! Wywiad

Piotr Schmidt: Bazujemy na emocjach

Obrazek tytułowy

fot. Dariusz Kwapisiewicz

12 lutego nakładem wytwórni SJRecords ukazała się 19. płyta w dorobku Piotra SchmidtaPiosenki Komedy bez słów. Jest ona koncertowym zapisem występu sekstetu artysty podczas Love Polish Jazz Festival w Tomaszowie Mazowieckim i, jak wskazuje tytuł, zawiera pieśni napisane przez Krzysztofa Komedę na potrzeby filmowe i teatralne. Tym razem przedstawione są one jednak w wersjach instrumentalnych. Liderowi w realizacji projektu towarzyszyli Grzech Piotrowski (saksofony), Paweł Tomaszewski (fortepian), Michał Barański (kontrabas), Sebastian Kuchczyński (perkusja) i Mino Cinelu (instrumenty perkusyjne). Dla trębacza to druga długogrająca płyta poświęcona w całości twórczości Komedy.

Komeda's Songs - cover front.jpg

Piotr Schmidt – Komeda's Songs Without Words


Rafał Marczak: Poprzedni komedowy album wymagał od ciebie działań kompozytorskich, tym razem skupiałeś się głównie na pracy aranżacyjnej – jak przebiegał ten proces?

Piotr Schmidt: Rzeczywiście w tamtym materiale z 2022 roku Komeda Unknown 1967 dokomponowałem pewne części, bo te szkice były tak ascetyczne, że trudno było z tego ulepić całe formy utworów. Musiałem w ramach ich opracowania dokomponować wiele fragmentów, także takich pod sola, żebyśmy mieli jak i po czym grać. Natomiast w tym materiale teoretycznie te kompozycje były gotowe, natomiast chciałem je przearanżować i czasem zmienić klimat i to wiązało się np. z reharmonizacją tych utworów lub wprowadzeniem nowej faktury rytmicznej, co razem tworzy inną przestrzeń i narrację. Dokonałem tych zmian arbitralnie, patrząc na swoje własne upodobania muzyczne i estetykę. To, czy utwór był bardziej czy mniej znany, w tym kontekście nie miało dla mnie znaczenia – liczyły się wyłącznie melodia, harmonia i pierwotny klimat, który w procesie aranżacji przekształcałem bardziej lub mniej. Oczywiście żeby zachować rozpoznawalność utworu, najważniejsze jest utrzymanie melodii, więc w większości utworów zostały one względnie zachowane.

Jak poradziłeś sobie z interpretacjami piosenek, które z założenia pozbawialiście warstwy lirycznej?

Kiedy nie mamy dosłowności w warstwie tekstowej, to tak naprawdę otwiera nam to warstwę interpretacyjną utworu i bazujemy wtedy na emocjach i elementach stricte muzycznych. Istotne było, żeby muzyka miała taką intensywność, by obroniła się sama w sobie. W związku z tym przy aranżowaniu tego materiału, to, o czym jest tekst, stało się nieistotne. Chciałem nadać tym utworom nową jakość i opracować je zgodnie z moim poczuciem estetyki.

W przypadku obu twoich komedowych albumów kluczową rolę odegrał Krzysztof Balkiewicz – prezes Stowarzyszenia Opieki nad Spuścizną Krzysztofa Komedy. To on odnalazł w Bibliotece Narodowej utwory, które posłużyły za szkice do Komeda Unknown 1967, a teraz materiał piosenkowy zarejestrowaliście w ramach Love Polish Jazz Festival, którego pan Balkiewicz jest dyrektorem artystycznym.

Zapraszając mnie na swój festiwal w 2024 roku, Krzysztof Balkiewicz ponownie zaproponował mi program artystyczny. Moim zadaniem był wybór utworów, opracowanie ich i zagranie na festiwalu. W obu przypadkach moment, w którym usłyszeliśmy tę muzykę po raz pierwszy na żywo, był na koncercie, a później przy okazji miksów, bo oba prawykonania były nagrywane z powodu produkcji telewizyjnej Jazz TV. Wykonanie koncertowe i późniejszy odsłuch uświadomiły mi, że jest to materiał wart wydania na płycie.

O ile przy albumie Komeda Unknown 1967 zdecydowałem, że ostatecznie będzie studyjny, to tym razem stwierdziłem, że muzyka podczas tego koncertu została tak dobrze nagrana, że może być wydana jako album live.

Czy sięgając ponownie po materiał Komedy, nie obawiasz się zaszufladkowania?

Oba programy są od siebie oddalone o trzy lata. Wydaje się to krótkim okresem, natomiast średnio ukazuje się ponad jedna moja płyta rocznie i w tym czasie na rynek trafiły trzy inne, niemające z Komedą nic wspólnego:autorska Hearsay (która czterokrotnie zyskała miano jazzowej płyty roku 2023 w Polsce), Młynarski. Bynajmniej, którą promujemy od półtora roku z Wojciechem Myrczkiem, współliderem tego projektu, oraz Ether (który niedawno podwójnie uznano za album roku 2025). Ostatni z wymienionych to materiał w pełni improwizowany i nieplanowany. Wraz z Andrzejem Święsem i Sebastianem Frankiewiczem będąc w Maq Records Studio, zaczęliśmy spontanicznie nagrywać, słuchając i inspirując się wzajemnie. Z tej chwili skupienia, swobody i twórczej intuicji narodziła się muzyka o wyjątkowej intensywności. Dopiero po czasie zrozumieliśmy, że uchwyciliśmy coś naprawdę szczególnego – energię i emocje, które domagały się wydania. Tak powstał Ether, jedna z najbardziej organicznych płyt w mojej dyskografii.

Wracając do piosenek Komedy, cieszę się, że Krzysztof Balkiewicz, jako pasjonat oraz znawca twórczości i życia Krzysztofa Komedy, co jakiś czas sięga po nasze twórcze możliwości i zdolności instrumentalne, żeby przedstawić Komedę w inny sposób. Jako że angażujemy się w to i robimy to dobrze, to później po takim wykonaniu dysponujemy gotowym projektem muzycznym, trochę głupio byłoby nie wydawać go i nie promować. Z racji tego, że jestem dyrektorem artystycznym wydawnictwa SJRecords, z którym przez ostatnie 15 lat wypuściliśmy ponad 90 płyt, w tym około 17 własnych, wydawanie albumów przychodzi mi dosyć łatwo.

Czy pamiętasz, w jakich okolicznościach zetknąłeś się z twórczością Krzysztofa Komedy po raz pierwszy?

Trudno powiedzieć, gdyż dość wcześnie miałem spory bierny kontakt z jazzem – jeszcze zanim zacząłem rozumieć tę muzykę, bo mój tata puszczał bardzo dużo jazzu w domu. Osłuchiwałem się z nim bezwiednie i nieświadomie do tego stopnia, że gdy graliśmy sobie w naszym pierwszym zespole z Bartkiem Pieszką i jego bratem Wojtkiem, to oni pytali mnie, czy znam np. Autumn Leaves lub Summertime, na co ja odpowiadałem, że nie znam,po czym nucili lub przegrywali mi tematy, a ja uświadamiałem sobie, że jednak je znam i już po chwili grałem z nimi ze słuchu.

Natomiast pierwsze stopnie szkoły muzycznej skończyłem na fortepianie i pamiętam, że grałem m.in. Moją Balladę Komedy w ramach zajęć. Co do zasady Komeda zazwyczaj pisał swoje utwory dosyć ascetycznie, co daje duże możliwości interpretacyjne. Na tle innych kompozytorów jazzowych tamtego okresu, np. Andrzeja Trzaskowskiego, jest to kapitalna sprawa, bo twórczym artystom pozostawia wiele swobody i przestrzeni dla reinterpretacji muzyki.

Gdzie i kiedy będziemy mogli usłyszeć Piosenki Komedy bez słów?

Jeżeli chodzi o koncerty, to zapraszam do zakładki „koncerty” na mojej stronie: www.piotrschmidt.eu oraz do zakładki „wydarzenia” na facebookowym fanpage’u Piotr Schmidt Music, gdzie także staramy się publikować informacje o najbliższych występach. W maju odbędzie się trasa promująca album Piosenki Komedy bez słów – m.in. 7 maja zapraszam do Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie, 14 maja wystąpimy w Mysłowicach, a 16 maja w Gdańsku. Już za moment nastąpi też premiera winylowej wersji albumu – będą to podwójne limitowane i numerowane winyle w nakładzie 300 szt. czarnego krążka i 200 szt. w wersji clear. Szczegóły na stronie wydawnictwa SJRecords – www.sjrecords.eu.

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO