam mistrzów amerykańskiej awangardy – Marca Ribota i Nelsa Cline’a. Pewnym przełomem dla mnie w podejściu do gitary, było poznanie skandynawskich gitarzystów, którzy korzystają w swojej muzyce z elektroniki i podpinają gitary do swoich laptopów – mam tu na myśli szczególnie Eivinda Aarseta oraz Stiana Westerhusa. Uwielbiam muzykę Jakoba Bro, Juliana Lage’a, Mary Halvorson, Adama Rogersa… Mógłbym wymieniać bez końca, bo absolutnie kocham gitarę i wszystkie te osoby są szalenie inspirujące. Mam też mnóstwo inspiracji poza jazzowym kontekstem i jedną z nich jest Jack White. Pamiętam, że kiedy nagrywaliśmy w studiu nasz kawałek Helicopeter, śmialiśmy się, że brzmi on trochę tak, jakby to właśnie Jack White grał jazz. W kontekście gitary hawajskiej bardzo bliski mi jest Daniel Lanois.

Mimo że Helicopets to twój jazzowy debiut, sięgasz po sprawdzone rozwiązania. Skorzystałeś ze znanego ci studia Monochrom, zaprosiłeś do składu Magdę Sowul oraz Pawła Rycherta, z którymi grałeś w przeszłości, a norweską sekcję rytmiczną Sigurd Steinkopf / Jone Kuven znasz prawie od dekady.

Tak, to prawda, za wszystkim stał pewien zamysł. Monochrom jest idealną przestrzenią do nagrywania muzyki jazzowej na setkę, ale istotnym czynnikiem był realizator Ignacy Gruszecki, który tam stacjonuje. On doskonale rozumie naszą muzykę i wiedziałem, że chcę pracować z nim nie tylko przy nagrywaniu, ale również przy miksie i masteringu. Magda jest tutaj kluczową postacią. Próbowałem wcześniej grać moją muzykę z saksofonem i trąbką, ale w pewnym momencie pomyślałem o klarnecie basowym i brzmieniu Magdy, które uwielbiam. Co ciekawe, Magda nie ma w sobie tego dziedzictwa bebopowego, ponieważ ukończyła wydział klasyczny, jest też związana ze sceną improwizowaną i elektroniczną. Gra zupełnie inne frazy niż stricte jazzowo wykształceni instrumentaliści.

Jeśli chodzi o sekcję rytmiczną, to podczas mojego pobytu w Norwegii zaprzyjaźniłem się z Sigurdem Steinkopfem i Jone Kuvenem, bardzo dobrze nam się wspólnie grało. Pochodzą z jednego miasta – Bergen i są ze sobą niesamowicie zgrani. Sigurd, mimo swojej wszechstronności, jest jednak stricte jazzowym perkusistą. Jone, bardzo ciekawy basista, kończył studia z kompozycji awangardowej, a na co dzień odnajduje się w norweskich zespołach popowych. Gra na basie kostką, co w rezultacie daje intensywne i brudne brzmienie. Uznałem, że taka konfiguracja będzie dobrze kontrastować.

Po czasie, już po głównej sesji w studiu nagranej we wspomnianym wyżej kwartecie, dołączył do nas Paweł Rychert. Jest onmuzykiemelektronicznym, jego instrumenty to syntezatory, samplery i laptop. Dołożył na tym albumie sporo swoich bardzo interesujących tekstur do nagranej już muzyki i pomógł mi producencko odpowiednio „przyprawić” materiał.

Dlaczego powołałeś do życia ten skład?

W moich dotychczasowych działaniach czułem ograniczenie formą, bo mimo że szczególnie na naszej pierwszej płycie z Polą było dużo momentów improwizowanych, to jednak piszemy piosenki. Miałem dużą potrzebę wyjścia poza tę formę. To, że mam zespół, z którym w zasadzie możemy się nie umawiać, co zagramy na koncercie, możemy zostawić sobie pełną wolność, improwizować i nawet nagrywać albumy w ten sposób, powoduje, że jestem o krok bliżej do spełnienia swoich muzycznych marzeń.

Spodziewam się, że już wkrótce będziemy mogli usłyszeć Helicopets w odsłonie koncertowej...

Album ukazał się 8 kwietnia również na winylu, co szczególnie mnie cieszy! Jest też dostępny w formie cyfrowej. Odsyłamy wszystkich szczególnie do platformy Bandcamp, ponieważ tylko tam zdecydowaliśmy się opublikować album w całości. W naszych social mediach należy spodziewać się informacji o nadchodzących koncertach, planujemy dotrzeć do słuchaczy w różnych częściach kraju. Już teraz zapraszam m.in. do Łodzi na showcase Great September oraz do klubu Jassmine w Warszawie, gdzie zagramy w ramach cyklu Jazz po polsku.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO