Papierowy JazzPRESS
Wywiad

Agnieszka Hekiert: czas pokochać deszcz

Obrazek tytułowy

Agnieszka Hekiert – wokalistka, trenerka wokalna, kompozytorka, autorka tekstów i aranżacji, absolwentka Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Koncertowała we Francji, Włoszech, Chorwacji, Bułgarii, a w szczególności w Niemczech i Austrii, gdzie nawiązała współpracę z legendą polskiego jazzu na emigracji saksofonistą Leszkiem Żądłą, a także Konstantinem Kostovem i Nevyanem Lenkovem.

Owocem tej współpracy jest nagrana w 2009 roku płyta European Impressions. Agnieszka Hekiert rozpoczęła także, w tym samym roku, współpracę z wokalistą Bobbym McFerrinem, z którym występowała w Polsce i za granicą w ramach projektu VOCAbuLarieS. Jego metodę circle singing aktywnie propaguje, prowadząc własne warsztaty wokalne i chóry.

AgnieszkaHekiert.jpg

Jej najnowsza autorska płyta Soulnation swoją koncertową premierę miała 2 października w warszawskim Promie Kultury Saska Kępa. Album powstał we współpracy, podjętej po raz trzeci, z bułgarskim pianistą Konstantinem Kostovem. Wokalistce i pianiście towarzyszą także perkusista Cezary Konrad, kontrabasista Paweł Pańta, saksofonista Vladimir Karparov i trębacz Jerzy Małek.

Aya Al Azab: Być trenerem wokalnym i jednocześnie wykonywać własną muzykę to wbrew pozorom nie takie oczywiste i częste zjawisko. Czy jazz jest dla ciebie czysto technicznym wyzwaniem wokalnym, gatunkiem , dzięki któremu możesz przekraczać własne bariery, kształcić się i rozwijać?

Agnieszka Hekiert: Jazz to piękno improwizacji, piękno zmian. Muzyka jazzowa jako taka zachwyca mnie najbardziej, bo ma elementy nieoczywiste, bo błędy w improwizacji stają się czasem największą wartością, a trudne harmonie – są najfajniejszymi wyzwaniami i sposobem na kształcenie siebie, rozwój. Uwielbiam się uczyć, przekraczać bariery.

Jak godzisz myślenie techniczne nauczyciela, świadomość swoich możliwości, ich granic z wolnością wyrazu i ekspresją, tak ważną w jazzie?

Trener to jednak nie nauczyciel. Tu ważne jest indywidualne podejście do każdego i stąd technicznego podejścia być nie może. Jest dużo pracy „z głową” tych, którzy się uczą, dużo improwizacji i poszukiwań w znalezieniu przepisu na, na przykład, dobrą barwę. Wolność to właśnie ta wartość, która określa moje działania. Więc to moje trenowanie nie jest takie oczywiste. Uwielbiam przekraczać granice na scenie i w życiu... lubię się później tą wiedzą dzielić. A wiadomo, że to czym się dzielimy, mnożymy tak naprawdę.

Jako kompozytorka i autorka tekstów przebyłaś długą drogę. Co z tego, co znajduje się na albumie Soulnation, jest dla ciebie najważniejsze? Co uznałabyś za osobisty sukces?

Najważniejsze jest przekazywanie energii i to połączenie, wręcz wspólne oddychanie z Konstaninem. Dopełnianie siebie i ogromna przyjaźń, dzięki której powstały prawie wszystkie utwory. Uwielbiam chuligańskie momenty tej płyty. Ważna jest prawda przekazu, ważne są także dzieci (którym dedykowane jest Lullaby). Utwór Deszcz opowiada o pewnych wzorach w głowie, które pozwalają nam żyć pełnią lub nie. Kiedy pada, powtarzamy zazwyczaj, że jest brzydko, że jest niskie ciśnienie, okropna pogoda. I ciach, mamy zły humor. Obniżamy sobie częstotliwość. To są właśnie kody, które mamy zapisane w głowach, w ciałach. A przecież można spojrzeć inaczej, że „deszcz to piękno, deszcz to życie”, bez deszczu nic by nam nie wyrosło – ani drzewa, ani kwiaty, ani zboża – więc może czas ten deszcz pokochać? I być przez to szczęśliwszym od rana – w deszczu czy w słońcu. Genesis i Wy to wiecie to wiara w ludzi, w ich wybory, w to, że intuicyjnie wiemy, co jest dobre. Ja strasznie lubię ludzi i uwielbiam się z nimi koncertowo łączyć.

Twój najnowszy album jest owocem wieloletniej współpracy z bułgarskim pianistą Konstantinem Kostovem, z którym po raz trzeci nagraliście płytę. Jaki jest właściwie jego udział w najnowszym wydawnictwie?

Udział ogromnie ważny! Energetyczne połączenie i przyjaźń napisały tę płytę. Na początku nagrałam loopy z melodiami. Było ich ponad 150, wybieraliśmy najlepsze. Później siedzieliśmy długimi godzinami, dopełniając utwory taką czy inną harmonią, podziałami, a na końcu Kostek dopisał to, co „trudne”, na przykład intro-outro do Deszczu, Genesis i aranż do Ederlezi. Dzięki takiej współpracy powstały prawie wszystkie utwory.

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z Bobbym McFerrinem i projektem VOCAbuLarieS?

Do współpracy zaprosił mnie kolega Marcin Wawruk, gdyż jego zespół ProForma miał zaszczyt wystąpić właśnie z Bobbym McFerrinem podczas Legnica Cantat. Ja byłam wsparciem jazzowym, bo projekt był trudny rytmicznie i harmonicznie. I tak się to zaczęło. A później byłam w międzynarodowej grupie koncertującej po Europie z Bobbym i wtedy jeszcze z Rogerem Treecem. Stawałam na scenie z samym mistrzem przez kolejne trzy lata. Cudowny czas. Dostawałam solówki podczas koncertów, mogłam improwizować z Bobbym na dużych festiwalach jazzowych. Dodam, że w takiej chwili zapomina się o wielkiej publiczności. Istnieje tylko „pole McFerrina”, w które się wkracza z niebotyczną wprost radością.

Czy to prawda, że jako trener wokalny używasz alternatywnych metod nauczania, jak circlesinging, czyli śpiew w kręgu? Ta nazwa kojarzy mi się z kulturą afroamerykańską i ring shouts, ale domyślam się, że jest to zupełnie co innego [śmiech]. Na czym polega ta metoda?

To metoda Bobby’ego McFerrina. Śpiew w kręgu polega na podawaniu różnych fraz muzycznych grupom kilku wokalistów, tworzących w ten sposób współbrzmienia zespołowe. Są dokładne zasady powstawania takich współbrzmień. Uczyłam się ich długo pod czujnym okiem tria WeBe3 i Voicestry Bobby’ego McFerrina (Rhiannon, David Worm, Joey Blake, Judi Vinar, Roger Treece).

Jesteś bardzo aktywna jako nauczycielka i trenerka. Często muzycy oddają się pedagogice, porzucając swoją drogę muzyka. Musiałaś w swoim życiu dokonywać takich lub podobnych wyborów?

Śpiewanie, koncertowanie i tworzenie to mój plan A na życie. Nie jestem w stanie tylko uczyć, bo byłabym sfrustrowana brakiem adrenaliny scenicznej. Potrzeba połączenia z muzykami i przekazu jest tak silna, że czułabym się bez koncertów jak ryba bez wody. Tylko kiedyś raz, wyjeżdżając z Polski, zostawiłam za sobą zbudowany świat. Był to ciężki moment poszukiwań i tak naprawdę zaczynania wszystkiego od nowa. Na początku nie było prosto, ale to doświadczenie otworzyło najlepsze okna świata. Bo podobno w takich ciężkich momentach najbardziej się rozwijamy. A że ja kocham rozwój…

Płytę można kupić na www.hekiert.com


Tekst ukazał się w magazynie JazzPRESS 9/2019

Tagi w artykule:

Powiązane artykuły

polecane

newsletter

Strona JazzPRESS wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na wykorzystywanie plików cookies, możesz w każdej chwili zablokować je, korzystając z ustawień swojej przeglądarki internetowej.

Polityka cookies i klauzula informacyjna RODO