Papierowy JazzPRESS
! Felieton

Wszystkie drogi prowadzą do Bitches Brew: Od świtu do zmierzchu – choroba Johna Coltrane’a

Obrazek tytułowy

Autor: Cezary Ścibiorski

Powszechnie wiadomo o uzależnieniu Johna Coltrane’a od heroiny i alkoholu w latach pięćdziesiątych. Dopiero po latach okazało się, że przyjmowanie narkotyków drogą dożylną, najczęściej heroiny, jest główną przyczyną zakażeń wirusami chorobotwórczymi – przede wszystkim wirusowego zapalenia wątroby (WZW) typu B i C, a od końca lat siedemdziesiątych – HIV.

Praktyką u osób uzależnionych od heroiny jest posługiwanie i wstrzykiwanie sobie kolejno narkotyku tą samą strzykawką i igłą. Jest to niestety niezwykle skuteczna droga rozprzestrzeniania zakażenia. Sam wirus WZW B jest jednym z najbardziej zakaźnych wirusów w przyrodzie. Jeżeli u zdrowej osoby dojdzie do naruszenia ciągłości tkanki i zetknie się z krwią lub płynami ustrojowymi osoby zakażonej, to ryzyko przeniesienia zakażenia wynosi 97 procent. Dla porównania, taka sama ekspozycja na HIV wynosi 0,5 procenta. Wirus zapalenia wątroby typu C jest mniej zakaźny, ale do dzisiaj droga dożylnego przyjmowania narkotyków jest najczęstszą formą szerzenia się zakażenia. Teraz są to fakty znane, ale na pewno nie było tak w latach pięćdziesiątych. Wirus WZW B został odkryty dopiero w 1966 roku, a WZW C w 1989. Pomimo pewnych różnic, obydwa wirusy ostatecznie powodują te same powikłania – marskość i raka wątroby.

Wiadomo z wielu źródeł, że John Coltrane zmarł z powodu niewydolności tego narządu – jednakże jedni podają, że był to rak, inni, że marskość. W zasadzie obie wersje mogą być prawdziwe. Tym bardziej nie wiadomo, jeśli uległ zakażeniu wirusem zapalenia wątroby, to jakiego typu. W zasadzie różnice dotyczą odsetka osób, u których dochodzi do powikłań (w C 80 procent, w B 10 procent), oraz czasu rozwinięcia powikłań (w C 20 lat, w B ponad 40), niemniej, kiedy dołączy się do tego spożycie alkoholu, a szczególnie w dużych ilościach, okres ten może się skrócić.

Miles Davis pisze, że po raz pierwszy usłyszał Coltrane’a grającego w składzie Dizzy'ego Gillespiego w 1950 roku w Harlemie. Wkrótce najpierw sporadycznie, a później na dłużej, zagrali razem. Sam Davis wtedy szybko wchodził w okres ciężkiego uzależnienia od heroiny i jak pisze: „Wszyscy trzej – Sonny (Rollins), Art (Blakły) i Coltrane – brali w tym czasie dużo heroiny, więc ich towarzystwo jeszcze bardziej mnie wciągało na dno”. W 1955 roku, Coltrane dołączył na stałe do zespołu Milesa Davisa i uczestniczył w nagraniu pierwszej płyty Davisa wydanej przez wytwórnię Columbia: 'Round About Midnight. Davis jednak wciąż związany był kontraktem z wytwórnią Prestige i winien był jej nagranie jeszcze czterech płyt, aby wywiązać się z umowy. Zespół zebrał się na dwie sesje: 11 maja i 26 października 1956 roku i nagrany wtedy materiał wystarczył na wydanie wspomnianych czterech płyt, które Prestige wydawał regularnie co rok, do 1961 – były to: Cookin', Relaxin', Workin' i Steamin' (with the Miles Davis Quintet). Po nagraniu drugiej z tych sesji, po występie w Cafe Bohemia, Miles, sam zerwawszy z nałogiem w 1954 roku, nie był w stanie dłużej tolerować uzależnienia Coltrane’a – „Okropne było patrzeć, jak Trane o siebie nie dbał, dał się wciągnąć w herę, a do tego sporo pił. Przychodził spóźniony, kiwał się na scenie.” Pobił Trane’a w szatni, (pamiętajmy, że przez dużą część swojego życia trenował amatorsko boks) akurat w chwili, gdy wszedł do niej Thelonious Monk, aby się przywitać. Monk widząc całe zajście, natychmiast ujął się za Coltranem i, zbesztawszy Milesa, zaproponował Coltrane’owi przejście do swojego zespołu.

Występowali razem krótko, gdyż Coltrane wrócił do Davisa, pomimo ciągłego uzależnienia od heroiny i alkoholu, w grudniu 1956 roku. Ale tylko do kwietnia 1957 roku, kiedy Davis wyrzucił go znowu. Uzależnienie Johna Coltrane’a powodowało, że spóźniał się na występy, coraz gorzej grał lub wręcz nie grał w ogóle, występował w wymiętym ubraniu – a Miles Davis przez całe życie przywiązywał ogromną wagę do wyglądu. Robił na scenie jeszcze inne okropne rzeczy, ale ze względu na poczucie smaku Czytelników daruję sobie opisy – zainteresowanych odsyłam do książki Miles. Autobiografia. Ponowne wyrzucenie z zespołu i sięgnięcie dna najprawdopodobniej przyczyniło się do rzucenia nałogu – na podstawie notki muzyka do płyty A Love Supreme, można sądzić, że nastąpiło to właśnie w 1957 roku. Tym bardziej, że od początku tego roku widać ożywienie w karierze – podpisuje kontrakt z Prestige, w maju nagrywa pierwszą płytę jako lider – płytę Coltrane. Od czerwca 1957 roku ponownie gra w zespole Theloniousa Monka – z tego okresu pochodzą płyty Thelonious Monk with John Coltrane oraz album Thelonious Monk Quartet with John Coltrane At Carnegie Hall, nagrany podczas koncertu w tej sali 29 listopada 1957 roku.

W grudniu 1957 roku Coltrane przyjął ponowne zaproszenie Davisa do powrotu do zespołu, który od tej pory stanowił sekstet: Davis, Julian „Cannonball” Adderley na saksofonie altowym, John Coltrane na tenorowym, Red Garland na fortepianie, Paul Chambers na basie i Philly Joe Jones na perkusji.

Najbliższe dwa i pół roku to czas jednej z wielkich rewolucji w muzyce, dokonanych przez Davisa. Przy udziale Coltrane’a powstały: Milestones, nagrana 4 lutego i 4 marca 1958 roku, przynosząca pierwsze utwory grane w sposób modalny, Newport 1958, nagranej 3 lipca podczas koncertu w czasie słynnego festiwalu, już z udziałem Billa Evansa na fortepianie Brzmienie Coltrane’a podczas tego występu wywołało kontrowersje, które już od tej pory przez lata dzieliło słuchaczy i krytyków. Artykuł w magazynie Down Beat opisuje jego grę jako „gniewny tenor” i przeciwstawia takie granie brzmieniu reszty sekstetu. Krytyk Ira Gitler broniąc Coltrane’a po raz pierwszy używa określenia „warstwy (pokłady) dźwięku (sheets of sound)” którym przyjęło się już zawsze charakteryzować grę Trane’a. Kolejne płyty to Jazz At The Plaza, koncert w hotelu Plaza w Nowym Jorku, 9 września 1958 roku, w tym samym składzie. No i oczywiście – legendarna, jedna z największych płyt w historii jazzu – Kind of Blue – nagrana w większości materiału przez sekstet: Miles Davis, Julian „Cannonball” Adderley, John Coltrane, Bill Evans, Paul Chambers i Jimmy Cobb, 2 marca i 22 kwietnia 1959 roku. Ostatnimi nagraniami Davisa, w których uczestniczył John Coltrane, są utwory z płyty Some Day My Prince Will Come tytułowy oraz Teo, nagrane 20 i 21 marca 1961 roku. Równolegle do nagrań z Davisem, Coltrane prowadzi ożywioną działalność jako leader, nagrywając w tym czasie dla Prestige sesje, które przez kolejne lata zostały wydane na płytach Lush Life, The Last Trane, The Believer, Soultrane, Black Pearls, Standards Coltrane, Stardust i Bahia.

Dalej przychodzi kontrakt z Atlantic i płyty, które pokazują niezwykle szybki rozwój Coltrane’a jako muzyka i stanowią jazzowe kamienie milowe - Giant Steps, Coltrane Jazz, My Favorite Things, Coltrane Plays the Blues, Coltrane's Sound oraz, ostatni dla tej firmy – Olé Coltrane. W maju 1961 rozpoczyna się współpraca z Impulse!, trwająca do końca jego życia. Dla tej wytwórni nagrywa większość swoich płyt, które rewolucjonizują muzykę w tym samym stopniu, co niedawne nagrania w zespole Davisa: do największych i najbardziej przełomowych należą, nagrane w 1961 roku Africa/ Brass i seria koncertów w Village Vanguard wydawanych potem sukcesywnie, za życia Coltrane'a jako Live at the Village Vanguard i Impressions, a po jego śmierci jako The Other Village Vanguard Tapes,Trane's Modes i From the Original Master Tapes. Późniejsze przełomowe dokonania to już zwrot w stronę duchowości i free:A Love Supreme, Ascension, Om, Meditations, czy Kulu Se Mama.

Czy w 1966 roku ujawniają się objawy marskości wątroby? Można przyjąć, że minęło około 16 lat od zakażenia. Wątroba ma duże zdolności kompensacyjne, dlatego przez wiele lat, pomimo istotnego postępu choroby, objawy mogą być nieznacznie nasilone. W pewnym momencie jednak dochodzi do dość raptownego załamania. Jedno z istotnych zjawisk w przebiegu marskości wątroby polega na tym, że traci ona swoje zdolności detoksykacyjne i dochodzi do zatrucia komórek mózgu i układu nerwowego. Zatrucie mózgu objawia się jako tak zwana encefalopatia wątrobowa. Do nieswoistych objawów marskości należą osłabienie, łatwe męczenie się i utrata apetytu. W bardziej zaawansowanych stadiach dochodzą zaniki tkanki mięśniowej, dające szczupłość kończyn górnych i dolnych oraz wodobrzusze. W podręcznikach medycznych opisuje się sylwetkę chorych jako „kasztanowy ludzik”. Można zauważyć, że Coltrane tak zaczyna wyglądać na zdjęciach z 1967 roku. Encefalopatia wątroba daje zaburzenia nastroju, osobowości i koncentracji, obniżenie sprawności intelektualnej, zapominanie. Do istotnych zaburzeń należy uszkodzenie obwodowego układu nerwowego pod postacią zaburzeń koordynacji ruchowej oraz charakterystyczne, grubofaliste drżenia mięśni rąk, określane jako „trzepocące” („flapping tremor”).

Nawet w ekstremalnie free nagraniach z płyt Ascension, Om, czy Meditations, muzyka wciąż zachowuje swoją strukturę mimo atonalności i złożonych polirytmii. Czy zmiana koncepcji i nowo przyjęty kierunek muzyki, które doprowadziły do odejścia McCoy Tynera i Elvina Jonesa były świadomą decyzją, czy objawem choroby? Już w nagraniu Live at the Village Vanguard Again!, dokonanym 28 maja 1966 roku, słychać wibrato, którego nigdy wcześniej nie było w grze Coltrane’a. Czy był to zamierzony efekt artystyczny, czy patologiczne drżenia rąk w przebiegu encefalopatii wątrobowej? Nagrania z lutego 1967, które okazały się ostatnimi Johna Coltrane’a (jeśli nie liczyć fatalnego technicznie The Olatunji Concert: The Last Live Recording, z 23 kwietnia 1967 roku), wydanych później na płytach Stellar Regions, Interstellar Space i Expression, stanowią muzykę wyzwoloną i otwartą w sposób totalny. Nie posiada żadnych ram ani struktury. Wibrato słychać już bardzo wyraźnie i jego częstotliwość jest bardzo bliska do drżenia rąk pacjentów w schyłkowej fazie marskości wątroby. Płyty te nawet przez bezkrytycznych wielbicieli Trane’a nie są aż tak cenione, jak wcześniejsze dokonania. Nawet, jak wyżej wspomniano, trudne w odbiorze płyty „medytacyjne” (Ascension, Om i Metidations) mają solidny szkielet formalny, którego pozbawione są trzy ostatnie albumy. Swoich zwolenników ma wprawdzie nagrana w duecie z Rashiedem Ali Interstellar Space, ale nie jest ich wielu.

Czy to jest decyzja, czy objaw osłabienia sprawności intelektualnej? Niejednokrotnie w historii choroba muzyka wywiera zauważalny, czasem dodatni, częściej negatywny skutek. Do przykładów pierwszego należą ostatnie sonaty fortepianowe Beethovena, nie tylko od lat niesłyszącego, ale w zaawansowanej fazie choroby alkoholowej, czy Requiem, komponowane przez umierającego na niewydolność nerek Mozarta. Niestety przykładów, kiedy ciężka choroba kładzie kres możliwościom twórczym wielkiego muzyka, jest więcej. Prawdopodobnie tak też się stało w przypadku Johna Coltrane’a. Pozostaje nam się cieszyć, że powikłania przewlekłego wirusowego zapalenia wątroby, które najprawdopodobniej doprowadziły do jego śmierci, 17 lipca 1967 roku, ujawniły się tak późno. Smutkiem napawa świadomość, że od lat dziewięćdziesiątych dysponujemy skutecznymi lekami na WZW B, jak i od niedawna, na WZW C.

Niestety, John Coltrane ich nie doczekał. Podobnie jak Gustav Mahler, umierając na bakteryjne zapalenie wsierdzia w 1911 roku, zaledwie trzydzieści lat przed wprowadzeniem do leczenia, skutecznej w tej chorobie, penicyliny.

Felieton publikowany był na łamach JazzPRESS 11/2015

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO